Sport.pl

Zuzanna Witych, czyli najlepsza polska narciarka freestyle'owa, pochodzi z Łodzi

Mimo faktu, że Łódź nie leży w górach, a do najbliższego stoku narciarskiego trzeba jechać kilkadziesiąt kilometrów, to najlepsza polska zawodniczka w stylu dowolnym pochodzi z właśnie z tego miasta. Zuzanna Witych, bo o niej mowa, rozpoczyna właśnie sezon i powalczy nawet o medale mistrzostw świata w narciarstwie dowolnym.
Jak to się stało, że pochodząca z Łodzi dziewczyna jest jedną z najlepszych narciarek w Polsce? - Zawsze ciągnęło mnie do sportów ekstremalnych - mówi Witych. - Próbowałam coraz to nowych dyscyplin, a do narciarstwa trafiłam kompletnie przez przypadek. Pojechałam z kolegami na stok, a po pewnym czasie sama spróbowałam swoich sił w tym sporcie. Profesjonalnie jeżdżę już od pięciu lat.

Początki łodzianki w narciarstwie nie były łatwe. Nie może przecież trenować w swoim rodzinnym mieście, dlatego początkowo musiała dojeżdżać na treningi na południe Polski. - Na każdy z nich jeździłam po pięć godzin, więc był to spory problem. Trenowałam więc głównie w weekendy. W takich przypadkach bardzo przydaje się prawo jazdy - śmieje się Witych. - Przez dwa lata mieszkałam we Francji, w Grenoble. Tam są znakomite warunki i ośrodki do uprawiania narciarstwa dowolnego. Wróciłam do kraju i teraz mieszkam w Krakowie, gdzie też studiuję. Czemu nie zostałam we Francji? Chcę mieć podwójny dyplom, zarówno francuski, jak i Polski. Zresztą u nas jest łatwiej o dofinansowanie.

Teraz 22-latka na swoim koncie ma kilka mistrzostw Polski. Co więcej, zajmuje także coraz wyższe miejsca w zawodach Pucharu Świata czy Europy. Aktualny sezon Polka rozpoczęła pod koniec listopada i uplasowała się na siódmym miejscu w Pucharze Świata. Dzięki temu zdobyła cenne punkty, które umożliwią jej wyjazd na mistrzostwa świata, które odbędą się w połowie stycznia. - Nie zakładam sobie konkretnych celów na najbliższy sezon - mówi Witych. - Chcę po prostu pokazać się z jak najlepszej strony we wszystkich zawodach. Będę startowała nie tylko na mistrzostwach, ale także w pucharach świata i Europy oraz zimowej Uniwersjadzie. Teraz byłam w Łodzi na święta i zaraz wyjeżdżam już na kolejne zawody.

Uprawianie narciarstwa jest wymagającym sportem. Oprócz własnej siły, uporu i ambicji trzeba mieć też środki finansowe na sprzęt i wyjazdy. W przypadku Witych początki nie były łatwe, ale teraz pozyskała sponsora, który dostarcza jej sprzęt. - To dla mnie duża pomoc, ale i tak muszę zbierać pieniądze na inne wydatki - mówi narciarka. - Na polskim rynku jest bardzo trudno o sponsora. Całe szczęście, że jako reprezentantka kraju dostaję pomoc z Polskiego Związku Narciarskiego. Dużo wciąż jednak załatwiam po znajomości - śmieje się Witych.

Narciarstwo dowolne to specjalne konkurencje, w których liczy się nie tylko szybkość, ale także ewolucje. Zawodnicy są narażeni na upadki, dlatego nic w tym dziwnego, że często borykają się z różnymi urazami. - Mam właśnie złamaną rękę - uśmiecha się Witych. - Upadłam na jednym z treningów przed świętami. Powinnam się lada chwila wykurować. Akurat rękę mam złamaną po raz pierwszy, ale zdarzały się różne inne kontuzje. Miałam uraz barku, złamaną piętę, połamane żebra. Był też poważny problem z kręgosłupem. Całe szczęście, że mam jeszcze całe kolana, bo wielu zawodników zrywa sobie więzadła. Cóż, taki jest sport.

Co ciekawe, narciarstwo dowolne mogłoby być propagowane również w Łodzi. W Katowicach czy Warszawie odbyły się już imprezy z cyklu Red Bull Snow Attack, w których zawodnicy jeżdżą na specjalnie usypanych torach. - Tyle że w Łodzi mało kto się tym interesuje - rozkłada ręce Witych. - Katowice są już blisko gór, dlatego sporo zawodników przyjeżdża i startuje. Do Łodzi mieliby już dalej. Choć muszę przyznać, że moi znajomi organizują podobne imprezy i odbiór był pozytywny. Kto wie, może doczekam się zawodów w moim rodzinnym mieście.

Więcej o: