Robert Urbanek w życiowej formie. Oby tak do Pekinu

Robert Urbanek z MKS Aleksandrów Łódzki pewnie wygrał niedzielny konkurs rzutu dyskiem podczas drużynowych mistrzostw Europy, które odbywały się w rosyjskich Czeboksarach
Drużynowe mistrzostwa Europy to kontynuacja Pucharu Świata. Zawody odbywają się od 2009 roku, a w tym roku finały zaplanowano w rosyjskich Czeboksarach. W reprezentacji Polski wystąpiło trzech lekkoatletów z województwa łódzkiego: Robert Urbanek (MKS Aleksandrów Łódzki), Adam Kszczot i Sylwester Bednarek (obaj RKS Łódź).

Najlepiej spisał się Urbanek, który do Rosji pojechał zamiast weterana Piotra Małachowskiego i zdominował konkurs rzutu dyskiem. Choć wszystkie jego cztery próby były lepsze od wyników rywali, to uzyskał zaledwie 63,03 m. Pochodzący z Łęczycy zawodnik ma jednak w tym sezonie pecha, bowiem dyskobolom nie pomaga pogoda. - Już nie chcę się tłumaczyć, ale to już chyba dziesiąte zawody, w których w osiągnięciu dobrego wyniku przeszkadza wiatr - tłumaczy Urbanek. - W Czeboksarach warunki były chyba najgorsze z możliwych. Mimo to oddałem cztery najlepsze rzuty w konkursie, a wynik 63,03 m dał mi pewne zwycięstwo. Reszta zawodników kompletnie nie mogła sobie poradzić. Cieszę się ze stabilnej formy, choć trochę obawiałem się pojedynku z Niemcem Martinem Wiegierem. Poradziłem sobie jednak bez problemu. To było dla mnie dobre doświadczenie i mentalnie wzmocniło mnie przed kolejnymi zawodami. Mam nadzieję, że dalej będę potwierdzał swoją wysoką formę.

Obecny sezon jest dla Urbanka przełomowy. Dyskobol MKS Aleksandrów w każdym starcie potwierdza, że zdobycie brązowego medalu na ubiegłorocznych mistrzostwach Europy nie było przypadkowe. Zyskał także sponsorów, którzy finansowo zabezpieczają jego wyjazdy na zagraniczne mityngi. Urbanek w tym roku regularnie startuje w Diamentowej Lidze i wcale nie jest w niej statystą. Podczas ostatnich zawodów w Oslo Polak po raz pierwszy w swojej karierze zwyciężył w tej prestiżowej imprezie. W pozostałych "diamentowych" mityngach również zajmował czołowe pozycje i aktualnie w klasyfikacji generalnej jest drugi (osiem diamentów), przegrywając jednym punktem z Piotrem Małachowskim, z którym zresztą trenuje.

Urbanek jest już pewny występu w sierpniowych mistrzostwach świata, podobnie jak Adam Kszczot. Biegacz RKS Łódź na 800 metrów w Czeboksarach nie pomógł jednak Polsce tak jak oczekiwano. Tradycyjnie zaatakował w końcówce, jednak nie zdołał dogonić Włocha Giordano Benedettiego (1:45.11) oraz Pierre'a-Ambroise'a Bosse'a (1:45.14). Zajął trzecie miejsce (1:45.84). Celem Kszczota są jednak mistrzostwa świata i można mu zaufać, że na zawody w Pekinie będzie świetnie przygotowany

Do formy po ciężkiej kontuzji nie może za to wrócić Bednarek. W Czeboksarach brązowy medalista mistrzostw świata w Berlinie był dopiero dziesiąty z wynikiem 214 cm. Sam zawodnik, który nareszcie nie narzeka na urazy, przekonuje, że stać go na o wiele lepszy wynik. W tym sezonie Bednarek najlepiej zaprezentował się podczas mityngu w Łodzi, gdzie skoczył wzwyż 2,26 m. Aby pojechać do Pekinu, musi pokonać 2,30 m.

W Czeboksarach Polska zajęła czwartą pozycję. Wygrali Rosjanie przed Niemcami i Francuzami, którzy wyprzedzili biało-czerwonych o 2,5 punktu.

Szansę wyjazdu do Pekinu mają także Adrian Strzałkowski (skok w dal) i Karol Hoffmann (trójskok) z MKS Aleksandrów Łódzki. Pierwszy z nich w tym sezonie ma kłopoty z techniką, stąd osiąga przeciętne rezultaty: 7,60 oraz 7,69 m. Minimum na mistrzostwa wynosi zaś 8,10 m. - Motorycznie Adrian jest świetnie przygotowany, ale niestety ma trochę kłopotów technicznych i mentalnych - mówi Leszek Lipiński, trener skoczka. - Strzałkowski lubi krótsze rozbiegi, takie jak u nas w Aleksandrowie, a potem na właściwych zawodach trudno mu się przestawić. Jeżeli uda mu się to przezwyciężyć, to będzie skakał o wiele dalej. On dokładnie wie, co ma robić. Będzie dobrze, jeśli zastosuje się do moich uwag.

Hoffmann zaś w tym sezonie wraca do startów po operacji kolana, którą przeszedł w ubiegłym roku. Wciąż brakuje mu dużo do najlepszych, a na mityngach w Polsce i za granicą skacze w graniach 16,20-16,50 m. - Z Karolem jest zaś odwrotna sytuacja, bo mocno pracujemy ze względu na jego zaległości w treningu motorycznym - wyjaśnia Lipiński. - Wyniki w tym sezonie nie odzwierciedlają jego możliwości. Trochę się jednak obawiam, czy do mistrzostw Polski, które zaplanowano w połowie lipca, zdążymy wykrzesać z Karola tyle, by uzyskać minimum na mistrzostwa świata [16,95 m - przyp. red.].

I dodaje: - Jeśli mam szacować szanse naszych chłopaków na wyjazd do Pekinu, to stawiam pół na pół. Nie będzie niespodzianki, jeśli się zakwalifikują, ale też nie będzie tragedii, jeśli ostatecznie nie pojadą do Chin. Wierzę w naszą dwójkę i mam nadzieję, że wywalczą przepustki.