Pierwszy trener Bródki o minionym sezonie: "Bardzo udany"

- Zbyszek niepotrzebnie wskoczył na trzecie miejsce po zawodach w Inzell, bo to spowodowało zmianę toru. Przewagę miał Yuskov, który to wykorzystał - mówi Mieczysław Szymajda, pierwszy trener Zbigniewa Bródki, który kibicował swojemu podopiecznemu podczas ostatnich zawodów Pucharu Świata w Heerenveen.


ROZMOWA Z

Mieczysławem Szymajdą

pierwszym trenerem Zbigniewa Bródki

Maciej Nowocień: Był pan na ostatnich zawodach Pucharu Świata z udziałem Bródki w Heerenveen. Jak wrażenia?

- Jeśli chodzi o kibicowanie, to w Heerenveen zrobiliśmy furorę. Byliśmy sporą grupą ubrani w łowickie stroje ludowe. Gospodarzom naprawdę przypadło to do gustu, a część holenderskich kibiców robiła sobie z nami zdjęcia. Gdy widzieli nas pod halą, skandowali nazwisko Zbyszka. Zresztą, jesteśmy już rozpoznawalni na zawodach, ponieważ spora grupa łowickich kibiców była już na zawodach w Berlinie.

W Pucharze Świata Bródka zajął czwarte miejsce w biegu na 1500 metrów, czego zabrakło do podium?

- Szkoda, bo mimo że czwarte miejsce też jest wysokie, była szansa na zwycięstwo. Tak naprawdę niepotrzebnie wskoczył na trzecie miejsce po zawodach w Inzell, bo to spowodowało zmianę toru. Startował z małego, a to nie było dla niego korzystne. Denis Juskow wykorzystał tę zmianę maksymalnie. Pojechał bardzo szybko i wygrał. To był w zasadzie bieg o wszystko. Gdyby Zbyszek wygrał, to prawdopodobnie on byłby najlepszy w całych zawodach i znalazłby się na podium w klasyfikacji generalnej. Taki jest jednak sport. Cenimy sobie ten rezultat, tym bardziej że na początku sezonu Zbyszek jeździł z kontuzją i zaczął od ósmego miejsca w Calgary. Potem było już tylko lepiej i trzeba być zadowolonym z czwartego miejsca, bo pozostał w czołówce.

Polska zajęła również czwarte miejsce w rywalizacji drużynowej.

- To wszystko potwierdza, że byliśmy w wysokiej formie, a szczególnie Zbyszek, który w Heerenveen pojechał znakomicie i był w zasadzie liderem naszej reprezentacji. Zawody w Holandii Polacy zakończyli na drugim miejscu, tuż za Holandią.

Niemniej cel na sezon jest spełniony, czyli złoto w Soczi.

- Docelową imprezą były właśnie igrzyska olimpijskie. To główny powód słabszych wyników Zbyszka w mistrzostwach Polski i Europy. Traktował to jako starty przygotowujące do igrzysk. Na mistrzostwach Europy nie chciał być w najlepszej ósemce, bowiem musiałby pojechać również na 10 km, a to bardzo trudny bieg. Dlatego niektórzy cieszyli się, że utarli Zbyszkowi nosa, a on tak naprawdę się tylko z tego śmiał.

Pan, jako pierwszy trener i przyjaciel Bródki, też jest zapewne dumny z jego postawy w minionym sezonie.

- Został pierwszym polskim panczenistą ze złotym medalem igrzysk olimpijskich oraz brązowym w drużynie. Bardzo ładnie też zakończył sezon, bo dwoma czwartymi miejscami w Pucharze Świata. Czy trzeba coś więcej dodawać?