Piłkarze ręczni I i II ligi znów grają. Udana kolejka dla drużyn z województwa łódzkiego

Swoje mecze wygrali piłkarze ręczni Piotrkowianina, ChKS, WKS Wieluń i Włókniarza Konstantynów
I liga, grupa A

Vetrex Sokół Kościerzyna - MKS Piotrkowianin Piotrków Trybunalski 20:25 (9:11)

Piotrkowianin: Banisz, Procho, Pietruszka - Swat 7/3, Pacześny 5, Woynowski 4, Iskra 4, Góralski 4, Zinchuk 1, Mróz, Tórz, Różański, Chełmiński.

Karne: 4/4

Kary: 10 min (Zinchuk x2, Różański x2, Góralski)

Co prawda trener Rafał Przybylski awaryjnie poprowadził Piotrkowianina do wygranej w poprzedniej kolejce w Wolsztynie, ale dopiero mecz w Kościerzynie był jego oficjalnym debiutem w roli pierwszego trenera piotrkowskiej ekipy. I był to debiut udany. Vetrex Sokół to we własnej hali bardzo niebezpieczna drużyna, która w poprzedniej rundzie nie sprostała jedynie KPR Legionowo. Sobotni mecz z Piotrkowianinem również był niezwykle zacięty. Lepiej zaczęli go gospodarze, którzy po 10 minutach, w wyniku licznych pomyłek piotrkowian w ataku, wygrywali 4:1. Z minuty na minutę gra podopiecznych trenera Przybylskiego była coraz bardziej płynna i w 22. minucie goście wyrównali stan meczu na 7:7. Do przerwy MKS przechylił szalę prowadzenia na swoją korzyść. Na tablicy wyników widniał rezultat 9:11. Zaraz po wznowieniu Piotrkowianin dorzucił kolejne trzy oczka, osiągając przewagę pięciu trafień (10:15). Gospodarze nie byli już w stanie zbliżyć się do aspirującego do awansu rywala i ostatecznie w pierwszym meczu tej rundy Piotrkowianin przywozi z wyjazdu cenne dwa punkty, wygrywając ostatecznie 20:25. Za tydzień arcyważne i bardzo prestiżowe spotkanie z liderem - KPR Borodino Legionowo. Wydaje się, że MKS jest jedyną obecnie siłą w lidze, która może pokrzyżować plany rozpędzonym legionowianom, którzy w tym tygodniu zakontraktowali na środek rozegrania wychowanka CHKS-u Łódź Mariusza Kuśmierczyka (do KPR trafił z Viretu Zawiercie).

II liga grupa mazowiecka

ChKS Łódź - KS Uniwersytet Radom 33:27 (14:15)

CHKS: Florczak 1/1, Bomberski - Witczak 8, Fałdrowicz 6, Biernacki 6, Urbański 4, Walczak 2, Darnowski 2, Sadliński 2, Świątkiewicz 1, Sobieraj 1, Górecki, Rzepecki, Kaźmierczak, Przybylski, Scios

Karne: 5/6

Kary: 6 minut (Kaźmierczak x2, Sadliński)

Cenne dwa punkty podopiecznych trenera Walickiego. Sobotni mecz rozpoczęli jednak fatalnie, pozwalając gościom na rzucenie trzech pierwszych bramek. Dopiero w 14. minucie po bramce najskuteczniejszego Konrada Witczaka CHKS doprowadził do wyrównania. Między 17. a 25. minutą miał miejsce najgorszy okres w grze łodzian. Od wyniku 8:7 radomianie rzucili sześć bramek pod rząd. Nie poskutkował nawet czas wzięty przez trenera Walickiego. Dopiero w końcówce pierwszej połowy gospodarze zdołali zniwelować straty i do przerwy zeszli, przegrywając ledwie jedną bramką (14:15). Drugą połowę znów lepiej rozpoczęli goście, którzy pod dwóch trafieniach aktualnego króla strzelców mazowieckiej ligi Piotra Rojka (w całym meczu trafił aż 11 razy) wyszli na prowadzenie 14:17. Kolejne minuty należały jednak do gospodarzy. Pomiędzy 39. a 45. minutą od remisu 19:19 rzucili pięć bramek z rzędu, poważnie ograniczając szansę akademików na wywiezienie choćby punktu z Łodzi. Co prawda wkrótce kolejne trafienia dorzucił Rojek, ale łodzianie nie notowali już takiego przestoju jak w pierwszej połowie i cały czas utrzymywali bezpieczną przewagę, ostatecznie wygrywając 33:27.

MKS Wieluń - UMKS Trójka Ostrołęka 40:29 (19:14)

MKS: Stefaniak, Drygała - Bernaś 9, Torchała 5/2, Piwnicki 5/1, Kamil Młodzieniak 4, Pawelec 4, Krekora 3, Famulski 3, Majda 3, Madeła 2, Olbiński 1, Mateusz Młodzieniak, Łuczak, Klimas, Cieślak

Karne: 3/4

Kary: 10 minut (Krekora x2, Torchała x2, Bernaś)

Ostre strzelanie na początek rundy rewanżowej urządzili sobie szczypiorniści MKS-u Wieluń. Podopieczni trenera Derbisa pałali żądzą rewanżu na ostrołęczanach, którzy jesienią minimalnie pokonali MKS. Tym razem nawet przez moment nie pachniało niespodzianką. Od początku wielunianie narzucili swój rytm gry i po bramce w 14. minucie najskuteczniejszego tego dnia Michała Bernasia wygrywali już 9:5. Goście nie mieli sposobu na rozpędzonych emkaesiaków, ale uczciwie trzeba przyznać, że było to pokłosie małych możliwości rotacji składem. Do Wielunia UMKS przyjechał w 10-osobowym składzie, z zaledwie ośmioma zawodnikami z pola. Podopiecznym trenera Radosława Żebrowskiego nie brakowało jednak ambicji i w 23. minucie, po skutecznie egzekwowanym rzucie karnym przez Rafała Niećkę, doprowadzili do stanu 15:13. W końcówce pierwszej odsłony dwuminutową karę otrzymał jednak najskuteczniejszy zawodnik Trójki - Hubert Milewski (w całym meczu rzucił 9 bramek) i gospodarze skrzętnie wykorzystali osłabienie, dorzucając dwa trafienia. Do przerwy MKS prowadził 19:14.

Drugą połowę wielunianie rozpoczęli od huraganowych, i co najważniejsze, bardzo skutecznych ataków na bramkę Piotra Kozłowskiego. W efekcie po 10 minutach właściwie rozstrzygnęli losy meczu, wychodząc na prowadzenie 27:16. Ostatnie 20 minut to już spokojna gra z obu stron. Dzięki wypracowanej przewadze trener Derbis mógł rotować składem, dzięki czemu bramki rzucili niemal wszyscy zawodnicy z pola.

Dzięki przełożeniu meczu rezerw Wisły Płock z MOKS Białystok na co najmniej tydzień MKS Wieluń usadowił się na pozycji lidera mazowieckiej II ligi. Za tydzień zdobycie kolejnych punktów wydaje się obowiązkiem, gdyż rywalem MKS-u będzie zajmujący przedostatnie miejsce w ligowej tabeli siedlecki SPR.

SPR Pabiks Mag-mar Pabianice - AZS UW Warszawa 24:24 (16:10)

Pabiks: Wężyk, Grzanka, Zajkiewicz - Gościłowicz 7, Gozdalski 5, Trojanowski 4, Kiełbasiński 4, Borsuk 3, Stawicki 1, Stegliński, Walocha, Matyjasik, Pielesiak, Andrysiak, Nowicki.

Z mieszanymi uczuciami opuszczali hale przy ul. św. Jana fani Pabiksu. Z jednej strony urwanie punktu czwartej w tabeli ekipie spadkowicza z I ligi należy uznać za sukces. Żal jednak straconej w końcówce szansy na zdobycie pełnej puli. Pierwszy kwadrans sobotniego meczu był niezwykle zacięty. Pabianiczanie dotrzymywali kroku faworytom i z minuty na minutę prezentowali się coraz lepiej. Szczytowym okresem ich gry w sobotnim meczu była końcówka pierwszej odsłony, gdy od stanu 12:10 zbudowali bezpieczną, jak się wydawało, sześciobramkową przewagę. Początek drugiej połowy nie zwiastował problemów z końcówki. Pabianiczanie przez kilka minut utrzymywali wciąż bezpieczny dystans i dopiero po ośmiu minutach akademicy z Warszawy zaczęli seryjnie trafiać do bramki Tomasza Wężyka. Nerwowo zrobiło się na 10 minut przed końcem, gdy goście doszli pabianiczan na dwa trafienia. Emocje sięgnęły zenitu w ostatnich pięciu minutach. Po bramce Piotra Drewniaka AZS wyrównał stan meczu na 21:21. Na nieco ponad 20 sekund goście wyszli na prowadzenie 23:24, ale skuteczny rzut Przemysława Borsuka uratował remis drużynie trenera Stawickiego. Punkt z faworyzowanym AZS UW cieszy, chociaż pełna pula była blisko. Za tydzień pabianiczanie spróbują się zrewanżować Anilanie za porażkę z pierwszej rundy. W formie z soboty jest to bardzo prawdopodobne.

SPR Siedlce - KKS Włókniarz Konstantynów Łódzki 24:25 (10:11)

Włókniarz: Brański, Superson - Stępień 8, Kosma 4, Kubiak 4, Kaczorowski 3, Jencz 3, Bartosz Borsiak 2, Przybysz 1, Włodarczyk, Michał Borsiak, Karga, Zajc, Oklejak, Opara.

W arcyważnym dla losów dolnych rejonów tabeli meczu udało się przełamać fatalną serię porażek szczypiornistom Włókniarza Konstantynów Łódzki. Podopieczni trenera Pawła Kraski po nerwowym meczu pokonali SPR Siedlce jedną bramką. Na szczególne wyróżnienie w drużynie Włókniarza zapracowali bramkarze. Przez większą część meczu zaporą nie do przebicia był Grzegorz Brański, ale swoje trzy grosze dorzucił również Konrad Superson, który obronił aż trzy rzuty karne gospodarzy. Za tydzień konstantynowianie spróbują dorzucić kolejne dwa punkty z ostatnim w tabeli MOKS Białystok. Sukces w tym meczu da już pewne utrzymanie drużynie trenera Kraski.

AZS UMCS Lublin - Politechnika Anilana Łódź 28:25 (12:13)

Anilana: Anilana: Grzegorczyk, Bartczak - Piotr Rutkowski 8, Wypych 5, Jakubiec 4, Witkowski 4, Strzebiecki 1, Wawrzyniak 1, Pawlak 1, Morąg 1.

Karne: 2/2

Kary: 6 minut (Strzebiecki x2, Piotr Rutkowski)

Od falstartu rozpoczęli rundę rewanżową szczypiorniści Politechniki Anilany. Podobnie jak przed rokiem jeszcze na parkietach I ligi, tak i tym razem wracają z Lublina bez zdobyczy punktowej. Pierwsza połowa niedzielnego meczu była niezwykle zacięta. Jako pierwsi wiatr w żagle złapali gospodarze, którzy od stanu 2:3 rzucili siedem bramek, tracąc jedynie dwie. Łodzianie nie pozwolili jednak podopiecznym trenera Ignaszewskiego (niedzielny mecz oglądał z trybun z powodu zawieszenia za krytykę sędziów w meczu z AZS UW Warszawa) na zbudowanie wyraźnej przewagi i jeszcze przed przerwą wyszli na minimalne prowadzenie 12:13. Pierwsze dziesięć minut drugiej połowy to gra systemem bramka za bramkę. Niestety, po tym okresie podopiecznych trenera Kulika dopadła niemoc. Kilka znakomitych interwencji lubelskiego golkipera Kacpra Gajeckiego, a po przeciwnej stronie skuteczna gra w ofensywie sprawiły, że na tablicy wyników widniał rezultat 24:19. Co gorsza łodzianie byli bezradni nawet wobec podwójnego osłabienia gospodarzy. Z minuty na minutę goście słabli i stało się jasne, że nie dopiszą do swojego dorobku kolejnych punktów. Trzeba będzie ich poszukać w derbowym pojedynku z SPR Pabiks Mag Mar Pabianice, który wyjątkowo odbędzie się w sobotę o godzinie 13.00 w hali przy ul. Sobolowej 1.