Po meczu Polska - Brazylia. "Propagujemy minimalizm" [BLOG]

"Zdenerwowałem się, gdy czytałem i słuchałem, jak to Polacy świetnie wypadli i właściwie to powinniśmy się cieszyć ze stylu, w jakim przegrali. To już takie nasze, polskie. Stąd wzięła się piosenka kibiców: "nic się nie stało, Polacy nic się nie stało" - pisze na swoim blogu Jarosław Bińczyk, dziennikarz "Gazety Wyborczej"
Całkiem niespodziewanie zdenerwowałem się na meczu Brazylia - Polska w Lidze Światowej. Po pierwsze dlatego, że nie przypuszczałem, że możemy mieć szansę nie tylko na honorową porażkę, ale przynajmniej na zdobycie punktu. Po drugie, była szansa nawet na zwycięstwo. Tak, na zwycięstwo! Bo Brazylijczycy grali bardzo słabo, jak na ich możliwości oczywiście. To drużyna silna, lecz nie tak silna, jak w czasach Giby, Dantego, Ricardo czy Gustavo. Klasowy zespół w formie nie pozwoliłby sobie, by przegrywać 10:18.

Jeszcze bardziej zdenerwowałem się, gdy czytałem i słuchałem, jak to Polacy świetnie wypadli i właściwie to powinniśmy się cieszyć ze stylu, w jakim przegrali. To już takie nasze, polskie. Stąd wzięła się piosenka kibiców: "nic się nie stało, Polacy nic się nie stało". Piosenka koszmarna, bo przyzwalająca, a wręcz propagująca minimalizm. Później żałujemy, że nasi sportowcy zadowalają się dojściem do finału, albo że nie podejmują walki z faworytem.

Pamiętam finał mistrzostw świata w 2006 roku, kiedy Polska była tylko tłem dla Brazylii. Brazylii wielkiej, ale nie na tyle, żeby się przed nią położyć. Podobnych meczów było więcej, nie tylko w siatkówce. Jeszcze gorzej jest w piłce nożnej, długo podobnie zachowywali się skoczkowie narciarscy i duża grupa żużlowych gwiazd. Na podobną przypadłość choruje świetna skądinąd Agnieszka Radwańska, z wielką regularnością oddająca finały.

Może to brak ciągłych sukcesów powoduje, że zadowalamy się osiągnięciami połowicznymi. Jak reagują mistrzowie pokazuje zachowanie Bernardo Rezende. Trener Brazylii denerwuje się nawet wtedy, gdy jego podopieczni stracą punkt teoretycznie nie do obrony. Szaleje wtedy, krzyczy, ustawia i poprawia. Dlatego osiem razy wygrał Ligę Światową, a w mistrzostwach świata jego drużyna jest bezkonkurencyjna od ośmiu lat. Bo nigdy nie jesteś tak dobry, żeby nie być lepszy.

A wracając do meczu Polaków w Brazylii, to zabrakło im wyrachowania i doświadczenia. Jedyny naprawdę doświadczony zawodnik w drużynie, był najsłabszy. Krzysztof Ignaczak powinien przyjąć przynajmniej jedną z trudnych zagrywek Lipe Fontelesa. Później też się mylił stanowczo za często. Mateusz Mika, Rafał Buszek zagrali nieźle, lecz zawiedli w najważniejszych chwilach. Podobnie Grzegorz Bociek. To właśnie sprawia, że wszyscy są dopiero kandydatami na dobrych siatkarzy. Znacznie bliżej szczytu są Fabian Drzyzga, Andrzej Wrona i Karol Kłos. Ten ostatni pokazał klasę także po meczu, kiedy w wywiadzie stwierdził otwarcie, że Polska straciła szansę na dobry wynik. I jeśli ktoś zastanawiał się, skąd bierze się tak błyskawiczna kariera środkowego PGE Skry, to właśnie dostał odpowiedź. Bo nie prawda, że nic się nie stało! Przeciwnie, stało się, bo powinniśmy pokonać mistrzów świata.

Śledź wpisy autora nablogu jar007.blox.pl.