Sport.pl

Sporo dramaturgii w meczach piłki ręcznej [RAPORT]

Pogromy w Piotrkowie i Łodzi, dramatyczne mecze Włókniarza i MKS Wieluń, pierwsze punkty CHKS - za nami bardzo interesująca V kolejka w I i II lidze piłki ręcznej mężczyzn
I liga, grupa A

MKS Piotrkowianin Piotrków Trybunalski - UKS Olimp Grodków 43:20 (20:16)

Piotrkowianin: Banisz, Procho, Pietruszka - Woynowski 9, Chełmiński 9/3, Swat 7/3, Wędrak 5, Surosz 3, Mróz 2, Pacześny 3, Pakulski 2, Pożarek 2, Jankowski 1, Hejniak, Iskra.

Karne: 6/7

Kary: 4 min

Pogrom w Piotrkowie. Po pierwszej połowie nic nie wskazywało na ponad 20-bramkową przewagę Piotrkowianina. Co prawda gospodarze spokojnie kontrolowali przebieg gry i momentami wygrywali już ośmioma bramkami, jednak grodkowianie zdołali do przerwy zniwelować straty do czterech bramek (20:16) i wydawało się, że emocje się nie skończyły.

Po przerwie Piotrkowianin zagrał koncertowo. Było to najlepsze 30 minut w tym sezonie. Ekipa trenera Rafała Przybylskiego pozwoliła rywalom na rzucenie tylko 4 bramek, odpowiadając aż 23 trafieniami. Na duże pochwały zasłużyli środkowi rozgrywający Szymon Woynowski i Rafał Chełmiński, którzy wspólnie rzucili aż 18 bramek.

Za tydzień Piotrkowianin zagra z dużo trudniejszym rywalem - spadkowiczem z Superligi - Nielbą Wągrowiec, która przed dwoma sezonami w barażach zdegradowała Piotrkowianina z najwyższej klasy rozgrywkowej.

II liga grupa mazowiecka

Politechnika Anilana Łódź - SPR Pabiks Pabianice 33:25 (17:9)

Anilana: Bartczak, Łukasik - Witkowski 10 (3/4), Rutkowski 7 (2/2), Stępień 5, Kamil Strzebiecki 3, Wawrzyniak 2, Morąg 2 (1/1), Kucharski 1, Daniel Strzebiecki 1, Misiak 1 (1/1), Skowroński, Bilichowski, Pawlak, Pałasiak.

Karne: 7/8

Kary: 18 minut (Pałasiak x3, Bilichowski x2, Skowroński, Wawrzyniak, Morąg, Daniel Strzebiecki)

Czerwona kartka: Pałasiak (gradacja kar)

Pabiks: Oklejak, Forc - Gościłowicz 7, Orliński 4, Pielesiak 4, Pieczyński 3, Trojanowski 2, Walocha 2, Kiełbasiński 1 (0/1), Bagiński 1, Zajączkowski 1, Nowicki, Sobolak.

Karne: 0/1

Kary: 18 minut (Sobolak x2, Kiełbasiński x2, Walocha x2, Gościłowicz x2, Zajączkowski)

Czerwona kartka: Kiełbasiński (za uderzenie rywala głową)

Jednostronne derby regionu pod dyktando Anilany, która wystąpiła osłabiona brakiem podstawowego środkowego rozgrywającego Oskara Gawskiego (kontuzja wyklucza z gry na kilka tygodni).

Początek meczu był nieco chaotyczny w wykonaniu obu ekip, a najjaśniejszymi postaciami byli bramkarze - Bartłomiej Bartczak z Anilany i Mateusz Oklejak z Pabiksu. Jako pierwsi bramkę rzucili goście, chwilę później wyrównał Piotr Rutkowski. Na kolejne trafienia kibice czekali pięć minut. Po golu najskuteczniejszego Kamila Witkowskiego rozpoczęła się seria trafień gospodarzy, dzięki której w 13. minucie wygrywali już 6:1. Goście byli bezradni w ofensywie, jeśli już udało im się przedrzeć przez szczelną i dobrze przesuwającą się obronę, to najczęściej dobrze interweniował Bartczak. Takich problemów nie miała Anilana, która w 20. minucie po bramce obrotowego Kamila Strzebieckiego prowadziła już 12:3. W końcówce znów błysnął Kamil Witkowski, który tylko w pierwszej połowie rzucił aż 8 bramek. Z taką skutecznością prawy skrzydłowy Anilany może powalczyć o koronę króla strzelców mazowieckiej II ligi. Do przerwy Anilana wygrywała 17:9.

