Piłka ręczna. Drużyny z Łódzkiego po kolejnej serii spotkań [RAPORT]

Fatalna porażka Piotrkowianina, nieudany debiut nowych trenerów w Anilanie, wygrane derby ChKS-u - za nami już 21. kolejka rozgrywek w I i II lidze piłki ręcznej mężczyzn.
I liga, grupa A

Warszawianka Warszawa - MKS Piotrkowianin Piotrków Trybunalski 30:29 (14:17)

Piotrkowianin: Banisz, Procho - Góralski 7, Zinchuk 6, Iskra 6, Swat 5, Mróz 1, Chełmiński 1, Różański 1, Pacześny, Pożarek.

Kary: 6 min (Iskra, Chełmiński, Pożarek)

Na pięć kolejek przed końcem rozgrywek Piotrkowianin praktycznie pogrzebał szanse na powrót do Superligi. Po tygodniu przerwy podopieczni Rafała Przybylskiego przegrali drugi mecz z I-ligowym beniaminkiem i tylko wyjątkowo szczęśliwy zbieg okoliczności pozwoliłby im jeszcze zająć drugie miejsce premiowane grą w barażach. Wygrana w tej kolejce Pomezanii Malbork oznacza bowiem, że MKS oprócz kompletu zwycięstw musiałby liczyć na stratę co najmniej pięciu punktów przez ekipę z Malborka, która jak widać po wynikach, kryzys ma dawno za sobą.

W sobotę przez długi okres gry wydawało się, że mimo nie najwyższej formy Piotrkowianin da radę Warszawiance. Do przerwy, głównie dzięki udanej końcówce, goście prowadzili 17:14. W przerwie w pyskówkę ze słabo dysponowanymi arbitrami wdał się trener gospodarzy Tomasz Porzeziński, co skończyło się dla niego czerwoną kartką i koniecznością gry Warszawianki przez dwie minuty w osłabieniu. Piotrkowianin nie wykorzystał jednak tego faktu i zamiast powiększać przewagę szybko ją stracił. Fatalnie wyglądała gra gości na kole, zawodzili także egzekutorzy rzutów karnych, którzy pomylili się w tym meczu trzykrotnie. Po kwadransie Warszawianka wyszła na pierwsze w tym meczu prowadzenie (25:24). Piotrkowianin szybko odpowiedział trzema trafieniami, ale ambitni gospodarze nie dawali za wygraną. Końcówka to gra bramka za bramkę. Dzięki znakomitej postawie doświadczonego bramkarza gospodarzy Tomasza Szałkuckiego warszawianie zdołali przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść i ostatecznie zwyciężyli 30:29.

W kuluarach mówi się, że po sezonie w Piotrkowie dojdzie do "przewietrzenia" składu. Wygląda na to, że kilku zawodników jest już wypalonych grą dla MKS-u i będą musieli swoje kariery kontynuować gdzie indziej. Pozostaje pytanie, czy mający superligowe aspiracje klub będzie w stanie zakontraktować zdolnych i głodnych sukcesów zawodników. Prawdopodobnie w przyszłym sezonie Piotrkowianin występować będzie w grupie B I ligi, która na papierze wygląda na łatwiejszą. Być może po kilku korektach uda się wówczas tchnąć w ekipę z hali Relax nowego ducha i powrócić na najwyższy szczebel rozgrywek męskiej piłki ręcznej w Polsce.

II liga grupa mazowiecka

Politechnika Anilana Łódź - Mazur Sierpc 29:35 (14:14)

Anilana: Łukasik, Bartczak, Grzegorczyk - Witkowski 8/5, Wypych 7, Rutkowski 5, Pawlak 3, Strzebiecki 2, Morąg 2, Wawrzyniak 1, Kucharski 1, Misiak, Skowroński, Pałasiak

Karne: 5/5

Kary: 2 minuty (Wypych)

