Zbigniew Bródka ocenia sezon: "Nie jest to szczyt marzeń, ale..."

Zbigniew Bródka

Zbigniew Bródka (MIKE RIDEWOOD/AP)

Mistrz olimpijski w łyżwiarstwie szybkim Zbigniew Bródka sezonu 2015 nie może zaliczyć do najlepszych w swojej karierze. Mimo to jest zadowolony ze swoich wyników.
ŁYŻWIARSTWO SZYBKIE. W 2014 roku Bródka zdobył złoto i brąz na igrzyskach olimpijskich w Soczi. Momentalnie stał się wielką gwiazdą sportu. Był zapraszany na różne imprezy, zawody, więc był to dla niego ciężki czas. Nic więc dziwnego, że tuż przed sezonem 2015 zapowiedział, że najbliższe starty potraktuje ulgowo, choć postara się o niespodziankę.

I choć Bródka robił, co mógł, to nie uzyskał znaczących wyników. Jego głównym startem były mistrzostwa świata na dystansach. Na swoim koronnym dystansie 1500 m wywalczył szóste miejsce. Z kolei w wielobojowych mistrzostwach świata poprawił dwa rekordy życiowe: na 500 m i 5 km. W Pucharze Świata rywalizację zakończył zaś na 10. miejscu (1500 m). - Nie jest to na pewno szczyt moich marzeń, ale patrząc na perturbacje, jakie przeszedłem w tym sezonie, jestem zadowolony z miejsc i czasów, jakie uzyskałem - mówi Bródka. - Wszystko wskazywało, że jest bardzo dobrze jeszcze we wrześniu, bo wówczas czułem się wyśmienicie. Niestety, zmęczenie przyszło na pierwsze zawody z cyklu Pucharu Świata w Azji. Kiedy już wydawało się, że wychodzę z dołka, przytrafiła mi się kontuzja przywodziciela.

I dodaje: - Szybka przymusowa zmiana planów sprawiła, że przygotowałem się, na ile było to możliwe. Tak jak zakładałem, najlepszą dyspozycję miałem podczas mistrzostw świata na dystansach w Heerenveen. Tam wywalczyłem szóste miejsce.

Bródka zapowiada, że chce wrócić do pełnej formy, a przede wszystkim na podia najważniejszych zawodów. - Przede mną kolejny sezon i mam nadzieję, że będzie lepszy, a kibice będą ze mną bez względu na wynik - kończy zawodnik UKS Błyskawica Domaniewice.