Rozpoczynają się lekkoatletyczne ME. Ile medali zdobędą łódzcy lekkoatleci?

Czterech lekkoatletów z województwa łódzkiego wystartuje w mistrzostwach Europy z Zurychu. Praktycznie wszyscy mają szanse ma medale.
LEKKA ATLETYKA. Adam Kszczot, czyli główny łódzki faworyt, w ostatnich występach potwierdził, że jest najlepszy w kraju w biegu na 800 metrów. Również czas zawodnika RKS Łódź (1:47,07) daje duże nadzieje na złoto także w Zurychu. Tym bardziej że halowy wicemistrz świata z Sopotu jak zawsze jest pewny swoich umiejętności. - Jestem zadowolony z formy, czuję się dobrze, a ostatnie treningi, w tym sprawdzian na 600 metrów, również poszły bardzo dobrze - mówi Kszczot. - Jak zawsze walczę o złoty medal i tutaj nic się nie zmienia.

Łodzianin, mimo że jest faworytem, będzie miał jednak kilku poważnych rywali do medalu. Wśród nich są jego dobry kolega Marcin Lewandowski, Hiszpan Kevin Lopez oraz Francuz Pierre-Ambroise Bosse. - Nie śledziłem ich ostatnich wyników, nie interesuję się, jak biegają - twierdzi Kszczot. - Nawet nie sprawdzałem list startowych. Skupiam się na sobie i na tym, by na ostatnich stu metrach być najszybszym.

Zachować zimną głowę

Spore szanse na medal ma także Robert Urbanek, dyskobol MKS-u Aleksandrów Łódzki. Według niego poza konkurencją tradycyjnie będą Niemiec Robert Harting i Piotr Małachowski. Między pozostałymi zawodnikami rozegra się walka o najniższy stopień podium. - Jestem zadowolony z obecnej formy - podkreśla Urbanek. - Na mistrzostwach Polski [Urbanek został wicemistrzem kraju - przyp. red.] o medal nie było trudno, dlatego nie nastawialiśmy się zbytnio na tę imprezę. Do tego doszły słabe warunki atmosferyczne. Jestem w stanie rzucić dalej niż te 63,69 m, które uzyskałem. Ostatnie dni spędziłem na szlifowaniu formy. Uważam, że jest całkiem nieźle. Muszę wszystko poskładać technicznie. Jestem optymistycznie nastawiony.

Urbanek chce zaprezentować się lepiej niż rok temu, na mistrzostwach świata w Moskwie, gdzie był szósty (64,32 m). - Na takich imprezach wszystko jest możliwe - mówi lekkoatleta MKS. - Liczę na wynik w granicach 65-66 m, bo taki powinien dać medal. Najważniejsze, by zachować zimną głowę. Wiadomo, że na dużych zawodach jest trochę stresu, co pokazały chociażby Igrzyska Olimpijskie w Londynie. Z roku na rok coraz lepiej radzę sobie z presją. Nie chcę zawieść kibiców i siebie i moim zadaniem jest potwierdzić dobrą formę. Nie chcę mówić otwarcie o medalu. Najważniejsze jest awansować do finału.

O medalu ostrożnie

W sztafecie 4 x 400 metrów pobiegnie Agata Bednarek. Zawodniczka AZS Łódź nieco zawiodła w niedawnych mistrzostwach Polski w Szczecinie. W biegu na 400 metrów łodzianka była dopiero piąta, a rezultat 53,36 sekundy jej nie zadowolił. - Ten słaby czas tłumaczymy kryzysem poobozowym, bo przed mistrzostwami byliśmy w Alpach na zgrupowaniu wysokogórskim - wyjaśnia łodzianka. - Docelową imprezą są mistrzostwa Europy.

Biegaczka AZS zapewnia, że teraz biega o wiele szybciej, a w sztafecie będzie jeszcze pewniejsza. - To całkiem inny bieg niż indywidualny. W grupie jest większa wola walki, a ja nie będę biec na pierwszej zmianie. Czuję się z tym lepiej - dodaje.

Polska sztafeta po cichu liczy na medal. - Choć to tak naprawdę cel maksimum i ogromne marzenie - mówi Bednarek. - Jest kilka zespołów, z którymi możemy swobodnie powalczyć o podium. O medalach wypowiadamy się jednak ostrożnie. Musimy przejść eliminacje i awansować do finału, a później wszystko może się zdarzyć.

Adrian wielką niewiadomą

Ostatnią łódzką nadzieją w Zurychu będzie Adrian Strzałkowski z MKS Aleksandrów Łódzki, który zrobił furorę na ostatnich mistrzostwach Polski. Młody skoczek w dal uzyskał wynik 8,02 m, który był nie tylko jego rekordem życiowym na otwartym stadionie, ale był lepszy od minimum na mistrzostwa w Zurychu. - To nie był żaden pozytywny wypadek przy pracy - twierdzi Leszek Lipiński, klubowy trener Strzałkowskiego. - Sęk w tym, że Adrian ma problemy mentalne i po dobrym występie na halowych mistrzostwach świata w Sopocie miał dłuższą przerwę od sportu. Stąd jego słabsze wyniki w startach w Pekinie, Kutnie i Memoriale Janusza Sidły w Trójmieście. On potrzebował czasu i w Szczecinie nareszcie skoczył dobrze.

Według Lipińskiego Strzałkowski może zaprezentować się jeszcze lepiej. - Powiedziałbym, że jest w stanie skoczyć nawet 8,20 m - mówi Lipiński. - Trudno powiedzieć, jak mu pójdzie, bo nie wiadomo, jak zachowa się przy presji. Adrian jest przygotowany na cztery skoki. Jestem dobrej myśli.

Transmisje z zawodów można oglądać w TVP Sport oraz Eurosporcie.