Jerzy Janowicz: "Igrzyska olimpijskie traktuję jak Puchar Davisa"

- Raczej nic nadzwyczajnego się nie wprowadza - mówi Markowi Furjanowi Jerzy Janowicz o swoim przyszłym sezonie, w którym czekają go m.in. igrzyska olimpijskie
Janowicz na pytanie, jaki to był dla niego rok, odpowiedział, że pełen kontuzji. - Początek sezonu był bardzo fajny: wygraliśmy Puchar Hopmana, a zaraz potem osiągnąłem trzecią rundę w Australii po wyrównanym meczu z Feliciano Lopezem, który tak naprawdę mógł zakończyć się w dwie strony, bo graliśmy dwa bliskie tie-breaki - opowiada Markowi Furjanowi łódzki tenisista. - Zaraz po Australian Open był finał [w Montpellier], którego nie udało mi się zagrać. Początek był więc dość udany, ale od wspomnianego finału zaczęły się problemy ze zdrowiem: zapalenie oskrzeli i nie zagranie finału, drobna jelitówka w Madrycie, plecy w Monte Carlo. Co chwilę przytrafiały się jakieś problemy zdrowotne, więc i tak nie ma dramatu.

- Dwa razy miałem ostrzykiwane kolano - kontynuuje Janowicz. - Naderwanie przyczepu rzepki lewego kolana, więc nieprzyjemny problem. Nabawiłem się go w Winston-Salem. Tam właśnie zacząłem odczuwać ból, który ciągnął się za mną do końca sezonu. Nie dało się szybko zaleczyć tego problemu, naderwanie nigdy nie goi się zbyt szybko tym bardziej, że kolano cały czas było obciążane na dużych obrotach. Mam nadzieję, że do końca sezonu przygotowawczego wszystko będzie już dobrze.

Przyszły rok będzie sezonem olimpijskim, ale Janowicz podkreśla, że nie będzie się specjalnie do niego przygotowywał. - Nic nadzwyczajnego się nie wprowadza - mówi łodzianin. - Nawet nie interesowałem się, na jakiej nawierzchni zagramy w Brazylii, więc nie mogę na ten temat za dużo powiedzieć. Z mojej strony igrzyska olimpijskie są traktowane jak Puchar Davisa. Nie gramy raczej pod swoim nazwiskiem, tylko bardziej dla kraju.

Cały obszerny wywiad Marka Furjana na blogu marekfurjan.blox.pl.