Łódź zapłaciła 7 mln zł za mistrzostwa świata siatkarzy. Ile i dlaczego straci na ich zakodowaniu?

Gdy Łódź zgodziła się zapłacić za siatkarskie mistrzostwa świata 7 mln zł, urzędnicy byli przekonani, że mecze z nich transmitowane będą w ogólnodostępnej telewizji. Problem w tym, że tego nie zastrzegli w umowie.
- Nie wyobrażam sobie, żeby mecze reprezentacji nie zostały pokazane w otwartych kanałach Polsatu. Za dużo jest kibiców kochających siatkówkę. To będzie święto dyscypliny, wszyscy muszą to zobaczyć - przekonywał jeszcze miesiąc przed rozpoczęciem mistrzostw świata Mirosław Przedpełski, prezes Polskiego Związku Piłki Siatkowej. Stało się jednak inaczej i największa po Euro 2012 sportowa impreza w Polsce została zakodowana. Polsat pokazuje ją na czterech specjalnych kanałach. Dostęp do nich mają tylko abonenci Cyfrowego Polsatu i ci, którzy zdecydowali się zapłacić od 80 do 100 zł za "mistrzowski pakiet" w swoich sieciach kablowych lub satelitarnych.

Nie brakuje więc rozczarowanych. Wśród nich mogą być samorządy. Sześć miast gospodarzy za sprowadzenie do siebie mistrzostw zapłaciło łącznie blisko 40 mln zł. Sama Łódź - 6,97 mln zł. Gdy w 2011 r. podpisywano umowę, wszyscy byli przekonani, że mecze Polski transmitowane będą w otwartym kanale. Problem w tym, że... ze strony magistratu nikt tego nie zastrzegł.

W umowie jest jedynie zapis, że PZPS ma przedstawić pismo potwierdzające prawa Polsatu do transmisji meczów na żywo "w otwartym i kodowanym kanale". Warunek ten stacja spełniła już pierwszego dnia mistrzostw, bo mecz otwarcia na Stadionie Narodowym transmitowany był w kanale otwartym. Fakt, że rozegrano go w Warszawie, a nie w Łodzi, nie ma żadnego znaczenia. Z kolei w aneksie, który zawiera spis działań promocyjnych wraz z kosztorysem, mowa jest tylko o "meczach transmitowanych w telewizji" oraz "na antenach telewizji Polsat".

Magistrat za zakodowanie mistrzostw nie może więc żądać od związku rekompensaty bądź zapłacić mu mniej. - Nie można mówić o nienależytym wypełnieniu zobowiązań, ponieważ umowa nie zawiera zapisu o konieczności transmisji tylko i wyłącznie w kanale otwartym - potwierdza Marcin Masłowski z biura prasowego UMŁ.

- To błąd po stronie urzędników. Tego typu umów nie zawiera się na poziomie takich ogólników, a publiczne pieniądze nie powinny być wydawane w tak nieprecyzyjny sposób - mówi "Wyborczej" prof. Robert Kozielski z Katedry Marketingu Uniwersytetu Łódzkiego. Jego zdaniem tzw. ekwiwalent reklamowy dla Łodzi po zakodowaniu mistrzostw będzie o wiele mniejszy. - Pytanie nie brzmi więc, czy miasto straciło, lecz ile - uważa.

Odpowiedź na to pytanie nie jest prosta. By dowiedzieć się, jaka była wartość medialna wzmianek o Łodzi, trzeba zaczekać na zakończenie mistrzostw i odpowiednie raporty. To jednak nie wszystko. - Gdyby mecze transmitowano w ogólnopolskiej telewizji, więcej zyskałaby marka Łodzi. Istnieje też coś takiego jak sentyment, który można określić ładunkiem emocjonalnym. Jeśli grający w Łodzi polscy siatkarze odniosą sukcesy, o mieście i Atlas Arenie będzie mówić się w pozytywnym kontekście, będą po prostu budzić dobre skojarzenia - dodaje prof. Kozielski. Dla przykładu: Poznań na organizacji Euro 2012 uzyskał ekwiwalent reklamowy w wysokości 231 mln zł, a Łódź tylko na jednym koncercie Stinga zyskała 9 mln zł.

Według monitorującego oglądalność portalu wirtualnemedia.pl mecz otwarcia pomiędzy Polską a Serbią obserwowało średnio ponad 5 mln osób (chociaż Polsat wspominał nawet o 10 mln). Kolejne spotkania pierwszej rundy, które pokazywano już w kodowanym kanale, to oglądalność rzędu 1,2-1,3 mln ludzi. - Przy tak wielkim entuzjazmie społeczeństwa i tak ważnym wydarzeniu to żadna rewelacja. By nie powiedzieć - porażka - ocenia profesor.

W magistracie - przynajmniej oficjalnie - problemu z zakodowania największej sportowej imprezy w historii Łodzi jednak nie robią. W przesłanej nam odpowiedzi biuro prasowe długo wymienia działania promocyjne, jakie podjęto od 2011 r. Zarówno za granicą, w Polsce, jak i samej Łodzi. - Wydaje się, że te najkorzystniejsze dla miasta to akcje społeczne, spoty w TV Polsat i branding środków komunikacji miejskiej - podsumowuje Masłowski.

Gdy spojrzymy we wspomniany kosztorys, można odnieść inne wrażenie. Na 750 tys. zł wyceniono "emisję nazwy miasta Łódź podczas meczów (...) transmitowanych w telewizji" na bandach elektronicznych wokół boiska. Kolejne 960 tys. zł (rozbite na dwa półrocza) pójdzie z kolei na emisję logo Łodzi w postaci billboardów sponsorskich na różnych antenach Polsatu. Miasto zapłaciłoby też 3 mln zł mniej, gdyby Polska do łódzkiej części turnieju nie awansowała.

KOMENTARZ

Szymon Bujalski, dziennikarz "Wyborczej" i Łódź.sport.pl

Chyba nic w ostatnim czasie nie zjednoczyło Polaków bardziej niż niechęć do Polsatu po zakodowaniu mistrzostw. Polsat mógł jednak zrobić to, co zrobił i podejść do tematu w sposób biznesowy, a nie sportowy. Miał do tego prawo, bo pozwoliły na to ustawa (nakazuje odkodowanie jedynie meczów piłkarzy i olimpiady) i umowy między stacją a PZPS, a także między związkiem i samorządami. W tym z naszym.

Gdy władze Łodzi decydują się na zapłacenie za coś 7 mln zł, powinny wiedzieć, czym to "coś" jest. Każdą złotówkę powinny dokładnie obejrzeć przed wydaniem, a każdą umowę dokładnie przeczytać i przeanalizować przed podpisaniem. Z wyceny poszczególnych działań promocyjnych jasno wynika, że najważniejsze było dotarcie z łódzkim świętem siatkarskim do jak największej liczby widzów. W tym telewidzów. Szkoda, że to samo nie wynikło z treści umowy. A wystarczyło zapisać, że w przypadku zakodowania meczów Polaków w Łodzi miasto zapłaci o X mniej pieniędzy. Takie proste, a jednak takie trudne...

Atlas Arena - poznaj halę, w której zagrają Polacy na mistrzostwach świata siatkarzy [NAJWAŻNIEJSZE INFORMACJE]