Weekend w piłce ręcznej: Piotrkowianin nie zwalnia, wygrane Anilany i MKS Wieluń

Kolejny świetny mecz rozegrali piłkarze ręczni Piotrkowianina, którzy umocnili się na pierwszym miejscu w tabeli I ligi. Ważne mecze wygrały coraz lepsza Anilana i MKS Wieluń
I liga, grupa A

Nie ma mocnych na Piotrkowianina. Niedzielny rywal podopiecznych Rafała Przybylskiego, który tydzień wcześniej pokonał silną Ostrovię, był bezradny w starciu z liderem grupy B I ligi. Do mniej więcej kwadransa zespoły rzucały bramka za bramkę (6:5). W kolejnych minutach gospodarze odskoczyli rywalom na prowadzenie 14:9, ale goście wrzucili piąty bieg i po czterech kolejnych bramkach złapali kontakt z Piotrkowianinem. Do szatni drużyny zeszły przy wyniku 18:15.

W pierwszym kwadransie po przerwie goście utrzymywali wciąż 3-4-bramkowy dystans do Piotrkowianina. Z każdą kolejną minutą morale i siły piłkarzy ręcznych KSZO słabły. Spory wpływ na wydarzenia na boisku miała czerwona kartka z gradacji kar dla środkowego obrońcy Konrada Bajwoluka. Jego zejście zdezorganizowało defensywę KSZO, czego efektem była seria bramek gospodarzy, po której wyszli na siedmiobramkowe prowadzenie (29:22). Znakomity mecz rozgrywał Szymon Woynowski, który w kilku ostatnich pojedynkach prezentuje formę jak za najlepszych lat. W ostatnim kwadransie Piotrkowianin kontrolował wydarzenia na boisku i ostatecznie wysoko zwyciężył. Za tydzień rywalem jego będzie Ostrovia, która w tabeli grupy B I ligi zajmuje drugą lokatę.

MKS Piotrkowianin - KSZO Ostrowiec Świętokrzyski 39:29 (18:15)

MKS: Banisz, Procho, Pietruszka - Woynowski 9, Mróz 6, Chełmiński 6/1, Pacześny 5, Iskra 4, Góralski 3, Pakulski 2, Swat 2/2, Wędrak 1, Surosz 1, Hejniak, Jankowski, Pożarek.

Kary: 10 min

Rzuty karne: 2/3

II liga grupa mazowiecka

Forma Anilany idzie w górę. W sobotę łodzianie zdeklasowali ligowego średniaka z Ostrołęki i potwierdzili, że interesuje ich miejsce tylko w ścisłej czołówce mazowieckiej II ligi. Wynik meczu otworzył ostrołęczanin Sławomir Dmowski. Kolejne bramki rzucali jednak łodzianie, którzy w 9. min wyszli na pięciobramkowe prowadzenie (6:1). Goście gubili się w ataku, kompletnie nie radząc sobie z defensywą i bramkarzem Anilany. W 16. min po bramce Piotra Rutkowskiego było już 10:2, jednak gospodarze nie zwalniali tempa. Klasą był Kamil Witkowski, który tylko w pierwszej odsłonie rzucił aż osiem bramek. W 25. minucie po trafieniu Daniela Stępnia Anilana wygrywała 15:5 i było jasne, że tego meczu nie może nie wygrać. Do przerwy gospodarze zeszli z 12-bramkowym prowadzeniem.

Druga połowa wciąż toczyła się pod dyktando Anilany, która robiła co chciała z rywalami. Łodzianie seriami zdobywali bramki, bezradni ostrołęczanie odpowiadali z rzadka pojedynczymi trafieniami. W efekcie przewaga miejscowych rosła lawinowo. Warto zwrócić uwagę, że za wyjątkiem Tomasza Morąga wszyscy zawodnicy Anilany z pola rzucili w sobotę co najmniej jedną bramkę. Najwyższą przewagę zespół trenerów Matyjasika i Sobóra osiągnął w 58. minucie, gdy po trafieniu Damiana Skowrońskiego wygrywał aż 39:16. Nie często szczypiorniści Anilany mają okazję dobić do granicy 40 rzuconych bramek. Tym razem to się udało. 40. trafienie ustalające wynik meczu rzucił obrotowy Kamil Strzebiecki.