Druga połowa udowodniła, że łodzianie wyciągnęli wnioski z nerwowego meczu z CHKS, w którym byli bliscy roztrwonienia pokaźnej przewagi wypracowanej w pierwszej odsłonie. Tym razem nie pozostawili rywalom złudzeń, spokojnie kontrolując przebieg boiskowych wydarzeń. Trenerzy Michał Matyjasik i Robert Sobór, mając komfort wysokiego prowadzenia, spróbowali nowego wariantu gry w ataku - wycofania bramkarza i wprowadzenia kolejnego zawodnika do gry w polu. Manewr ten póki co nie przyniósł jednak oczekiwanego efektu. Co prawda Anilana zdobyła w takiej przewadze dwie bramki, jednocześnie trzykrotnie zgubiła piłkę w ataku. O skali bezradności Pabiksu doskonale świadczy jednak fakt, że wobec wycofania bramkarza mając trzykrotnie pustą bramkę zdobyli tylko jednego gola z dystansu. Pabianiczanie nie skorzystali także z innego prezentu. W pewnym momencie kuriozalny błąd popełnił rozgrywający Anilany - Dawid Bilichowski, który mimo wykluczenia przez pomyłkę wszedł na boisku. Oznaczało to jego ponowne wykluczenie, a jako że na ławce kar był również Daniel Strzebiecki, Anilana przez blisko dwie minuty musiała radzić sobie w potrójnym osłabieniu. Goście zdołali jednak w tym czasie odrobić zaledwie jedną bramkę straty.

W samej końcówce doszło jeszcze do jednego nieprzyjemnego wydarzenia. Mimo iż mecz był dawno rozstrzygnięty nerwy puściły rozgrywającemu Pabiksu - Bartłomiejowi Kiełbasińskiemu, który uderzył głową faulującego go Mariusza Pałasiaka. Pabianiczanin otrzymał bezpośrednią czerwoną kartkę, zawodnik Anilany z kolei został po raz trzeci tego dnia wykluczony, co w wyniku gradacji kar również oznaczało, że zakończył mecz przed czasem. Ostatecznie Anilana okazała się dużo lepsza od Pabiksu i wygrała 33:25. Za tydzień Pabiks z nożem na gardle zagra o pierwsze punkty z będącym w podobnej sytuacji zespołem AZS AWF Warszawa. Anilana z kolei wybiera się aż do Dąbrowy Białostockiej na mecz z tamtejszym Szczypiorniakiem.

AZS AWF Warszawa - CHKS Łódź 27:28

CHKS: Łuczyński, Górecki - Rokicki 6, Fałdrowicz 5 (1/2), Kaźmierczak 4, Urbański 3, Witczak 3, Walczak 3 (2/3), Darnowski 2 (0/2), Mosieniak 1, Scios 1, Stężała, Okulski, Pietrusiak.

Karne: 3/6

Kary: 18 minut (Kaźmierczak x3, Urbański x2, Scios, Walczak, Fałdrowicz, Witczak)

Po niezwykle zaciętym spotkaniu CHKS zdobywa swoje pierwsze punkty w sezonie. W pierwszym kwadransie minimalnie lepszym zespołem byli goście. Ich zmorą były jednak aż trzy niewykorzystane rzuty karne. Dlatego w 13 minucie zamiast prowadzić kilkoma bramkami CHKS musiał zadowolić się minimalną przewagą (5:7). Kolejne minuty należały do gospodarzy, którzy rzucili aż pięć bramek z rzędu i wyszli na trzybramkowe prowadzenie. Na szczęście łodzianie nie pozwolili rozwinąć skrzydeł akademikom i do przerwy nie tylko zniwelowali straty, ale również dzięki bramce grającego bardzo dobry mecz juniora Wojciecha Rokickiego wyszli na jednobramkowe prowadzenie (13:14).

Drugą połowę lepiej rozpoczęli gracze ze stolicy, którzy na gola Radosława Walczaka odpowiedzieli aż czterema trafieniami. Z krótkimi przerwami aż do 54. minuty gospodarze utrzymywali 1-2-bramkowe prowadzenie. Wówczas od stanu 26:24 łodzianie rzucili trzy bramki z rzędu. Na dwie minuty przed końcem do remisu doprowadził warszawianin Szymon Płodowski. Ostatni cios zadali jednak zawodnicy z Chojen, konkretnie Rafał Fałdrowicz i dwa punkty pojechały do Łodzi. Za tydzień CHKS spróbuje powtórzyć wynik z Warszawy w meczu z AZS UMCS Lublin.

Włókniarz Konstantynów - AZS UMCS Lublin 17:18 (8:9)

Włókniarz: Superson, Biernat, Brański, Florczak - Jencz 7 (1/3), Kaczorowski 3, Zajc 3 (1/1), Przybysz 3, Borsuk 1 (0/1), Karga, Michał Borsiak, Bartosz Borsiak, Włodarczyk, Kubiak, Główczyński, Rutkowski.

Karne: 2/6

Kary: 6 minut (Kaczorowski x2, Włodarczyk)

Dramat Włókniarza Konstantynów. W samej końcówce rywale wyrwali podopiecznym Pawła Kraski dwa punkty, które w końcowym rozrachunku mogą decydować o "być albo nie być" w II lidze.

Mecz pierwotnie miał odbyć się w Lublinie jednak na prośbę AZS UMCS nastąpiła zmiana gospodarza. W ekipie Włókniarza po raz drugi z rzędu wystąpił Filip Jencz, który wciąż nie zaleczył kontuzji dłoni. Początek meczu toczył się pod dyktando gości. Co prawda lublinianie bramki rzucali z trudem, ale jeszcze gorzej było po stronie KKS-u. W 13. minucie Jakub Karczmarczyk wyprowadził AZS na 4-bramkowe prowadzenie (1:5). W kolejnych 10 minutach popis gry dał jednak Filip Jencz, który trafił czterokrotnie i 25. minucie notowaliśmy remis 6:6. Od tej chwili aż do ostatniej syreny mecz był niesamowicie nerwowy i zacięty. Do przerwy goście zeszli przy jednobramkowym prowadzeniu 8:9.

Początek drugiej odsłony miał podobny scenariusz do pierwszych minut meczu. Goście zdołali znów odskoczyć na kilka bramek przewagi. Do remisu w 52. minucie doprowadził Daniel Przybysz. Chwilę później goście wykorzystali karnego, ale ambitni konstantynowianie odpowiedzieli dwoma bramkami, wychodząc tym samym na pierwsze w meczu prowadzenie (17:16). Prawdziwy dramat miejscowych miał miejsce w samej końcówce. W 58. minucie sędzia podyktował rzut karny, który mógł dać Włókniarzowi dwubramkowe prowadzenie. Niestety po raz drugi tego dnia z siódmego metra pomylił się Filip Jencz. W odpowiedzi akademicy wyprowadzili dwa zabójcze ciosy i rzutem na taśmę pokonali Włókniarza 17:18. Za tydzień przed podopiecznymi Pawła Kraski dużo trudniejszy rywal - KS Uniwersytet Radom, który do Konstantynowa przyjedzie podrażniony porażką z AZS AWF Biała Podlaska.

MKS Wieluń - Trójka Ostrołęka 22:22 (11:12)

MKS: Kolanek, Waloch, Wolniaczyk - Paweł Dutkiewicz 5 (1/2), Torchała 4, Węcek 3, Kleszcz 2, Piwnicki 2, Ścigała 2, Krzysztof Dutkiewicz 2, Tomasz Łuczak 1, Michał Łuczak 1 (1/1), Młodzieniak, Głowacki.

Karne: 2/3

Kary: 8 minut (Tomasz Łuczak x2, Węcek, Młodzieniak)

Czerwona kartka: Węcek (za zatrzymanie kontrataku w ostatniej akcji)

MKS Wieluń traci pierwsze punkty co skutkuje jednocześnie utratą pozycji lidera mazowieckiej II ligi. Punkt wywalczony z Trójką Ostrołęka należy uznać za porażkę ekipy Tomasza Derbisa, rywale bowiem to ligowy średniak, który w tym sezonie zgromadził do sobotniego meczu zaledwie 4 punkty.

Sobotni mecz zaczął się, zgodnie z oczekiwaniami gospodarzy, od spokojnego prowadzenia. W 9. minucie po bramce Krystiana Kleszcza było już 5:1 dla MKS. W kolejnych minutach do głosu doszli jednak goście, a zwłaszcza niezawodny Rafał Niećko. Po trafieniu leworęcznego rozgrywającego Trójki w 17. minucie było 7:7. Do końca pierwszej połowy prowadzenie przechodziło z rąk do rąk. W ostatnich sześciu minutach gospodarze nie zdołali jednak rzucić już żadnej bramki i to ostrołęczanie do szatni zeszli z prowadzeniem 11:12.

Ku rozczarowaniu miejscowych kibiców przez całą drugą połowę goście prowadzili 1-2 bramkami. Emocje sięgnęły zenitu w ostatnich minutach. Po bramkach braci Krzysztofa i Pawła Dutkiewiczów MKS wyszedł na prowadzenie 22:21 i wydawało się, że zdoła przechylić szalę na swoją korzyść. Na 60 sekund przed końcem wyrównał jednak Adrian Piskowski. Chwilę później wielunianie trafili piłką w poprzeczkę, ale w odpowiedzi pomylili się również goście. W ostatnich sekundach gospodarze wyprowadzili ostatni atak, który bramką zakończył Maciej Torchała. Sędziowie zagwizdali jednak przekroczenie linii bramkowej i przyznali piłkę Trójce. Ci rzucili się do kontrataku, który taktycznym faulem powstrzymał Krzysztof Węcek za co otrzymał zasłużoną czerwoną kartkę. Ostatecznie mecz zakończył się remisem 22:22, który satysfakcjonuje tylko ekipę gości. Za tydzień poważna próba dla MKS-u Wieluń - mecz z rewelacyjnym beniaminkiem z Regimina, w którego składzie gra wielu doświadczonych na parkietach wyższych lig zawodników.