Fatalny weekend dla drużyn piłki ręcznej z Łódzkiego

W weekendowych meczach szczypiornistów nie zawiódł jedynie MKS Wieluń, a pozostałe ekipy z województwa łódzkiego przegrały swoje mecze.
I liga, grupa A

MKS Henri Lloyd Brodnica - MKS Piotrkowianin Piotrków Trybunalski 27:26 (13:10)

Piotrkowianin: Banisz, Procho - Swat 11, Góralski 6, Iskra 3, Pacześny 3, Woynowski 2, Różański 1, Szczukocki, Pożarek.

Karne: 4/6

Kary: 8 min (Pożarek x 2, Pacześny, Różański)

Największa sensacja tegorocznych rozgrywek. Ostatni w tabeli MKS Henri Lloyd Brodnica zgarnął dwa punkty kosztem ekipy, która jeszcze przed rokiem walczyła na superligowych parkietach, a przed sezonem jednym tchem była wymieniana w gronie faworytów do wygrania rozgrywek. Wygląda na to, że w Piotrkowie nie do końca poważnie traktuje się szanse powrotu do elity - trudno bowiem inaczej wytłumaczyć porażkę z zespołem, który do soboty wygrał tylko dwa mecze. Pewnym ostrzeżeniem mogły być co prawda ostatnie zacięte mecze brodniczan z drużynami z czołówki, jednak zespół w składzie z takimi handballowymi wyjadaczami jak Woynowski, Różański, Pacześny czy Swat nie powinien mieć problemu z młokosami z Brodnicy. Stało się jednak inaczej.

Początek był jeszcze po myśli Piotrkowianina, jednak od stanu 4:6 aż sześć bramek z rzędu rzucili gospodarze i jak się później okazało, prowadzenia nie oddali już do syreny kończącej mecz. Do przerwy gospodarze prowadzili 13:10. W drugiej połowie goście kilkukrotnie zbliżali się na jedno trafienie do ekipy z Brodnicy, jednak gospodarze, grający najlepszy mecz w sezonie, zachowywali zimną krew, szybko odskakując na 3-4 bramki. Co ciekawe, piotrkowianie nie potrafili wykorzystać nawet przewagi w polu. Ich niemoc trwała nawet, gdy arbitrzy na ławkę kar posłali jednocześnie dwóch brodniczan. Mimo szaleńczych ataków w końcówce nie zdołali ostatecznie wywalczyć choćby punktu.

Żadnym usprawiedliwieniem dla słabej postawy gości nie może być brak w Brodnicy aż trzech rozgrywających (Zinchuka, Chełmińskiego i Tórza), nawet bez nich goście na papierze byli murowanym faworytem. Paradoksalnie zajęcie drugiego, barażowego miejsca nie jest jeszcze nieosiągalne (mimo wygranej Pomezanii w tej kolejce). Pozostaje jednak pytanie, czy wobec tak słabej formy niektórych zawodników awans do Superligi w tym roku ma w ogóle sens?

II liga grupa mazowiecka

MKS Wieluń - SPR Pabiks Mag-Mar Pabianice 39:26 (22:12)

MKS: Waloch, Kolanek - Piwnicki 6/2, Torchała 6, Pawelec 6, Bernaś 5, Gałat 5, Majda 3, Olbiński 3, Młodzieniak 1, Madeła 1, Famulski 1, Tomasz Łuczak 1, Janik 1, Michał Łuczak, Kleszcz

Karne: 2/2

Kary: 4 minuty (Torchała, Majda)

Pabiks: Wężyk, Grzanka - Trojanowski 8, Nowicki 4/1, Kiełbasiński 4, Stegliński 3, Pieczyński 2, Stawicki 2, Borsuk 1, Walocha 1, Pietrzykowski 1, Zajączkowski, Pielesiak

Karne: 1/1

Kary: 10 minut (Stegliński, Walocha, Pielesiak, Zajączkowski, Kiełbasiński)

Kolejne pewne zwycięstwo MKS-u Wieluń, który dzięki zdobytym dwóm punktom i porażce AZS UW Warszawa w Sierpcu umocnił się na pozycji wicelidera.

Podobnie jak w meczu z Anilaną tak i tym razem gospodarze zaczęli z wysokiego C i już po ośmiu minutach, przy stanie 4:1, zmusili trenera gości Włodzimierza Stawickiego do wzięcia czasu i uporządkowania gry Pabiksu. Do 18. minuty pabianiczanie, osłabieni brakiem lidera rozegrania - Bartosza Gościłowicza, utrzymywali względnie bezpieczną stratę do gospodarzy. Taki obrót spraw najwyraźniej podrażnił ekipę gospodarzy, która w pięć kolejnych minut trafiła do bramki Tomasza Wężyka siedem razy z rzędu, praktycznie rozstrzygając losy meczu. Dziesięciobramkową zaliczkę wielunianie dowieźli do syreny wieńczącej pierwszą połowę (22:12).

Festiwal strzelecki trwał w najlepsze także w drugiej odsłonie. Po kilkunastu minutach, gdy stało się jasne, że mecz wygrają gospodarze, obydwaj trenerzy postanowili desygnować do gry zawodników z ławki rezerwowych. I analogicznie jak w meczu z Anilaną ze znakomitej strony pokazali się zmiennicy MKS-u Wieluń, którzy nie tylko nie roztrwonili prowadzenia, ale jeszcze je podreperowali. Ostatecznie wielunianie rozbili pabianiczan aż 39:26.

Teraz przed ekipą Tomasza Derbisa tydzień przerwy. Za dwa tygodnie najtrudniejsze w tym sezonie zadanie przed MKS-em - wyjazdowy mecz z liderem z Płocka. Pabianiczanie z kolei za tydzień rozegrają zaległy derbowy pojedynek z CHKS Łódź. Wygrana ostatniego w tabeli SPR Siedlce sprawiła, że utrzymanie ekipy z miasta trzech koron nie jest jeszcze zagwarantowane.

SPR Siedlce - CHKS Łódź 31:30 (13:15)

CHKS: Bomberski, Mużdzyński - Fałdrowicz 9/1, Rzepecki 5, Sadliński 4/1, Kuśmierczyk 3, Witczak 2, Przybylski 2, Pietrzak 2, Świątkiewicz 1, Darnowski 1, Pietrusiak, Stężała

Karne: 2/2

Kary: 12 minut (Fałdrowicz x 2, Przybylski x 2, Pietrusiak, Sadliński)

Osłabiony brakiem m.in. najlepszego strzelca ekipy - Patryka Biernackiego - CHKS nie sprostał ostatniemu w tabeli SPR-owi Siedlce. Porażka z ligową czerwoną latarnią chluby podopiecznym Tomasza Walickiego nie przynosi, ale należy pamiętać, że siedlczanie w tej rundzie prezentują się zgoła lepiej niż jesienią. Co prawda w sobotę w ekipie gospodarzy zabrakło reprezentanta Polski w piłce ręcznej plażowej - Emila Kożuchowskiego, ale skutecznie zastąpili go Sebastian Hunder i Sebastian Tomczuk, którzy rzucili po 9 bramek.

Początek meczu nie wskazywał na końcowe rozstrzygnięcie. Zawodnicy z Chojen szybko zbudowali wyraźną przewagę, prowadząc po bramce Sergiusza Przybylskiego już 1:5. Siedlczanie opanowali nerwy i w 15. minucie zmniejszyli straty do jednej bramki (7:8). Do końca pierwszej połowy CHKS utrzymał jednak minimalne prowadzenie. Piętnastą bramkę zdobył dla gości Tomasz Pietrzak i do przerwy CHKS wygrywał 13:15. Niestety początek drugiej odsłony był w wykonaniu szczypiornistów z Łodzi fatalny. Już po pięciu minutach gospodarze z nawiązką odrobili straty, wychodząc na pierwsze w tym meczu prowadzenie (18:16). Z minuty na minutę gra podopiecznych Adama Tomczuka wyglądała coraz lepiej i w 42. minucie po bramce Dawida Rymarzaka gospodarze wygrywali już 24:19. Kluczem do zbudowania przewagi było indywidualne krycie lidera CHKS-u Rafała Fałdrowicza. Jego nieobecność w ofensywie wyraźnie skomplikowała sytuację ekipie z Chojen. Łodzianie nie dawali jednak za wygraną i po 11 kolejnych minutach znów doprowadzili do wyrównania. Aż do 57. minuty trwała wymiana ciosów, niestety przy stanie 29:29 dwa gole z rzędu rzucili siedlczanie. CHKS odpowiedział tylko raz, gdy z rzutu karnego bramkę rzucił Fałdrowicz.

W przyszły weekend łodzianie rozegrają aż dwa mecze, będą to zaległe spotkania z SPR Pabiks Mag-Mar Pabianice (sobota) oraz AZS UMCS Lublin (niedziela). Wyniki tych spotkań mają kluczowe znaczenie dla losów ekipy Tomasza Walickiego w bieżącym sezonie.

KKS Włókniarz Konstantynów Łódzki - Orlen Wisła II Płock 22:31 (11:16)

Włókniarz: Biernat, Brański, Oklejak - Stępień 7, Jencz 5, Kubiak 4, Michał Borsiak 2, Zajc 1, Karga 1, Knol 1, Przybysz 1, Bartosz Borsiak, Kosma, Główczyński, Włodarczyk, Kaczorowski

Karne: 2/3

Kary: 14 minut (Główczyński x 3, Kosma x 2, Włodarczyk x 2)

Czerwona kartka: Główczyński (gradacja kar, 36. minuta)

Planowa porażka szczypiornistów Włókniarza Konstantynów. Do hali CSiR przyjechał lider z Płocka, który jedną nogą jest już w I lidze, więc przegrana nie jest zaskoczeniem. W poprzednich kolejkach płocczanie nie mieli litości m.in. dla ekipy CHKS-u, więc rozmiary porażki Włókniarza wstydu ekipie trenera Kraski nie przynoszą.

