Sport.pl

Orzeł Łódź pierwszy raz przegrał u siebie. Zawodnicy nie dostaną wypłat?

Żaden z kibiców, który w niedzielę zasiadł na stadionie Orła nie spodziewał się, że łodzianie mogą przegrać z ostatnim w tabeli ROW-em Rybnik. Tymczasem outsider pierwszej pokonał gospodarzy 47:43
W składzie rybniczan ostatecznie pojechał Rafał Szombierski, którego kontuzja okazała się niegroźna i mógł zastąpić w awizowanym składzie Dawida Stachyrę. Z kolei w drużynie Orła po raz pierwszy przed własną publicznością wystąpił świeżo pozyskany Mads Korneliussen. W ekipie łodzian Tomasza Chrzanowskiego zastąpił także Jakub Jamróg.

Jamróg miał pecha już w pierwszym biegu i był zmuszony odpuścić ze względu na defekt motocykla. Problem ze sprzętem miał również w trzecim wyścigu Mariusz Puszakowski. Żeby tego było mało, w szóstym biegu na motocykl narzekał także Edward Mazur, a Orzeł przegrywał już 14:22.

Pierwsze zwycięstwo biegowe żużlowcy Orła odnieśli dopiero w dziewiątej rundzie wyścigów, kiedy to z dobrej strony pokazali się Korneliussen i Jamróg (25:29). Tak naprawdę w kolejnym biegu szanse Orła znacznie zmalały, bowiem zawiódł Antonio Lindbaeck i przyjechał na metę ostatni, a ROW ponownie wyszedł na sześciopunktowe prowadzenie. Żużlowcom z Łodzi nie pomogła nawet zmiana taktyczna w dwunastym biegu, w którym dobrze spisujący się przez cały mecz Korneliussen (zastąpił Lindbaecka) zameldował się na mecie trzeci, a bieg był powtórzony ze względu na wykluczenie Mazura (wywrotka). Orzeł punktował jeszcze w ostatnim biegu, ale wiadomo było, że nic już rybniczanom nie wyrwie zwycięstwa i to ROW zdobył łódzką twierdzę. - Nie było jednak łatwo, a dużo trudności sprawiały nam warunki na torze, dlatego cieszymy się ze zwycięstwa - mówi Chritopher Harris z ROW-u. - 1 czerwca to Orzeł cieszył się z remisu u nas, a w niedzielę los uśmiechnął się do nas. Wywozimy trzy punkty i jest to dla nas ostatnia szansa w walce o utrzymanie - dodaje Jan Grabowski, trener rybniczan.

Porażka z ROW-em może boleć łódzkich zawodników i prezesa Witolda Skrzydlewskiego, na którego twarzy już po kilku biegach widać było zdenerwowanie. - Tor był wymagający, ale nie ma dla nas żadnego wytłumaczenia - przyznaje Mariusz Puszakowski z Orła. - Przyczyną porażki był nasz słaby start, a potem nie wygrywaliśmy na dystansie. Jeżeli nikt nie popełnia błędów, to trudno jest wyprzedzić. Wystarczy mi tylko przeprosić prezesa, trenera i kibiców. Daliśmy ciała po całości. Nie mamy nic na swoje usprawiedliwienie.

Warto podkreślić, że prezes Orła zapowiedział, że jeśli polscy zawodnicy nie zdobędą w meczu co najmniej ośmiu punktów, nie otrzymają pieniędzy za start. Wychodzi na to, że za spotkanie z ROW-em żaden z zawodników nie powinien dostać wynagrodzenia. - Możemy wypłacić te pieniądze, ale mam nadzieję, że zawodnicy sami z nich honorowo zrezygnują - mówi Skrzydlewski.

Najlepszym punktującym Orła był Jason Doyle (17 punktów), który dopiero w ostatnim biegu uległ Korneliussenowi. Po niedzielnym meczu Orzeł spadł na przedostatnie miejsce w tabeli, a ROW awansował na piątą lokatę. O godz. 20.15 rozegrane zostanie jeszcze spotkanie Startu Gniezno z Polonią Bydgoszcz.

Orzeł Łódź - ROW Rybnik 43:47

Orzeł: Korneliussen 15, Jamróg 3, Lindabeck 3, Puszakowski 4, Doyle 17, Mazur 1, Drabik 0

ROW: Szczepaniak 11, Szombierski 8, Harris 7, Milik 5, Bridger 7, Woryna 4, Polis 6

Więcej o: