Komentarz siatkarski. W Japonii zabrakło nam gwiazd

W 1908 roku Włoch Pietro Dorando wbiegł na stadion jako pierwszy z maratończyków walczących o olimpijskie złoto w Sydney. Ale był tak zmęczony, że pomylił kierunki. Słaniającego się na nogach biegacza doprowadzono do mety, ale został zdyskwalifikowany. Podobnie było z polskimi siatkarzami w Japonii. Na ostatniej prostej Pucharu Świata byli bohaterami, ale zostali zatrzymani tuż przed końcem. Radość zmieniła się w rozpacz, bo nasza reprezentacja zasłużyła na awans do igrzysk jak mało kto. Żaden z rywali nie przeszedł przez ostatni rok takiej rewolucji jak Polska, na żadnego przeciwnicy nie mobilizowali się tak mocno jak na mistrza, dlatego każde zwycięstwo musieliśmy wyszarpać.

Polacy zagrali w PŚ znakomicie, ale w sporcie o wyniku decydują szczegóły. I one zdecydowały o braku awansu na igrzyska. Straciliśmy po drodze kilka setów więcej od przeciwników. Nie sprzyjał nam też kalendarz, bo Włosi - nasi pogromcy - rośli w siłę w miarę rozkręcania się turnieju. Osmany Juantorena w meczu z USA miał w ataku miał 20 proc. skuteczności, a w środę - 68 proc.!

Polska dokonała wielkiego wyczynu, jakim jest zajęcie trzeciego miejsca. Choć jesteśmy mistrzami świata, to nie wolno zapominać, że w Japonii grała zupełnie inna drużyna niż ta, która 21 września 2015 roku pokonała Brazylię i odebrała złote medale. Wyobraźmy sobie Włochów bez Juantoreny i Iwana Zajcewa czy Amerykanów bez Matthew Andersona i Aarona Russella. Każdy z nich jest nie do zastąpienia, tak jak w naszej reprezentacji Mariusz Wlazły i Michał Winiarski. Bartosz Kurek, Rafał Buszek, Mateusz Mika i Rafał Kubiak zrobili wszystko, co mogli, ale minimalna różnica dzieląca nas od pierwszego czy drugiego miejsca to właśnie tyle, ile jeszcze różni gwiazdy kadry od dwóch siatkarzy PGE Skry.

W trakcie turnieju słyszałem i czytałem, że przy tak grającej polskiej kadrze Winiarski, Wlazły czy nowy Polak Wilfredo Leon mieliby kłopot z miejscem w szóstce. Bzdura! Takich zawodników jak Winiarski nie da się zastąpić bez żadnych konsekwencji, zaś Leon to być może najlepszy przyjmujący na świecie. Obaj są gwiazdami, które - podobnie jak Wlazły - robią różnicę w najważniejszych i najtrudniejszych chwilach. Obecni reprezentanci są jeszcze młodzi i z pewnością będą lepsi. Muszą jednak pamiętać, że dobrych siatkarzy jest wielu, ale po laury sięgają wybitni. Tacy, którzy najlepiej grają w półfinałach i finałach, którym nie drży ręka, nie dają się blokować w kluczowych akcjach, a im bliżej końca, tym lepiej serwują.

Stephane Antiga już dokonał wielkiej rzeczy, bo po ubiegłorocznych rezygnacjach - przyznaję szczerze - nie spodziewałem się, że Polska będzie grać aż tak dobrze. I trzeba o tym pamiętać. A może Leon dostanie zgodę na skrócenie karencji, a Winiarski zmieni zdanie. Wlazły nie wróci na pewno, bo - jak twierdzi - umawiał się tylko na mistrzostwa świata. Ale nawet bez niego potencjał mamy ogromny. Trzeba cierpliwie poczekać! Może tylko do Rio de Janeiro? Bo o tym, że zakwalifikujemy się na igrzyska, jestem przekonany.