Sobotni mecz był wyrównany tylko przez pierwsze 10 minut. Po bramce Marcina Kubiaka był remis 4:4, ale kolejne cztery trafienia rzucili goście, wyraźnie zaznaczając, kto w tym pojedynku jest faworytem. Wynik do przerwy (11:16) ustalił skrzydłowy gości Michał Rupp.

Podobny przebieg miała druga odsłona meczu - pierwsze minuty były wyrównane i utrzymywał się dystans pięciu bramek, jednak w ostatnim kwadransie goście powiększyli przewagę i ostatecznie zwyciężyli 22:31.

W czwartek Włókniarz Konstantynów jedzie do Łodzi na zaległy mecz z Anilaną, wygrana pozwoliłaby przeskoczyć w tabeli AZS AWF Warszawa.

KS Uniwersytet Radom - Politechnika Anilana Łódź 33:25 (15:14)

Anilana: Bartczak, Grzegorczyk - Rutkowski 6, Wawrzyniak 5, Morąg 5, Witkowski 4, Wypych 2/1, Pawlak 2, Pałasiak 1, Kucharski, Skowroński

Karne: 1/1

Kary: 2 minuty (Rutkowski)

Trwa wyjazdowa niemoc piłkarzy ręcznych Anilany, którzy przegrali szósty kolejny mecz wyjazdowy. Niestety wraz z upływem sezonu potwierdzają się przedsezonowe przewidywania, że z czasem da o sobie znać wąska ławka rezerwowych łódzkiej ekipy. Widać wyraźnie, że tacy zawodnicy jak Piotr Rutkowski, Michał Wypych, Mariusz Pałasiak, Tomasz Morąg czy Kamil Witkowski nie mają póki co równorzędnych zmienników i wystarczy, że rywale przykryją indywidualnie któregoś z czołowych łódzkich rozgrywających, a gra ofensywna Anilany traci na jakości.

W kuluarach mówi się, że zniecierpliwiony przeciętną formą łodzian jest tytularny sponsor drużyny - Politechnika Łódzka. Wątpliwości mecenasa klubu z ulicy Sobolowej są o tyle zaskakujące, gdyż przed sezonem Anilanę opuściło czterech zawodników, będących filarami gry w I lidze. W ich miejsce zakontraktowano co prawda kilku nowych zawodników, ale jedynie o obrotowym Tomaszu Morągu można napisać, że jest solidnym wzmocnieniem. Pozostali gracze to wciąż bardzo młodzi adepci piłki ręcznej, którzy pod wodzą doświadczonego trenera Józefa Kulika (jako jeden z niewielu szkoleniowców w Polsce ma tytuł mistrzowski, regularnie prowadzi wykłady w ZPRP dla innych trenerów) z meczu na mecz prezentują się coraz lepiej, ale siłą rzeczy brakuje im wciąż doświadczenia i umiejętności. Wygląda więc na to, że bez wzmocnień także w kolejnym sezonie aspiracje miną się z rzeczywistością.

W sobotni wieczór łodzianie dotrzymywali kroku akademikom z Radomia tylko przez pierwsze 30 minut. Co prawda w 14. minucie radomianie prowadzili już 9:5, ale czas wzięty przez trenera Kulika poskutkował natychmiast i kolejne cztery bramki padły łupem Anilany. Do końca pierwszej odsłony żadna z ekip nie zbudowała wyraźnej przewagi. Ostatnią bramkę w 30. minucie rzucił Damian Cupryś, dzięki czemu Uniwersytet Radom wygrywał minimalnie 15:14.

O losach meczu zdecydował przestój w grze łodzian pomiędzy 37. a 42. minutą. Wtedy to gospodarze rzucili aż sześć goli z rzędu i wyszli na siedmiobramkowe prowadzenie (24:17). Oszołomioną Anilanę próbował ratować Piotr Rutkowski, ale na jego trzy trafienia z rzędu z łatwością odpowiedział najskuteczniejszy w ekipie gospodarzy Piotr Rojek (w całym meczu 10 bramek), aktualnie drugi najlepszy strzelec w mazowieckiej II lidze. Do końca Uniwersytet utrzymał wypracowaną przewagę i ostatecznie zwyciężył 33:25.

Ta porażka komplikuje sytuację Anilany. W czwartek podopieczni trenera Kulika zagrają zaległe spotkanie z Włókniarzem Konstantynów, a później czeka ich arcytrudny mecz z Mazurem Sierpc. Do końca sezonu Anilana ma w rozkładzie same trudne spotkania i jeżeli łodzianie nie wzniosą się na swoje wyżyny, to utrzymanie piątego miejsca po pierwszej rundzie będzie raczej niemożliwe.