Nieudany debiut duetu trenerskiego Robert Sobór - Michał Matyjasik. Gospodarze byli równorzędnym przeciwnikiem dla trzeciej w tabeli ekipy Mazura Sierpc tylko przez pierwsze 30 minut. Nowi trenerzy zaskoczyli wyjściowym składem. Do bramki desygnowali dotychczas rzadko wykorzystywanego Michała Łukasika, zaś na środek rozegrania Bartosza Pawlaka. Filigranowy rozgrywający Anilany w pełni spłacił zaufanie trenerów. Braki fizyczne nadrabiał zwinnością i ruchliwością, nastręczając tym samym wielu kłopotów obronie Mazura. W całym meczu Pawlak rzucił trzy bramki, dołożył do tego dwa wywalczone rzuty karne i kilka asyst. Do grona liderów Anilany należy również zaliczyć Kamila Witkowskiego, który kolejny raz zagrał mecz od deski do deski, harując zarówno w obronie, jak i w ataku. Warto dodać, że Witkowskiemu ani razu nie zadrżała ręka w egzekwowaniu rzutów karnych. Trudno sobie wyobrazić Anilanę bez tego leworęcznego skrzydłowego.

W pierwszej połowie doskonale spisywała się agresywna obrona gospodarzy. Piłkarze ręczni Anilany nie trzymali się kurczowo linii pola bramkowego, tylko odważnie wychodzili do rywali nawet na 9.-10. metr. Ta taktyka przynosiła efekty i w 21. minucie po bramce Michała Wypycha dała Anilanie prowadzenie 10:7. Jeszcze na minutę przed końcem pierwszej połowy gospodarze wygrywali 14:12, niestety ostatnie dwie akcje skutecznie wykończyli sierpczanie i do przerwy był remis.

O początku drugiej połowy łodzianie powinni jak najszybciej zapomnieć. Goście rzucili pięć bramek pod rząd, przejmując całkowicie kontrolę nad meczem. Zawodnicy z Sierpca znaleźli sposób na obronę łodzian - dzięki dobrej grze jeden na jednego wyprowadzali w pole defensywę gospodarzy i dochodzili do sytuacji sam na sam z bramkarzem Anilany. Znakomitą partię w drużynie gości grali zwłaszcza Łukasz Lisicki i Adrian Prątnicki, którzy nawet przy indywidualnym kryciu potrafili napsuć wiele krwi. W 44. minucie po bramce Daniela Strzebieckiego (20:23) odżyły nadzieje łodzian na wygranie meczu. Niestety po chwili goście przełamali kilkuminutową niemoc w ofensywie i znów odskoczyli na pięć bramek przewagi. Trzeba przyznać, że gra obronna Anilany po przerwie wołała o pomstę do nieba. Nowi trenerzy próbowali różnych ustawień, wysuwając jednego lub dwóch obrońców do przodu, ale sierpczanie okazali się być doskonale przygotowanymi na takie rozwiązania i bez problemu rzucali kolejne bramki. Losy meczu rozstrzygnęła seria trafień Mazura zakończona golem Tomasza Kozłowskiego w 54. minucie, po którym goście prowadzili już 31:23.

Ostatecznie Anilana uległa Mazurowi 29:35. Teraz przed podopiecznymi trenerów Sobóra i Matyjasika dwa ciężkie wyjazdy na wschód Polski - najpierw na mecz z Trójką Ostrołęka, a tydzień później zagości w hali ostatniej w tabeli ekipy z Siedlec.

SPR Pabiks Mag-mar Pabianice - AZS AWF Warszawa 27:20 (12:8)

Pabiks: Wężyk, Grzanka - Trojanowski 6, Gościłowicz 5, Stawicki 4, Kaflak 3, Pielesiak 2, Matyjasik 2, Kiełbasiński 2, Walocha 1, Pietrzykowski 1, Borsuk 1, Stegliński, Andrysiak, Zajączkowski.

Ważne dwa punkty Pabiksu. Dzięki zwycięstwu gospodarze umocnili się na dziesiątym miejscu mazowieckiej drugiej ligi.

Przez ponad 20 pierwszych minut meczu ciężko było jednak wskazać, kto wygra sobotnie starcie. Obydwie ekipy szły łeb w łeb i dopiero ostatnie sześć minut, w których ze znakomitej strony, nie po raz pierwszy w tym sezonie, pokazał się bramkarz Pabiksu Tomasz Wężyk, sprawiło, że gospodarze odskoczyli akademikom na cztery trafienia (12:8).

Formę z końcówki pierwszej odsłony gospodarze zachowali w pierwszych minutach po przerwie, powiększając przewagę do siedmiu trafień (17:10). Goście próbowali niemalże wszystkiego, a w pewnym momencie do gry wszedł nawet ich trener - Paweł Olewniczak, ale jedyne, na co było ich stać, to zniwelowanie w pewnym momencie straty do pięciu bramek (15:20). Pabianiczanie nie wypuścili jednak zwycięstwa z rąk i zasłużenie triumfowali 27:20. Za tydzień podopieczni trenera Stawickiego jadą do Radomia na mecz z tamtejszym Uniwersytetem. Wygrana otworzyłaby szanse na ugranie w tym sezonie czegoś więcej niż miejsca w dolnych rejonach ligowej tabeli.

KKS Włókniarz Konstantynów Łódzki - ChKS Łódź 24:27

Włókniarz: Biernat, Brański, Oklejak - Stępień 11/3, Knol 3/1, Kaczorowski 2, Kubiak 2, Zajc 2, Michał Borsiak 1, Włodarczyk 1, Rutkowski 1, Karga, Główczyński, Przybysz, Bartosz Borsiak

Karne: 4/6

Kary: 2 minuty (Kubiak)

ChKS: Bomberski, Górecki - Fałdrowicz 7, Biernacki 6, Sadliński 4, Witczak 2, Scios 2, Kaźmierczak 2, Darnowski 1, Pietrusiak 1, Urbański 1, Przybylski 1, Sobieraj, Kuśmierczyk

Karne: 3/5

Kary: 4 minuty (Biernacki, Sobieraj)

Niesamowity przebieg miały derby pomiędzy Włókniarzem a ChKS. Niemal cały mecz 1-2 bramkami prowadzili gospodarze, ale doskonały ruch trenera gości Tomasza Walickiego - przydzielenie indywidualnego krycia najlepszemu strzelcowi Włókniarza Danielowi Stępniowi (aż 11 bramek w całym meczu) obróciły sytuację na boisku o 180 stopni i pozwoliły na wygraną gościom.

Wynik meczu otworzył Stępień, który pod nieobecność Filipa Jencza wyrósł na lidera Włókniarza, chwilę później karnego zmarnował Rafał Fałdrowicz. Ten sam zawodnik zrehabilitował się jednak w czwartej minucie, doprowadzając do wyrównania. I praktycznie aż do 46. minuty zespoły odpowiadały sobie bramką za bramkę, przez co wynik cały czas oscylował wokół remisu. W 48. minucie po golu Stępnia gospodarze pierwszy raz wyszli na dwubramkowe prowadzenie, ale natychmiast zniwelowali je podopieczni trenera Walickiego. Gospodarze znów jednak trafili dwa razy pod rząd i na 10 minut przed końcem prowadzili 23:21. Wówczas wypalił jednak plan ChKS-u. Stępień został przykryty indywidualnie, a pozostali obrońcy zacieśnili grę na kole, co zaskutkowało niemocą gospodarzy w ofensywie. Liczne straty w ataku oraz kilka znakomitych interwencji Damiana Bomberskiego sprawiło, że ChKS odrobił straty, a w 56. minucie po bramce Dawida Darnowskiego wyszedł na pierwsze w drugiej połowie prowadzenie. Osłabiony brakiem dwóch ważnych ogniw - Jencza i Bartłomieja Kosmy - Włókniarz wciąż nie radził sobie w ataku. ChKS z kolei złapał wiatr w żagle i po dwóch kolejnych bramkach Rafała Fałdrowicza wygrywał już 26:23. Takiej straty, mimo agresywnego krycia jeden na jednego, Włókniarz nie był w stanie odrobić. Ostatnią bramkę w meczu rzucił Mateusz Kaźmierczak.

Zwycięstwo przywróciło nadzieje ChKS-u na zajęcie wysokiego piątego miejsca. Aktualnie podopieczni Walickiego zajmują siódmą lokatę z punktem straty do Anilany i czterema do piątego w tabeli AZS-u UMCS Lublin. Włókniarz wciąż utrzymuje bezpieczną czteropunktową przewagę nad SPR Siedlce. Za tydzień ekipa z Chojen pauzuje, z kolei Włókniarz wybiera się na ciężki mecz do Wielunia.