Lekkoatletyczne ME. Robert Urbanek, czyli następca Piotra Małachowskiego, wychodzi z cienia

To nie wicemistrz olimpijski z Pekinu Piotr Małachowski, lecz Robert Urbanek jest na ustach kibiców po środowym konkursie rzutu dyskiem podczas mistrzostw Europy w Zurychu. Zawodnik MKS Aleksandrów Łódzki zdobył brązowy medal
Myślisz "rzut dyskiem", myślisz "Piotr Małachowski". Nie ma się zresztą czemu dziwić, zawodnik z Bieżunia zdążył bowiem na dobre osiąść na ustach kibiców. To przecież wicemistrz olimpijski z Pekinu, dwukrotny wicemistrz świata oraz mistrz Europy w swojej konkurencji. W cieniu utytułowanego dyskobola po cichu startował Robert Urbanek, zawodnik MKS Aleksandrów Łódzki. Potężny chłopak pochodzący z Łęczycy, a mieszkający w Warszawie, do mistrzostw w Zurychu przez 13 lat swoich treningów nie zanotował większych sukcesów. Jego największymi namacalnymi osiągnięciami były dwa srebrne (2013, 2014) i dwa brązowe medale (2011, 2012) mistrzostw Polski. Nie oznacza to, że nie startował w prestiżowych imprezach. Był m.in. na igrzyskach olimpijskich w Londynie (zajął 32. miejsce), mistrzostwach świata w Moskwie (6. miejsce) oraz mistrzostwach Europy w Helsinkach (6. miejsce).

Medal możliwy, ale...

Przed wyjazdem do Zurychu Urbanek w rozmowie z Łódź.sport.pl podkreślał, że jest gotowy na niespodziankę, na treningach spisuje się bowiem bardzo dobrze. Nie chciał jednak zapeszać i otwarcie mówić o medalu, jednocześnie podkreślając, że najpierw musi przejść trudne kwalifikacje. - Jestem zadowolony z obecnej formy - mówił Urbanek. - Na mistrzostwach Polski o medal nie było trudno, dlatego nie nastawialiśmy się zbytnio na tę imprezę. Do tego doszły słabe warunki atmosferyczne. Jestem w stanie rzucić dalej niż te 63,69 m, które uzyskałem. I dodał: - Na takich imprezach jak mistrzostwa Europy wszystko jest możliwe. Liczę na wynik w granicach 65-66 m, bo taki powinien dać medal. Najważniejsze, by zachować zimną głowę. Wiadomo, że na dużych zawodach jest trochę stresu, co pokazały chociażby igrzyska olimpijskie w Londynie. Z roku na rok coraz lepiej radzę sobie z presją. Nie chcę zawieść kibiców i siebie i moim zadaniem jest potwierdzić dobrą formę.

W kwalifikacjach w Zurychu Urbanek uzyskał wynik 63,91 m i co prawda nie kwalifikował on go automatycznie do finału, ale okazał się na tyle dobry, że Polak znalazł się w gronie najlepszych ośmiu dyskoboli. Sam zawodnik kręcił nosem na uzyskany rezultat. - To nie było to, co chcę pokazać w Zurychu. Popełniam błędy techniczne, na treningu prezentowałem się lepiej - mówił. - Boję się trochę spalić rzut. Naprawdę jest co poprawiać. Obym poskładał to wszystko do finału.

Brąz w znienawidzonym deszczu

W środę w Zurychu prawie przez cały dzień padało, a to nie rokowało dobrych wyników w rzucie dyskiem. Co prawda koło jest profesjonalnie osuszane, jednak wilgoć w powietrzu i co chwila wracające opady sprawiają, że zawodnicy w obawie o kontuzje lub spalenie rzutu nie chcą zaryzykować i pójść na całość. Widać to zresztą było po osiąganych wynikach przez poszczególnych dyskoboli. Urbanek w swojej drugiej próbie uzyskał wynik 63,81 m i... pozwolił mu on na zdobycie brązowego medalu, czyli największego sukcesu w karierze. - Chciałem rzucić dalej, ale warunki nie pozwoliły na wiele - stwierdził po występie zawodnik MKS. - W pierwszych trzech próbach było nieźle, a potem chciałem zaryzykować i popełniałem przez to stare błędy techniczne. Warunki były jednakowe dla wszystkich i jestem zszokowany, że poradziłem sobie w deszczu, bo go nie lubię podczas zawodów.

Mało brakowało, a Urbanek w ogóle nie trenowałby rzutu dyskiem. Od zawsze chciał być lekkoatletą, ale próbował także pchać kulą czy rzucać oszczepem. Do koronnej konkurencji przekonał go jego pierwszy trener Adam Kowalski z rodzinnej Łęczycy. W pewnym momencie przestał robić postępy i był bliski zakończenia swojej kariery. Trafił wówczas pod skrzydła trenera Witolda Suskiego i stał się o wiele lepszym zawodnikiem.

Mistrz go docenia

Poza sportem Urbanek jest bardzo sympatycznym i wykształconym człowiekiem. Słucha klasycznego rocka, lubi też czytać książki czy obejrzeć film. Jego innym zainteresowaniem są podróże, a dzięki częstym wyjazdom na zawody zobaczył wiele krajów na całym świecie. Jego wybranką serca jest zaś polska sprinterka Katarzyna Świostek. - Po medalu zostanę takim samym Robertem, jakim byłem wcześniej - mówi Urbanek. - Chcę dalej trenować i czeka mnie dużo pracy, bo zbliżają się igrzyska olimpijskie w Rio de Janeiro.

Dzięki brązowemu medalowi Urbanek nareszcie wyszedł z cienia Piotra Małachowskiego. Doświadczenie doda mu pewności siebie i być może rozpocznie pasmo sukcesów. - Podejmuję wyzwanie i pójdę w ślady Piotrka. Muszę jednak jeszcze wyeliminować błędy, które popełniam - skromnie podkreśla dyskobol MKS.

Małachowski też cieszy się z sukcesu Urbanka. - Trenujemy razem, więc się cieszę z jego sukcesu i z tego, że nie zostawię po sobie pustki - mówi ikona polskiej lekkoatletyki.