Atlas Arena od czterech lat zarabia: "To nie jest normalne na świecie" [WYWIAD]

Łódzka Atlas Arena jest jedną z niewielu hal na świecie, które zarabiają - mówi jej szef Krzysztof Maciaszczyk
Jarosław Bińczyk: Jaki jest rekord frekwencji w Atlas Arenie?

Krzysztof Maciaszczyk: Najwięcej ludzi było na koncertach Erica Claptona, Depeche Mode, Rammsteina. Pojemność hali to 13 806 miejsc, plus obsługa techniczna.

A na imprezie sportowej?

- Maksymalnie 12,5 tys.

PGE Skra Bełchatów na Final Four dostawiała dodatkowe trybuny.

- Normalnie na trybunach jest 12 060 miejsc, a po dostawieniu dodatkowych pojemność rośnie o pół tysiąca. I tyle właśnie było. Tyle samo będzie w niedzielę na meczu PGE Skry z Resovią.

Pojawiają się zarzuty, że w Atlas Arenie jest mało sportu.

- Nie wiem, kto ma zastrzeżenia?

Piszą i dzwonią do nas w tej sprawie czytelnicy.

- Hala została wybudowana jako wielofunkcyjna, sportowo-widowiskowa. Nikt nigdy nie mówił, że mają być w niej tylko wydarzenia sportowe. Należy więc szukać różnych imprez. Jeśli chodzi o sport, to trzeba pamiętać o słabości sportu halowego w Łodzi. Tak naprawdę na wysokim poziomie mamy tylko siatkarki Budowlanych, grające w Orlen Lidze. Nie ma koszykówki, siatkówki męskiej czy piłki ręcznej. Druga rzecz to wada, która powstała już podczas projektowania, czyli brak sali treningowej. To powinna być norma, bo trenowanie tylko na głównej płycie jest bardzo kosztowne. A przecież konieczna jest optymalizacja kosztowa, czego w tych warunkach nie da się pogodzić z dużą liczbą imprez. Gdybyśmy jednak podsumowali wszystko, to jest zachowana równowaga między imprezami sportowymi i muzycznymi. 35 proc. to wydarzenia sportowe, 30 proc. muzyczne, a pozostałe to inne. Taki podział utrzymuje się od 2010 roku. W ostatnim roku grają u nas siatkarki Budowlanych, przez 15 dni grają w Atlas Arenie siatkarze, jest maraton, którego znaczenie z roku na rok rośnie. W 2015 roku będzie miał rangę mistrzostw Polski, został wpisany do kalendarza IAAF [Światowej Federacji Lekkiej Atletyki - przyp. red.]. Regularnie gra u nas PGE Skra. Jeśli awansuje do kolejnej fazy Ligi Mistrzów, co jest pewne, wróci do Łodzi. Były gale bokserskie, MMA, mistrzostwa świata w karate, superenduro i wiele innych. Były mistrzostwa Europy siatkarek, koszykarek, koszykarzy. Jak widać, sportu u nas jest dużo. I najważniejsze: w końcu zawita do nas lekka atletyka...

No właśnie, przecież hala była budowana, by organizować w niej mityngi.

- Swoją bryłę zawdzięcza temu, żeby mogły się w niej odbywać imprezy lekkoatletyczne. Przez wiele lat nie udawało się ich zorganizować. Ale doczekaliśmy się i wkrótce będziemy gościć duży międzynarodowy mityng. Myślę, że najpóźniej za dwa tygodnie podamy dokładny termin. Będzie na przełomie stycznia i lutego.

Dlaczego nie ma dokładnej daty?

- Chodzi o porozumienie z telewizją i z gwiazdami, bo chcemy gościć największe. Będzie to ostatni sprawdzian przed halowymi mistrzostwami Europy w Pradze.

Jeden z czytelników "Wyborczej" miał wam za złe, że straciliśmy walkę Szpilki z Adamkiem na rzecz Krakowa, a boksu jest coraz mniej.

- Gościliśmy wiele walk bokserskich. Krzysztof Włodarczyk zdobył w Atlas Arenie mistrzostwo świata, walczyli też Adamek z Gołotą. Mieliśmy zaplanowane trzy gale, ale nie doszły do skutku. Powód jest taki, że wiele imprez jest dotowanych przez lokalne samorządy. Z tego powodu straciliśmy walkę Szpilki z Adamkiem. Mamy jednak satysfakcję, że jako jedyni działamy bez wsparcia finansowego miasta czy województwa. Nie dość, że nie dokładamy, to jeszcze zarabiamy. Organizatorzy płacą za wynajęcie, a poza tym korzysta też Łódź. W tym roku dotowane były mistrzostwa świata siatkarzy, ale to impreza nieporównywalna z innymi.

Atlas Arena zarabia na siebie?

- Od 2010 roku cały czas jest nad kreską, co nie jest normą na świecie. Takich obiektów jest niewiele.

Jakie to kwoty?

- Od 150 do 350 tys. zł. W tym roku ten wynik będzie dużo lepszy.

W Łodzi nie będzie mistrzostw Europy w 2016 roku. Dlaczego?

- Już od trzech lat mieliśmy zarezerwowane terminy. Z tego co wiem, organizatorzy chcieli bardzo dużo pieniędzy. Rozumiem postępowanie władz Łodzi, ponieważ oczekiwania związku piłki ręcznej były bardzo duże. A impreza musi się bilansować.

Straciliśmy też mistrzostwa świata super enduro.

- Powód był podobny. To od nas, czyli Atlas Areny i Łódzkiego Związku Motorowego, świat uczył się organizacji zawodów. Zabrakło jednak wsparcia z samorządu. Organizatorzy dostali lepszą ofertę z Trójmiasta i z ciężkim sercem wynieśli imprezę do konkurencji. Ubolewam nad tym, bo hala zawsze była wypełniona, a w telewizji oglądali ją w Europie, Ameryce, a nawet w Azji. To w sumie 400 mln widzów. Jesteśmy otwarci, bo nasza hala jest najlepsza w Polsce do organizacji wyścigów enduro.

To, co jest niedogodnością w siatkówce, czyli trybuny daleko od boiska, staje się atutem przy enduro.

- Zawsze można się do czegoś przyczepić, ale doceńmy to, co mamy. U nas na torze do superenduro można było się wyprzedzać, świetna była widoczność z trybun. Siatkówki wcale nie ogląda się kiepsko. Pewnie, że byłoby lepiej mieć trybuny bliżej. Jednak w gdańskiej Ergo Arenie mistrzostwa Europy w lekkiej atletyce wymagały ogromnych kosztów, a trybuny zostały zmniejszone o połowę. U nas zmieści się 10 tys. ludzi.

A bieżnia? Pamiętam, że jeszcze przed oddaniem do użytku Atlas Areny mówiło, się, że wkrótce zostanie kupiona bieżnia.

Nie wiem, dlaczego tak się nie stało. Z doświadczenia wiem, że zamontowanie bieżni na stałe wcale nie jest dobrym rozwiązaniem. Wtedy nie doszłoby do wielu imprez. Pierwszym krokiem jest najbliższy mityng, na razie bez bieżni dookoła hali. To jednak krok milowy, bo rozegranych zostanie siedem konkurencji. Później będziemy mogli myśleć o kolejnych imprezach, już z wszystkimi konkurencjami.

W Polsce powstanie coraz więcej hal widowiskowo-sportowych. Czy to ma wpływ na liczbę imprez w Atlas Arenie?

- Pierwsza myśl jest taka, że rozwój infrastruktury pozwala organizować wielkie wydarzenia, jak mistrzostwa świata czy Europy w siatkówce czy koszykówce. Nie byłoby ich, gdyby w kraju była tylko jedna hala. Gdy rośnie konkurencja, trudniej jest o inne wydarzenia. Trzeba się do tego przygotować, tak jak my do otwarcia hali w Krakowie. Działamy, by stracić jak najmniej wydarzeń. My od pięciu lat wypracowaliśmy sobie pozycję, choć krakowska hala jest nowocześniejsza. Musimy więc wraz z miastem modernizować Atlas Arenę, by stracić jak najmniej wydarzeń.

Co trzeba zrobić?

- Nie mamy systemu podwieszeń, ważnych przy organizacji imprez muzycznych. Mamy to już zaplanowane. Następna rzecz to możliwość podzielenia hali na mniejsze części. Projektant nie przewidział też, że ludzie chcą coś zjeść podczas meczów czy koncertów. No i parkingi. Wierzę, że po zakończeniu budowy stadionu powstają nowe miejsca.

W niedzielę w Atlas Arenie zostanie pobity rekord świata na meczu klubowych drużyn w siatkówce. Wywołuje to u was jakieś emocje czy podchodzicie do tego rutynowo?

- My do każdego przedsięwzięcia podchodzimy indywidualnie, nie ma czegoś takiego jak rutyna. Każde wydarzenie jest inne. Powtarzam zawsze współpracownikom, że to naszą rolą jest dbanie o szczegóły, bo klient ma prawo nie wiedzieć. Sam sprawdziłem, że będzie to rekord frekwencji.

Kto wygra ten supermecz?

- Wierzę, że PGE Skra. Tak się złożyło, że tydzień temu byłem w Rzeszowie i miałem okazję rozmawiać z fanami Resovii. Oni mają wątpliwości, czy dadzą radę. To jest sport, ale mam przekonanie, że drużynie z Bełchatowa pomoże nasza hala. PGE Skra może się czuć jak u siebie w domu. To zadziała.

Więcej o: