Sport.pl

Polsat Boxing Night. Adamek pokonał Saletę, ale prawdziwe emocje były wcześniej [RELACJA]

Tomasz Adamek pokonał Przemysława Saletę w walce wieczoru podczas gali Polsat Boxing Night w łódzkiej Atlas Arenie. Tak naprawdę prawdziwy boks na wysokim poziomie kibice mogli zobaczyć we wcześniejszych pojedynkach
Walka wieczoru walką wieczoru była tak naprawdę tylko z nazwy. Niewielu kibiców spodziewało się wielkiej wojny pomiędzy wiekowymi już Tomaszem Adamkiem i Przemysławem Saletą. Obaj są legendami polskich sportów walki, ale najlepsze lata mają już za sobą. Zgodnie z przewidywaniami od początku walki przeważał Adamek, który był o wiele szybszy od swojego rywala i niemiłosiernie go punktował. Salecie udało się kilka razy trafić Adamka, ale "Góral" raczej tych ciosów mocno nie odczuł. Po piątej rundzie sędzia zdecydował się zakończyć walkę, ponieważ Saleta nie był zdolny do dalszego pojedynku. Kibice spodziewali się większych emocji, dlatego opuszczając Atlas Arenę, pożegnali pięściarzy gwizdami. - Przepraszam, bo jest mi wstyd - mówi Saleta. - W drugiej rundzie doznałem kontuzji barku i boksowałem już tylko prawą ręką, mając nadzieję, że jakimś cudem go złapię. To było słabe. Nie robiło to żadnego wrażenia. Po czwartej rundzie ból stwarzało mi już nawet wysokie trzymanie ręki. Po piątym starciu pomyślałem, że nie mam już szans. Adamek był lepszy, cały czas zadawał ciosy, ale tego się spodziewałem. Żeby z nim wygrać, wykorzystać siłę fizyczną, trzeba mieć dwie zdolne ręce i spychać go na liny. W innym wypadku z Tomkiem się nie wygra. Zadanie okazało się za trudne, ale trzeba próbować. To nie jest wstyd przegrać z Adamkiem. Zresztą w trakcie przygotowań nauczyłem się wielu nowych rzeczy, które przydadzą mi się w życiu.

I dodaje: - Już nigdy nie wejdę do ringu. Z barkiem miałem już wcześniej problemy, a teraz coś się już urwało. Teraz będę się bawił w sport i go promował, ale do ringu już nie wejdę.

Dla Adamka było to 50. zawodowe zwycięstwo. - Skoro wygrałem, to mogę jeszcze boksować - mówi Adamek. - Trudno mnie trafić. Przegrałem cztery walki w życiu, ale tak się zdarza. Byłem dobrze przygotowany. Jeśli będą kolejne oferty, to będę dalej trenował.

Ale wcześniej się działo...

Galę otworzył amatorski pojedynek pomiędzy Tomaszem Jabłońskim (wicemistrz Europy wagi średniej) z Bartłomiejem Gołębiewskim (wicemistrz Polski). Lepszy okazał się ten pierwszy, który pokonał swojego rywala na punkty po trzech zaplanowanych rundach.

W pierwszej walce głównej karty zmierzyli się Tomasz Gargula i Maciej Miszkiń, między którymi iskrzyło już przed galą. Gargula ujawnił, że do walki wyjdzie chory i nie jest w pełni gotowy do pojedynku. To zdenerwowało Miszkinia, który uznał, że jego rywal w ten sposób przedwcześnie usprawiedliwia się przed ewentualną porażką. Na konferencji prasowej przed galą zapytał Gargulę wprost, czy chce z nim walczyć. Rywal odparł, że nie czuje się najlepiej, ale jednocześnie jest przygotowany na tyle, by pokonać Miszkinia.

W ringu nie było już słów, ale ciosy. Miszkiń od początku kontrolował walkę, był bardziej aktywny. Co prawda Gargula w trzeciej rundzie próbował zadawać więcej ciosów, ale w czwartej grad mocnych uderzeń Miszkinia kompletnie go zamroczył. Zauważył to sędzia i zakończył pojedynek, choć według ekspertów przedwcześnie. - Nie ukrywałem, że wychodzę do tej walki chory - tłumaczył Gargula. - Mam anemię, a wyniki badań upublicznię na mojej stronie. Wyszedłem do ringu, bo chciałem zarobić na utrzymanie mojej rodziny. Boks to aktualnie moje jedyne źródło dochodu.

Miszkiń był pewny swojego zwycięstwa zarówno przed, jak i po walce. - Nie ustrzegłem się błędów, ale mistrzowie świata też je popełniają - mówi. - Czuję głód treningu. Cały czas chcę uczyć się czegoś nowego. A czy spodziewałem się silniejszego rywala? Gdyby był w takiej formie jak w poprzedniej walce, i tak zakończyłbym to równie szybko.

Szeremeta pokonał Mendy'ego

Kolejna walka podczas Polsat Boxing Night w Łodzi była historyczna, ponieważ był to pierwszy w historii gali pojedynek Polaka z zawodnikiem z zagranicy. Kamil Szeremeta zmierzył się z Gambijczykiem Patrickiem Mendym i trzeba przyznać, że w początkowej fazie walki rywal był lepszy od Polaka. Wyluzowany Gambijczyk trafiał naszego zawodnika, a już w drugiej rundzie rozciął mu łuk brwiowy. Z czasem to Szeremeta zaczął punktować, a w ostatniej minucie ósmej rundy rozpoczął szturm na rywala. Ostatecznie walka została stoczona na pełnym dystansie, a sędziowie jednogłośnie zdecydowali o zwycięstwie Szeremety. - Była to bardzo ciężka walka. Patrick to niewygodny przeciwnik, ale włożył w ten pojedynek dużo serca - mówi Szeremeta. - On nie zgadzał się z werdyktem. Słyszałem też o rewanżu. Jeśli ktoś chce zobaczyć nas w ringu raz jeszcze, to się zgodzę. Muszę też przyznać, że nie pokazałem w tej walce sto procent swoich możliwości, ale cieszę się ze zwycięstwa.

Sęk bezkonkurencyjny

W trzeciej zawodowej walce wieczoru (która została zamieniona kolejnością ze starciem pań) zmierzyli się Brazylijczyk Pedro Otas z Dariuszem Sękiem. Polak był wyraźnie lepszy, choć do zwycięstwa potrzebował aż pełnych dziesięciu rund. W każdej z nich sędziowie orzekli jednak wygraną Sęka, więc decyzja była jednogłośna. Polak miał też okazję do znokautowania rywala w dziewiątej rundzie, ale Otas przetrwał grad mocnych ciosów naszego zawodnika. - Otas przyjął dużo ciosów na korpus i myślałem, że go to osłabia. Był mocny. Daliśmy bardzo dobry pojedynek w ciągu tych dziesięciu rund - mówi Sęk. - Taki rywal mi pasował, choć mam trochę pretensji do siebie. Powinienem z nim walczyć na dystans, a za bardzo zostawałem przy nim. Przećwiczyłem jednak pewne elementy i będę to wykorzystywał w przyszłości.

Krótka walka Cieślaka

Niepokonany do tej pory Polak chciał odnieść kolejne zwycięstwo, tym razem nad doświadczonym reprezentantem Barbadosu Shawnem Coxem. Cieślak od początku walki nacierał na przeciwnika i potężnie trafił rywala prawym sierpowym. Cox wylądował na deskach, ale podniósł się. Polak nie przestał atakować i choć pięściarz z Barbadosu próbował bronić się, balansując ciałem, to Cieślak ponownie trafił, tym razem prawym podbródkowym. Polak dobił rywala, a sędzia przerwał pojedynek zaledwie po 84 sekundach. - Cieszę się, że wszystko poszło po mojej myśli - krótko skomentował Polak. - Przez całą walkę dostałem jeden cios, którzy przyjąłem, resztę blokowałem.

Z Ew lepsza Brodnicka

Tę walkę zapowiadano jako hit, oczywiście oprócz starcia wieczoru, i to nie tylko z powodu, że był to pierwszy kobiecy pojedynek na Polsat Boxing Night w historii. Obie zawodniczki przed pojedynkiem w swoich zawodowych karierach nie przegrały. Do tego nie darzą siebie sympatią, choć kiedyś były przyjaciółkami. Walka odbyła się w niesamowitym tempie. Już na początku Piątkowska świetnie trafiła rywalkę, a Brodnicka znalazła się na deskach. Zawodniczka wstała jednak o własnych siłach i kontynuowała walkę. Brodnicka często dążyła do klinczu, a z rundy na rundę walka się rozkręcała. Po piątej odsłonie siedzący obok Maciej Sulęcki powiedział, że zawodniczki biją się jak w grze komputerowej Mortal Kombat. A jego koleżanka dodała, że pięściarki okładają się lepiej niż mężczyźni.

Po ośmiu dwuminutowych rundach niejednogłośną decyzją zwyciężyła Ewa Brodnicka. Janusz Pindera, ekspert Polsatu Sport, podkreślił, że do tej pory była to najciekawsza walka gali. Sama Brodnicka nie ukrywa, że była zaskoczona siłą ciosu rywalki. - Lewy sierpowy, który mnie powalił, był naprawdę mocny - mówi zwyciężczyni. - Nie poddałam się jednak, bo wiedziałam, że mogę wygrać na punkty. Jestem mocna psychicznie i wiedziałam, że wciąż jestem w grze.

- Mam nadzieję, że kibice nie są zawiedzeni naszą walką - to z kolei słowa Piątkowskiej, która nie kwestionowała decyzji arbitrów. - Biłyśmy się tak, jak pozwoliło zdrowie. Gratuluję Ewie Brodnickiej, bo była lepsza. Nie mogłam znaleźć sposobu na jej klincz. Zamiast uciekać, to zostawałam. Próbowałam coś robić, ale nie było szans. Ewa była lepsza, niż się spodziewałam. Przede wszystkim trafiała więcej, niż myślałam.

Niezniszczalny Nagy Aguilera, ale znów kontrowersje

Przedostatnią walką gali był pojedynek wagi ciężkiej pomiędzy Marcinem Rekowskim a Nagym Aguilerą. Zawodnik z Dominikany pod koniec pierwszej rundy mocno trafił Polaka, który się zachwiał, ale chwilę później walkę przerwał gong. Z kolei w czwartej odsłonie sytuacja była podobna: Rekowski zaatakował pod koniec rundy i wydawało się, że ma przewagę, a Aguilera ponownie go trafił i znów naszego zawodnika uratował gong. Polak świetnie zachował się zaś w ósmej rundzie. Aguilera pomylił dźwięk oznaczający ostatnie 10 sekund rundy z gongiem, zagapił się i przyjął potężny cios od Rekowskiego. Kiedy wydawało się, że wygrana Polaka w kolejnej rundzie jest kwestią czasu, Aguilera nie poddał się i wciąż twardo walczył. Ostatnie dwie rundy to świetna wymiana ciosów. Pod koniec ostatniej odsłony pięściarz z Dominikany zaatakował i posłał naszego zawodnika na deski. Rekowski się podniósł, a Aguilera znów zaczął go okładać. Kiedy do końca zostały dwie sekundy... sędzia przerwał pojedynek i ogłosił zwycięstwo Aguilery poprzez nokaut. - Uważam to za dziecinadę - kwituje Rekowski. - Albo jesteśmy fighterami i walczymy na śmierć i życie, albo bawimy się w piaskownicy. Została sekunda do końca, a sędzia przerywa walkę. Przygotowujemy się po to, by walczyć i zarabiać pieniądze. Mam wielki żal i żądam rewanżu. To było śmiechu warte. Powinienem wygrać, tym bardziej że prowadziłem na punkty.

Aguilera zgodził się na rewanż. - Ale chcę wcześniej wiedzieć o tej walce - mówi zawodnik z Dominikany. - Bardzo dziękuję wszystkim kibicom, jesteście wspaniali. Kocham Polskę i czuję się tutaj jak w domu. Macie świetnych zawodników: Tomasza Adamka, Artura Szpilkę.

Więcej o:
Komentarze (7)
Polsat Boxing Night. Adamek pokonał Saletę, ale prawdziwe emocje były wcześniej [RELACJA]
Zaloguj się
  • sunim

    Oceniono 11 razy 9

    No. To teraz chyba wreszcie czas na Adamek - Gołota. O pasek solorza-żaka. Walka stulecia kolejna.

  • podymuj

    Oceniono 6 razy 4

    Ta walka to wyścig do kasy starych emerytów.

  • exspres

    Oceniono 18 razy 4

    Saleta pupil TVN i piewca ody do Komorowskiego ,przegrał jak dupek i i jego promotorzy PO i TVN.żenada.

  • gr_ub_y

    Oceniono 14 razy 4

    Potwornie żenujące, tak skomentować można te pojedynki.

    PS. A za skradzione obrazy z Pałacu Prezydenckiego i tak bekniecie POpaprańcy.

  • podymuj

    Oceniono 6 razy 4

    Walka wieczoru ? Przekręt wieczoru !!

  • morgenroth

    Oceniono 9 razy 3

    Honorowy komitet poparcia Komorowskiego- też by mi było wstyd!
    GDZIE JEST "GĘSIARKA"?

  • bramborak

    0

    Pszemek musisz

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX