W niedzielę Orzeł Łódź zawalczy o awans do Ekstraligi

- Marma Rzeszów musi wygrać rewanż, my możemy - przyznaje Witold Skrzydlewski, prezes Orła Łódź.
W niedzielę o godz. 14 podopiecznych trenera Lecha Kędziory czeka rewanżowe spotkanie z Marmą Rzeszów, którego stawką jest bezpośredni awans do Ekstraligi. W pierwszym meczu łodzianie u siebie pokonali rywali 48:42, ale Skrzydlewski wierzy, ze jego drużynę stać na utrzymanie przewagi, a tym samym awans do najwyższej klasy rozgrywkowej. Prezes Orła przyznaje, że nie przewiduje specjalnych przygotowań do meczu, a zawodnicy w dniu meczu przyjadą do Rzeszowa. Przed przyjazdem niektórzy będą jednak trenować na torach w Tarnowie i Częstochowie, które mają podobną nawierzchnię jak obiekt w Rzeszowie. W składzie nie znalazł się Antonio Lindbaeck, którego zastąpi Tomasz Chrzanowski. - Szwed ma osobiste problemy, a tydzień temu zdobył zaledwie dwa punkty, stąd decyzja trenera o wystawieniu Chrzanowskiego - tłumaczy Skrzydlewski.

Ponadto pojadą Jakub Jamróg, Mads Korneliussen, Mariusz Puszakowski, Jason Doyle, Edward Mazur i Paweł Wolender. Na mecz wybiera się ponad 100-osobowa ekipa łódzkich kibiców, ale w klubie wierzą, że ich liczba może być dużo większa.

Skrzydlewski nie chce wybiegać w przyszłość, bo wciąż nie wiadomo, czy po ewentualnej przegranej w Rzeszowie jego drużyna przystąpi do spotkań barażowych z Włókniarzem Częstochowa. - Prezes Włókniarza chciałby, abyśmy choć rozegrali mecz towarzyski, ale według mnie albo jedziemy na poważnie, albo wcale - argumentuje prezes Orła.

Nie jest tajemnicą, że klub na rozegranie dwóch spotkań barażowych potrzebuje około 250 tys. złotych. Dlatego szefowie Orła liczą, że z pomocą przyjdą sponsorzy albo władze Łodzi, gdyż ostatnio Orzeł jest doskonałą wizytówką naszego miasta. - Ostatnie spotkanie z Marmą w telewizji oglądało ponad 208 tys. widzów. To dwa razy więcej niż GP Skandynawii na żużlu - cieszy się Skrzydlewski.

Więcej o: