Sport.pl

Działo się w ligach piłki ręcznej. Piotrkowianin nie jest już liderem

Wielkie emocje w meczach w Ostrowie Wlkp. i Wieluniu, cenna wygrana Anilany - za nami 8 kolejka zmagań w I i II lidze szczypiornistów.
I liga, grupa B

Ostrovia Ostrów Wielkopolski - MKS Piotrkowianin Piotrków Trybunalski 31:26 (17:11)

Piotrkowianin: Banisz, Procho, Pietruszka - Mróz 7, Woynowski 5, Góralski 4, Swat 3, Iskra 2, Wędrak 2, Surosz 2, Pacześny 1, Pożarek, Pakulski, Chełmiński, Jankowski

Karne: 0/1

Kary: 12 min (Pożarek x3, Pacześny x2, Surosz)

Czerwona kartka: Pożarek (gradacja kar)

Pierwsza porażka Piotrkowianina , która skutkuje jednocześnie utratą pozycji lidera.

Taktyka gości na mecz była oczywista - powstrzymać dwóch liderów II linii Ostrovii - Mariusza Kuśmierczyka i Krzysztofa Łyżwy. Niestety plan Piotrkowianina kompletnie nie wypalił. W pierwszej połowie gości raz po raz karcił Łyżwa, po przerwie rolę głównego bombardiera przejął Kuśmierczyk. Łącznie dwaj rozgrywający Ostrovii rzucili aż 18 bramek. Nie wystawia to najlepszej oceny defensorom Piotrkowianina. Aż dziw bierze, że żaden z ww. playmakerów Ostrovii nie był w żadnym fragmencie meczu kryty indywidualnie, niewykluczone, że taka taktyka przyniosłaby korzyści.

Mecz lepiej rozpoczęli goście, którzy po kilku minutach wygrywali 1:3. O następnym kwadransie piotrkowianie chcieliby jak najszybciej zapomnieć. Zacieśniona obrona gospodarzy bez problemu radziła sobie z chaotycznymi atakami Piotrkowianina, po drugiej stronie boiska zawodnicy z Ostrowa grali szybko i z polotem. Efektem było 8 kolejnych bramek i wyjście na prowadzenie 9:3. Osłabiony brakiem Dmitro Zinchuka Piotrkowianin grał ospale i przewidywalnie, więc gospodarze zdołali jeszcze powiększyć do 8 bramek. Na pochwały w drużynie gości zasługiwał tylko ruchliwy skrzydłowy Tomasz Mróz, który rzucił najpiękniejszą tego dnia bramkę, gdy do siatki rywala trafił łapiąc w locie podaną lobem nad obrońcą piłkę. W końcówce pierwszej połowy kilka piłek odbił rezerwowy bramkarz Piotrkowianina Damian Procho dzięki czemu goście zdołali lekko podreperować rezultat.

Początek drugiej odsłony przywrócił nadzieję gości na wygraną. Pierwsze pięć minut Piotrkowianin wygrał w stosunku 1:5 i złapał z rywalem kontakt. Kluczowa dla losów meczu była czerwona kartka jaką z gradacji kar otrzymał filar obrony MKS-u Roman Pożarek. Od tamtego momentu gospodarzom dużo łatwiej przychodziło zdobywanie bramek. Aż do około 50 minuty utrzymywał się jednak dystans 2-3 bramek straty, który pozwalał realnie myśleć o wywiezieniu z Ostrowa 2 punktów. Zmuszeni do odrabiania strat goście zaczęli jednak rzucać z nieprzygotowanych pozycji oraz popełniać niewymuszone błędy. To była woda na młyn zawodników z Ostrowa, którzy zdołali powiększyć przewagę do pięciu bramek. Na trzy minuty przed końcem była jeszcze szansa na zniwelowanie strat. Przy stanie 28:25 Piotrkowianie wykonywali rzut karny niestety znakomitą interwencją popisał się grający cały mecz bardzo dobrze Maciej Adamczyk. Ostatecznie Ostrovia wylała kubeł zimnej wody na głowy szczypiornistów Piotrkowianina pokonując go 31:26. Porażka pokazuje, że droga do awansu do Superligi wcale nie musi być usłana różami tak jak się do tej pory wydawało.

II liga grupa mazowiecka

MKS Wieluń - Mazur Sierpc 31:31 (18:14)

MKS: Wolniaczyk, Kolanek - Paweł Dutkiewicz 10 (4/6), Węcek 5, Torchała 5, Bernaś 4, Majda 3, Głowacki 1, Krzysztof Dutkiewicz 1, Młodzieniak 1, Piwnicki 1 (1/1) Kleszcz, Klimas, Pawelec.

Karne: 5/7

Kary: 4 minuty (Torchała, Pawelec)

Horror w hali WOSiR. Drugi w tabeli MKS Wieluń był o krok od wygranej, która dałaby mu awans na pozycję lidera. Niestety ambitni sierpczanie rzutem na taśmę doprowadzili do wyrównania i utrzymali pierwsze miejsce, jednocześnie spychając wielunian na najniższy stopień podium.

Gospodarze znakomicie weszli w sobotni mecz. Po siedmiu minutach wygrywali już 5:1, dwie minuty później nawet 7:2. Świetny mecz w bramce rozgrywał Jarosław Wolniaczyk, a tradycyjnie już nie do zatrzymania na lewym skrzydle był Paweł Dutkiewicz. W 14 minucie po trzeciej z rzędu bramce goście zniwelowali straty do dwóch goli (9:7), ale w drugim kwadransie znów lepiej prezentowali się podopieczni Tomasza Derbisa, którzy do przerwy wypracowali czterobramkową przewagę (18:14).

Zaraz po przerwie gospodarze powiększyli przewagę do siedmiu bramek (22:15) i wydawało się, że są na najlepszej drodze do zgarnięcia kompletu punktów. Wielunianie chyba jednak zbyt szybko uwierzyli, że mecz jest rozstrzygnięty pozwalając gościom rzucić aż 5 bramek pod rząd. W 48 minucie wydawało się, że emkaesiacy na dobre otrząsnęli się z letargu, po bramce Macieja Torchały wygrywali już 27:22. Chwilę później rzut karny egzekwował Paweł Dutkiewicz, niestety tym razem bez efektu bramkowego. Goście raz jeszcze przycisnęli rzucając gospodarzom cztery kolejne bramki. Na 5 minut przed końcem było już tylko 28:27. Dwie minuty później sierpczanie wreszcie wyrównali. Na niecałe 30 sekund przed końcem MKS wykonywał rzut karny, skutecznie rzucony przez Łukasza Piwnickiego. Niestety szybko odpowiedzieli sierpczanie doprowadzając do stanu 31:31. Gospodarze mieli jeszcze kilka sekund na zadanie decydującego ciosu, to się jednak nie udało i ostatecznie po bardzo emocjonującym meczu druga i trzecia ekipa z poprzedniego sezonu podzieliły się punktami.

Czarni Regimin - Politechnika Anilana Łódź 26:30 (14:14)

Anilana: Łukasik, Bartczak, Matulski - Morąg 6, Witkowski 6 (4/4), Daniel Strzebiecki 4, Kucharski 4, Rutkowski 3, Wawrzyniak 3, , Pawlak 1, Bilichowski 1, Stępień 1, Kamil Strzebiecki 1, Misiak, Pałasiak.

Karne: 4/4

Kary: 8 minut (Wawrzyniak, Morąg, Pałasiak, Witkowski)

Trwa seria wygranych Politechniki Anilany. Mecz w Regiminie przez długie minuty był bardzo nerwowy. Ciężar gry wzięli na siebie jednak doświadczeni zawodnicy, zwłaszcza grający najlepszy mecz w sezonie obrotowy Tomasz Morąg oraz bramkarz Tomasz Matulski.

W mecz lepiej weszli łodzianie, którzy w dziewiątej minucie po bramce z karnego Kamila Witkowskiego (bezbłędny w tym elemencie gry w całym spotkaniu) wygrywali już 2:5. Status quo utrzymywało się aż do 19 minuty, do bramki Damiana Wawrzyniaka (8:11). Wtedy nastąpił przestój w grze Anilany, skrzętnie wykorzystany przez gospodarzy, którzy po 5 golach pod rząd wyszli na prowadzenie 13:11. Kolejne trzy bramki rzucili jednak goście, konkretnie Piotr Rutkowski, ale ostatnie słowo w tej odsłonie należało do Czarnych. Rafał Krajewski, brat reprezentacyjnego skrzydłowego Przemysława, pokonał bramkarza łodzian i do szatni drużyny zeszły przy rezultacie 14:14.

W pierwszych kilku minutach po przerwie Anilana zbudowała kilkubramkową zaliczkę, której nie roztrwoniła już do ostatniej syreny. W 37 minucie po bramce niezawodnego tego dnia Tomasza Morąga było 16:19, po kwadransie goście prowadzili już 17:24. Znakomicie w tym okresie gry bronił doświadczony Tomasz Matulski. Ostatni kwadrans nie przyniósł już wielkich emocji. Łódzka ekipa kontrolowała wydarzenia na boisku. W 56 minucie bramkę dla gości rzucił Daniel Stępień. Na otarcie łez ostatnie trzy trafienia zaliczył Patryk Dębiec, który ustalił wynik spotkania na 26:30.

Teraz przed szczypiornistami Anilany tydzień odpoczynku, po którym do rozegrania mają serię meczów z drużynami aspirującymi do awansu do I ligi.

SPR Pabiks Mag-mar Pabianice - KS Uniwersystet Radom 23:37 (11:19)

Pabiks: Oklejak, Grzanka - Kiełbasiński 4 (2/3), Stawicki 3, Gościłowicz 3, Orliński 2, Pielesiak 2, Sobolak 2, Trojanowski 2, Bagiński 2, Walocha 2, Zajączkowski 1, Nowicki.

Karne: 2/3

Kary: 6 minut (Walocha x3)

Czerwona kartka: Walocha (gradacja kar, 55 minuta)

Nie było sensacji z meczu outsidera z Pabianic z mierzącą w awans ekipą Uniwersytetu Radom. Pabianiczanie tylko przez pierwszy kwadrans nie ustępowali rywalom. W drugich 15 minutach nastąpił fatalny przestój, który zdecydował o losach meczu. Od stanu 8:10 goście rzucili 9 bramek pozwalając gospodarzom tylko na dwa trafienia (w tym jedno z rzutu karnego).

W drugiej połowie nie było już większych emocji. Gospodarze co prawda w pewnym momencie doszli rywali na sześć bramek (17:23), ale to jedynie podrażniło akademików z Radomia, którzy zagrali jeszcze skuteczniej powiększając ostatecznie przewagę aż do 14 bramek.

Sytuacja pabianickiej ekipy jest nie do pozazdroszczenia. Po ośmiu kolejkach podopieczni Adama Jędraszczyka zamykają ligową tabelę z zerowym dorobkiem punktowym. Na dodatek w następnej kolejce zagrają na wyjeździe z wiceliderem - AZS AWF Biała Podlaska i trudno się spodziewać aby byli w stanie przywieźć choćby remis. Wygląda więc na to, że meczem o być albo nie być będzie dla Pabiksu starcie z Włókniarzem Konstantynów, które odbędzie się w ramach 10. kolejki.

Więcej o: