Mistrz odchodzi z Łodzi, bo brakuje mu na życie

Dawid Jankowski to wschodząca gwiazda polskiego kolarstwa torowego. Właśnie odszedł z łódzkiego klubu Społem, bo brakuje mu na podstawowe potrzeby sportowca
17-latek urodzony w Łodzi początkowo chciał trenować sporty walki. Potem spróbował swoich sił w kolarstwie szosowym. - Namówił mnie kolega - mówi młody kolarz. - Po pierwszym treningu trener wziął telefon do mojej mamy. Bałem się, że znowu coś nabroiłem i spodziewałem się bury w domu. Mama nic jednak nie mówiła, następnego dnia sama zawiozła mnie na trening. Długo rozmawiała z trenerem, ten powiedział jej, żebym nie odpuszczał, bo widzi we mnie ogromny talent.

Z czasem zaczął ścigać się na dystansach sprinterskich na torze i tak już zostało. - Na początku myślałem, że kolarstwo to tylko szosa. Teraz bardzo nie lubię treningów na ulicy - śmieje się Jankowski. - Na wytrzymałość jeździmy po 100 km. Po takim treningu jestem totalnie zmęczony. Czasami zdarza się, że mam siedem godzin zajęć bez przerwy. I jak potem iść jeszcze do szkoły?

Niszowy sport

Jankowski już w młodym wieku odczuł, co znaczy uprawiać niszowy sport. Choć sukcesów mu nie brakuje czuje się bardzo niedoceniony. Mówi, że przez ostatnie miesiące nie mógł liczyć na wsparcie klubu, ani miasta. Wycofał się także jedyny sponsor, który miesięcznie dawał 400 zł.

- W zakończonym sezonie wywalczyłem wicemistrzostwo Polski, co jest dla mnie niedosytem, bo wcześniej byłem trzykrotnym mistrzem - opowiada Jankowski. - Poszło mi słabiej, bo mam straszne alergie i jestem podatny na kontuzje. Ale srebro to też sukces. Tymczasem zawsze gdy dzwonię do Urzędu Miasta Łodzi w okresie stypendialnym, słyszę, że wkrótce będzie lepiej. W tamtym roku dali mi 600 złotych. W tym usłyszałem, że pieniądze dostaną tylko zawodnicy z elity. A same moje odżywki kosztują 400 złotych, składka klubowa 50 zł, za naukę w szkole w Żyrardowie płacę 200 zł.

Jankowski zaczął też odżywiać na własną rękę, by trzymać wagę. Ma bowiem genetyczną tendencję do odkładania się tkanki tłuszczowej. - To kolejne 600 zł na miesiąc, bo jestem na diecie białkowej - zdradza. - Moje miesięczne utrzymanie to koszt ponad 1200 złotych. Do tego leki, środki czystości, sprzęt, który się zużywa.

Będę mistrzem, albo nikim

Jankowski poszedł do klubu i przedstawił swoją sytuację. Po rozmowie z szefami odszedł ze Społem.

Teraz może trochę żałować, bo na wiosennej gali miał dostać trzy tysiące nagrody.

- Musiałem coś zrobić, czas na sentymenty był rok temu. Teraz przede mną najtrudniejszy sezon w karierze - opowiada zawodnik. - Jeśli nie zdobędę medalu mistrzostw świata, to naprawdę ciężko będzie mi się wybić w elicie. A nie po to poświęcam naukę, rodzinę, dziewczynę i całe życie. Jeśli nie osiągnę nic, zostanę z niczym.

Marzeniem rower górski

Jankowski nie ma także pieniędzy na dobry rower górski, który pomógłby mu w ciężkich zimowych treningach. Nowy, dobrej jakości sprzęt, kosztuje 5 tys. złotych. Ale młody kolarz mówi, że zadowoli się też czymś tańszym.

Na rower zbiera poprzez crowdfundingową platformę DamNaSport.pl. Na razie na swoim koncie ma... 30 zł.

- Ludzie w dzisiejszych czasach nie są chętni do pomocy. Zmniejszyłem już potrzebną kwotę do 2 tys. zł - mówi.

Plan B? - Będę musiał sobie radzić na tym, co mam - odpowiada Jankowski. - Ale chodzi o to, że im lepszy trening zrobię, będę lepiej czuł się w sezonie. Rower górski ma większe koła, co oznacza cięższe zajęcia. Naprawdę zależy mi na najbliższym roku i bardzo o siebie dbam. Nie piję, nie palę, nie opuszczam treningów, choć koledzy ciągną na imprezy. Wiem, że w takim sporcie chwilowe zapomnienie kosztuje bardzo dużo. A utrzymanie? Nie mam już na to pomysłu. Mama ma pół etatu i studiuje, a tata pracuje na budowie i on też mniej zarobi zimą. Im pieniądze też się skończą...

W Szczecinie będzie lepiej

Od nowego sezonu zawodnik będzie reprezentował Piasta Szczecin, który zaproponował mu lepsze warunki. Tym samym podzielił los m.in. kolarki Agnieszki Skalniak (brązowa medalistka mistrzostw świata), Artura Kuciapskiego (srebrny medalista mistrzostw Europy w biegu na 800 m) czy Wiktorii Kulik (przyszłość polskiego tenisa), którzy też opuścili Łódź. Jankowski nie będzie musiał się przeprowadzić do Szczecina. Na razie skończy naukę w Żyrardowie, a następnie będzie mógł tam mieszkać w specjalnych lokalach dla kolarzy i trenować pod okiem kadrowego szkoleniowca. Oczywiście, jeśli w przyszłym roku osiągnie dobry wynik.