Mistrzostwa świata w siatkówce 2014. Mundial groźny dla najlepszych

Każda z drużyn z polskiej grupy w mistrzostwach świata ma kłopoty z kontuzjami. - To nie przypadek, że dotykają one kluczowych zawodników - mówi rosyjski selekcjoner
Michał Winiarski, Murilo Endres, Wallace de Souza, Sidao, Nikołaj Pawłow, Paweł Moroz - to nie jest szóstka najlepszych zawodników mistrzostw świata siatkarzy, ale lista kontuzjowanych z grupy H, która we wtorek rozpoczęła w Łodzi rywalizację o półfinał. - Przynajmniej jest sprawiedliwie, bo wszyscy mają podobne kłopoty - żartował Bernardo Rezende, selekcjoner reprezentacji Brazylii.

Mimo coraz bardziej alarmujących ostrzeżeń od lekarzy i trenerów, siatkarski kalendarz jest coraz bardziej rozbudowywany. Widać to po reprezentacji Polski, która tydzień po zakończeniu rozgrywek ligowych zaczęła kwalifikacje do mistrzostw Europy, w których rozegrała siedem spotkań. Cztery dni później grała już w Brazylii w Lidze Światowej. W sumie nasi siatkarze aż 12-krotnie wychodzili na boisko. Do finału nie awansowaliśmy, dzięki czemu zawodnicy dostali dwa tygodnie na odpoczynek. - Z jednej strony to dobrze - podkreślał trener Stephane Antiga. W sumie Polacy przed mistrzostwami świata w ciągu czterech miesięcy rozegrali 24 spotkania oficjalne i sparingowe. Oczywiście skład drużyny się zmieniał, jednak każdy z naszych reprezentantów ma na koncie po kilkanaście występów. Niewiele mniej grały Rosja i Brazylia.

W polskim mundialu każda z drużyn, które trafiły do trzeciej fazy, rozegrała już po dziewięć meczów. To tyle, ile Brazylijczycy w 2002 i 2010 roku, gdy zdobywali złote medale. W 2006 roku w Japonii, żeby zdobyć medal, trzeba było 11-krotnie wychodzić na boisko. W tegorocznych mistrzostwach padnie rekord, bo do złota, srebra i brązu potrzeba 13 spotkań, ponieważ po raz pierwszy wprowadzono trzecią fazę grupową.

Jak to dużo, pokazuje statystyka przygotowana po dwóch fazach turnieju. Amerykanie, którzy już odpadli, na boisku spędzili w sumie 19 godzin i 40 minut, Polacy - 17,5 godziny, zaś Rosjanie i Brazylijczycy o dwie godziny mniej od naszej kadry.

Wysiłek, jaki wkładają siatkarze w mecz, jest ogromny. Przeciętny skrzydłowy musi wykonać ponad 100 skoków. Jeszcze większemu obciążeniu poddawany jest atakujący, który bierze udział w każdej ofensywnej akcji, a w bloku musi zatrzymywać obu lewoskrzydłowych. W najdłuższym i najbardziej intensywnym meczu Polski w mistrzostwach świata - z Iranem - Polacy zbijali aż 120-krotnie, co oznacza, że Mariusz Wlazły musiał wyskoczyć około 100 razy. Sam atakował 44-krotnie i wykonał 19 serwów. Do tego trzeba dodać skoki do bloku. Michał Kubiak przyjął aż 40 zagrywek, 29 razy atakował i 15-krotnie serwował.

Obciążenia są coraz większe, bo poziom światowej czołówki się wyrównuje. Mecze są coraz dłuższe i intensywniejsze. Fizjolodzy są przekonani, że wcześniej czy później to musi odbić się na zdrowiu siatkarzy. - Jeśli nie teraz, to w czasie sezonu ligowego - uważa Tomasz Kuciapiński z PGE Skry Bełchatów. Najbardziej obciążeni są oczywiście najlepsi, dlatego na urazy narzekają Winiarski, Murilo czy Pawłow. Ich kontuzje wynikają z przeciążenia: Polak ma problem z mięśniami okalającymi kręgosłup, Brazylijczyk - z mięśniem nogi, zaś Rosjanin - z kolanem. Wallace i Moroz skręcili stawy skokowe, co teoretycznie jest przypadkowym urazem. Kuciapiński podkreśla jednak, że zmęczeni zawodnicy łatwiej doznają kontuzji, bo ich reakcja jest spowolniona. Zgadza się z tym Andriej Woronkow, selekcjoner reprezentacji Rosji. - To nie przypadek, że problemy mają zawodnicy kluczowi w swoich zespołach. Oni są przecież najbardziej obciążeni - mówił "Wyborczej".

Bartosz Kurek, który nie znalazł się kadrze na siatkarski mundial, opowiadał, że policzył w tym roku, ile czasu miał na odpoczynek, grając w reprezentacji. - W ostatnich ośmiu latach mój najdłuższy urlop miał dziesięć dni. Dlatego muszę przyzwyczaić się do gry z bólem pleców - mówi 26-letni zawodnik.

Ostatecznie w meczu Polska - Brazylia zagrali i Michał Winiarski, i Wallace, których lekarzom udało się postawić na nogi.