Adam Kszczot: Przez Japonię po medal w Pekinie

Z trzech lekkoatletów z województwa łódzkiego, którzy wystąpią w mistrzostwach świata, dwóch ma szansę na medal. Toert Urb Adam Kszczot i Robert Urbank
Z naszych lekkoatletów w Pekinie wystartują Adam Kszczot (bieg na 800 m), Robert Urbanek (rzut dyskiem) i Sylwester Bednarek (skok wzwyż). Dwaj pierwsi należą do faworytów w swoich konkurencjach. Kszczot w ostatnim sprawdzianie, jakim był Memoriał Kusocińskiego, przebiegł 800 m z czasem 1:44,67. Wcześniej był najlepszy w mityngach Diamentowej Ligi w Monako i Londynie. - Na razie wszystko idzie dobrze i Adam potwierdza swoją wysoką formę - mówi Zbigniew Król, trener zawodnika RKS Łódź.

Co Kszczot zmienił w treningu, że biega tak świetnie? - To dopiero mój trzeci rok współpracy z Adamem i musiałem go dobrze rozpracować - wyjaśnia Król. - Naszym celem są przede wszystkim igrzyska olimpijskie. Co zmieniliśmy w treningu? Doszedł nam m.in. pomiar mocy, dzięki któremu jesteśmy w stanie precyzyjniej wykonywać zajęcia. Dużo dał nam także obóz w Albuquerque.

Szkoleniowiec podkreśla, że dużą rolę Kszczot przywiązuje do taktyki. - Adam czasami jest za bardzo wyrachowany. Podczas startu w Londynie nie chciał dołożyć dystansu na pierwszych 150 m i obrał najkrótszą drogę, by oszczędzić siły. Rywale weszli jednak przed niego i go zablokowali.

Atutem Kszczota jest to, że nie zwalnia na ostatnich metrach. Laikom może wydawać się, że wręcz przyspiesza, ale to rzadkość. Pozostali zawodnicy nie wytrzymują tempa, a Kszczot wychodzi na prowadzenie. - Paweł Czapiewski potrafił przyspieszyć na ostatnich 25 m, ale to naprawdę rzadkość - zaznacza Król. - Sztuką jest, by na ostatnich 100 m nie zwolnić. Adamowi udało się w końcówce szybciej pobiec w poprzednim sezonie w Zurychu, kiedy zdobył mistrzostwo Europy.

Zawsze pewny siebie Kszczot podkreśla, że chce pobić rekord Polski, czyli uzyskać wynik poniżej 1:43 m. Król: - Gdyby w Monako nie popełnił kilku błędów, już wtedy pobiłby rekord Czapiewskiego. Brakowało mu zaledwie 0,23 s. W Londynie Adam, zmieniając tor do wyprzedzenia, nadłożył 5 metrów, a to dodatkowe 0,7 s. Przegrał o dziesiątki sekund. Gdyby nie dał się zamknąć, wygrałby.

Kszczota omijają ostatnio poważne kontuzje. Przed poprzednimi mistrzostwami świata w Moskwie skręcił nogę... na rozgrzewce. - Dobrze, że Adam ma zaufanego fizjoterapeutę Michała Robakowskiego, który jest też jego przyjacielem. On staje na głowie, by nic złego się Kszczotowi nie stało - opowiada Król. - Kontuzje to jedyna rzecz, jakiej obawiam się w kontekście przygotowań do mistrzostw świata i do igrzysk olimpijskich. Oby teraz nie przytrafiło się nic takiego jak w Moskwie.

Ostatni tydzień przed mistrzostwami świata Kszczot spędził w Japonii. Pojechał tam z trenerem, by się zaaklimatyzować. - Liczymy na medal, ale mistrzostwa świata to taka impreza, że samo wejście do finału jest trudne - tonuje nastroje Król. - Czasami brutalne jest losowanie. Do finału wchodzi dwóch najlepszych oraz dwóch z najlepszymi czasami. Jeśli ułoży się tak, że w jednym biegu będą rywalizowali Mohammed Aman, David Rudisha i Kszczot, to ktoś z nich odpadnie. W drugiej serii mogą pobiec o wiele słabsi i zakwalifikują się do finału.

Pierwsze biegi eliminacyjnie na dystansie 800 metrów zaplanowane są na sobotnie popołudnie.