Za tydzień przed Politechniką Anilaną niełatwy mecz z beniaminkiem z Regimina, a później prawdziwa próba: trzy pojedynki z drużynami ze ścisłej czołówki - MKS Wieluń, AZS Uniwersytet Warszawski oraz Mazurem Sierpc. Te mecze dadzą odpowiedź, o co walczy w tym sezonie łódzki zespół.

Politechnika Anilana Łódź - Trójka Ostrołęka 40:19 (20:8)

Anilana: Matulski, Łukasik, Bartczak - Witkowski 11 (2/2), Rutkowski 5, Kucharski 4, Kamil Strzebiecki 3, Pałasiak 3, Wawrzyniak 3, Skowroński 2, Misiak 2, Stępień 2, Daniel Strzebiecki 2, Pawlak 2, Bilichowski 1, Morąg Karne: 2/2

Kary: 10 minut

Zwycięstwem w meczu na szczycie MKS potwierdził, że będzie się liczył w walce o awans do I ligi. Wygrana smakowała podwójnie, bo AZS UW jako jedyny zespół z drugoligowej stawki pokonał przed rokiem wielunian w ich własnej hali. Wbrew zapowiedziom trener Tomasz Derbis posłał do gry rekonwalescentów - Michała Bernasia i Piotra Madełę. Niestety drugi z nich szybko musiał opuścić boisko z powodu urazu. Początek sobotniego meczu ułożył się po myśli gospodarzy. Szybkie wykluczenie zawodnika AZS UW pozwoliło miejscowym na zbudowanie trzybramkowej przewagi (5:2), którą utrzymywali przez większą część pierwszej odsłony. Spora w tym zasługa świetnie dysponowanego bramkarza Jarosława Wolniaczyka. W 18. minucie po trzeciej z rzędu bramce warszawianina Dawida Szpejny było już tylko 10:9, ale kolejne cztery trafienia padły łupem gospodarzy. Za chwilę wielunianie mieli nawet okazję odskoczyć na 6-bramkowe prowadzenie, jednak rzutu karnego nie wykorzystał Łukasz Piwnicki. Do przerwy goście podreperowali nieco wynik do stanu 15:11.

W pierwszym kwadransie po przerwie goście systematycznie zmniejszali stratę. Wreszcie na 10 minut przed końcem meczu po skutecznym rzucie karnym egzekwowanym przez byłego gracza Warszawianki Marka Podobasa akademicy doprowadzili do remisu 22:22. Na wydarzenia na boisku szybko zareagował trener Derbis, w efekcie kolejne pięć minut gospodarze wygrali w stosunku 4:1. Jeszcze na trzy minuty przed ostatnią syreną było tylko 27:26, ale po kolejnych dwóch trafieniach stało się jasne, że MKS ten mecz wygra. W końcówce puściły nerwy gościom. Najpierw dwuminutowe upomnienie dostał trener Robert Bliszczyk, a na kilkadziesiąt sekund przed końcem z boiska za brutalny faul wyleciał Bartosz Monikowski. Ostatecznie MKS zwyciężył 31:26 i umocnił się na drugiej pozycji w mazowieckiej II lidze.

MKS Wieluń - AZS UW Warszawa 31:26 (15:11)

MKS: Kolanek, Wolniaczyk - Paweł Dutkiewicz 7 (1/2), Głowacki 6, Piwnicki 4 (0/1), Węcek 4, Torchała 4, Bernaś 2, Krzysztof Dutkiewicz 2, Majda 2, Młodzieniak, Madeła, Kleszcz, Michał Łuczak.

Karne: 1/3

Kary: 14 minut

Zaledwie tydzień po wysokim zwycięstwie nad AZS UMCS Lublin ChKS został brutalnie sprowadzony na ziemię przez KS Uniwersytet Radom. Pierwszy kwadrans nie zwiastował pogromu. Co prawda gospodarze w szóstej minucie prowadzili już 4:1, ale podopieczni Tomasza Walickiego mozolnie odrabiali straty i w 15. minucie po bramce Adama Kuśmierczyka tracili do rywali tylko jednego gola (7:6). Trudno wytłumaczyć, co stało się później z łodzianami. Nie wychodziło im praktycznie nic, radomianie z kolei dzielili i rządzili na parkiecie. Do syreny kończącej pierwszą połowę rzucili aż 13 bramek, pozwalając ChKS-owi na tylko dwa trafienia. Do przerwy było 20:8 i stało się jasne, że tylko cud może uratować drużynę gości. Co prawda w pierwszych minutach po przerwie przewagę miał ChKS, ale trzy trafienia z rzędu nie zagroziły faworyzowanym gospodarzom, którzy po chwili odzyskali inicjatywę i do ostatniej syreny zdołali jeszcze powiększyć przewagę.

Już w środę o godzinie 17.30 we własnej hali ChKS rozegra awansem mecz ósmej kolejki. Rywalem podopiecznych Tomasza Walickiego będzie bardzo mocny ostatnio AZS AWF Biała Podlaska. Inne rozstrzygnięcie niż pewna wygrana gości byłoby sporą niespodzianką.

KS Uniwersytet Radom - CHKS Łódź 35:19 (20:8)

CHKS: Górecki, Antosik - Fałdrowicz 4 (2/2), Darnowski 3 (1/1), Świątkiewicz 3 (0/1), Przybylski 2 (2/2), Walczak 2, Mosieniak 2, Rokicki 1, Pietrusiak 1, Okulski, Witczak, Scios, Stężała, Winiarski. Karne: 5/6

Kary: 6 minut (Stężała, Fałdrowicz, Okulski)

Wciąż nie ma światełka w tunelu w Pabianicach. Po siedmiu kolejkach Pabiks jako jedyny zespół w 14-drużynowej mazowieckiej II lidze nie zdobył jeszcze punktu, co gorsza teraz przed ekipą z miasta trzech koron dwa arcytrudne mecze z ekipami ze ścisłej czołówki. Niewykluczone więc, że na pierwsze punkty poczeka aż do 10. kolejki, w której we własnej hali podejmie również dołujący Włókniarz Konstantynów.

W sobotnim meczu goście dotrzymywali kroku akademikom do mniej więcej 45. minuty. Niestety, z każdą kolejną dawała o sobie znać krótka ławka (skład Pabiksu poza 8-9 doświadczonymi graczami z pola uzupełnili juniorzy). W końcówce goście byli karceni szybkimi kontratakami, w których brylował zwłaszcza znakomity skrzydłowy gospodarzy Jakub Buksiński. Ostatecznie AZS UMCS rozbił pabianiczan 31:23.

AZS UMCS Lublin - Pabiks Pabianice 31:23 (14:12)

Pabiks: Grzanka, Oklejak - Nowicki i Stawicki po 5, Pielesiak i Zajączkowski po 4, Walocha 3, Orliński i Gościłowicz po 1.

AZS AWF Biała Podlaska gładko pokonał outsidera z Konstantynowa. Pierwsze trzy bramki rzucił doskonale znany z gry w Anilanie Bartłomiej Helman, w kolejnych minutach goście trzymali się dzielnie i m.in. po dwóch skutecznie egzekwowanych przez bramkarza Remigiusza Florczaka rzutach karnych przegrywali 3:6. Później było już tylko gorzej. W 17. minucie AZS AWF wygrywał już 12:4. Do przerwy powiększył przewagę do 13 trafień (20:7). Obraz gry nie uległ zmianie po przerwie. Konstantynowianie trafiali do siatki rywala sporadycznie, akademicy zaś rzucali bramki seriami. Ostatecznie bezproblemowo zwyciężyli 36:14.

Przed Włókniarzem teraz kolejny mecz z faworytem do awansu do I ligi - AZS UW. Jeden z najważniejszych meczów sezonu Włókniarz zagra 14 listopada, gdy we własnej hali podejmie ChKS.

AZS AWF Biała Podlaska -Włókniarz Konstantynów 36:14 (20:7)

Włókniarz: Florczak 2 (2/4), Biernat - Borsuk 3, Michał Borsiak 3, Zajc 2 (0/1), Lux 2, Kaczorowski 1, Jencz 1, Bartosz Borsiak, Przybysz, Włodarczyk.

Karne: 2/5

Kary: 16 minut

Czerwona kartka: Lux (gradacja kar)