Dlaczego Mosty Łódź chcą za budowę stadionu na Widzewie tak mało pieniędzy? [ANALIZA]

Za niespełna 138 mln zł Mosty Łódź chcą zbudować stadion dla Widzewa na 18 tys. miejsc, a do tego przebudować okoliczne drogi. Dlaczego oferta łódzkiej firmy była tak niska?
Na przestrzeni ostatnich kilku lat z każdym kolejnym nieudanym przetargiem czy niedotrzymanym terminem wiara w budowę stadionu przy al. Piłsudskiego malała. Podobnie było pod koniec ubiegłego roku, gdy okazało się, że przy al. Unii Mirbud Skierniewice ma zbudować boisko z trybuną na 5,7 tys. miejsc za 94,4 mln zł (po wliczeniu wszystkich kosztów grubo przekroczy 100 mln zł). Tymczasem na Widzewie - odliczając przebudowę dróg - trzy razy większy obiekt miał powstać za 129 mln zł. Wydawało się, że jest to bardzo mało prawdopodobne...

Gdy w ostatni czwartek doszło więc do otwarcia kopert, wszyscy patrzyli na siebie z niedowierzaniem. Okazało się, że w zapisanych na inwestycję 151 mln zł zmieściło się aż pięć firm. Co więcej, najtańsza z ofert, czyli ta złożona przez Mosty, była zaskakująco niska. Łódzka firma zadeklarowała, że całość inwestycji jest w stanie zrealizować za niespełna 138 mln zł - nieco ponad 24 mln zł ma kosztować przebudowa dróg, a budowa pełnego stadionu z czterema trybunami 113,6 mln zł. Oczywiście rozstrzygnięcia przetargu jeszcze nie ma, ale jeśli nie zdarzy się nic niespodziewanego, jego zwycięzcą będą właśnie Mosty. Warto więc zastanowić się, dlaczego ich cena jest aż tak niska?

Z pewnością jednym z głównych powodów jest to, że Mosty są firmą łódzką, co pod względem logistycznym znacząco zmniejsza koszty. Bo sprzęt, biura czy ludzie są na miejscu, a miasto dobrze znane. Co ważne, w trakcie budowy stadionu Mosty realizować będą w okolicy inną kluczową inwestycję, jaką jest drugi etap budowy trasy WZ. Ze stworzeniem odpowiedniego zaplecza problemów nie będzie więc tym bardziej.

Kolejna sprawa to "atrakcyjność" inwestycji. Bum na budowę stadionów w Polsce minął, a jednocześnie firm posiadających odpowiednie referencje jest bardzo dużo. Ocean jest więc pełen rekinów, którym do zjedzenia pozostała jedna z ostatnich tłustych ryb. Walka o tak łakomy kąsek jest przez to duża. A gdy popyt tak bardzo przewyższa podaż, cena z automatu musi być niższa.

Stadion na Widzewie może kosztować tak mało również dzięki temu, że będzie powstawał w formie zaprojektuj i wybuduj. Zwycięzca przetargu będzie miał więc spore pole manewru przy ustalaniu tego, jak ma wyglądać nowy obiekt, z jakich materiałów ma być zbudowany i co powinien zawierać. Oczywiście wiadomo, że w sporym zakresie wyznaczają to kryteria zapisane w przetargu, ale i tak możliwości przyszłego wykonawcy będą duże.

Zwolennicy budowy nowoczesnego stadionu na Widzewie właśnie tego obawiają się najbardziej. Za niewiele mniejsze pieniądze powstawały obiekty w Gdyni czy Gliwicach, które częściej niż stadionami nazywane są blaszakami. Czy na Widzewie może być podobnie? W tym momencie, chcąc nie chcąc, inwestycję przy al. Piłsudskiego znów trzeba porównać z tą przy al. Unii. Niedawno prezydent Hanna Zdanowska tłumaczyła, że boisko z trybuną na ŁKS-ie będzie kosztować tak dużo, bo będzie "full wypas", a pod trybuną znajdzie się mocno rozbudowane zaplecze. Skoro trzy razy większy obiekt na Widzewie ma kosztować porównywalnie, zwykła logika wskazuje więc, że w nim tego "wypasu" zabraknie.

Wymowne znów jest też porównanie kwot. Po pierwsze - boisko z trybuną na ŁKS-ie kosztować będzie o połowę więcej niż założyło miasto, a stadion na Widzewie w wersji pełnej (cztery trybuny i drogi) - o blisko dziesięć procent mniej. Warto też wspomnieć o samych Mostach. Przy pierwszym przetargu przy al. Unii (dziewięć miesięcy temu) za budowę stadionu wraz z halą chciały 201 mln zł. We wrześniu za samo boisko z trybuną zażyczyły sobie już 96,8 mln zł. Czyli... o milion złotych mniej, niż ledwie pół roku później wyceniły budowę na Widzewie stadionu z trzema trybunami.

Czy rynek tak bardzo zmusił więc łódzką firmę do zejścia z ceny, czy też oczekiwania co do wyglądu i jakości stadionu są tak inne? O tym przekonamy się najwcześniej za kilka miesięcy, gdy poznamy projekt obiektu.