Sport.pl

Jacek Nawrocki o szansach reprezentacji: "Wierzę w niespodziankę w Turcji"

W reprezentacji są dziewczyny, które mają wielkie ambicje i wiarę, że są w stanie powalczyć o igrzyska - mówi Jacek Nawrocki, trener reprezentacji Polski siatkarek
Jarosław Bińczyk: Dlaczego wybrał pan Łódź jako miejsce zbiórki przed ostatnią częścią przygotowań do turnieju kwalifikacyjnego w Turcji?

Jacek Nawrocki: Zdecydowały względy komunikacyjne. Staraliśmy się jak najbardziej ułatwić dziewczynom dojazd na zgrupowanie. Większość z nich jest z północnej Polski, więc łatwiej im dotrzeć do Łodzi niż do Szczyrku.

Czy to jest najważniejszy turniej reprezentacji pod pana wodzą, czy może najważniejsze były Igrzyska Europejskie, bez których mielibyśmy problem z wywalczeniem prawa gry w Ankarze?

- Bez dobrego [drugiego - przyp. red.] miejsca w igrzyskach w Baku nasze szanse na występ w turnieju kwalifikacyjnym byłyby bardzo małe. Teraz czeka nas impreza, w której zagrają wszystkie najlepsze europejskie zespoły, z wyjątkiem Serbii, która wywalczyła kwalifikację olimpijską w Pucharze Świata. Każdy turniej, w którym uczestniczy reprezentacja Polski kobiet, jest najważniejszy i tak trzeba do każdego podchodzić.

W ostatnich latach trudno było namówić wszystkie czołowe polskie siatkarki do gry w reprezentacji. Teraz się udało?

- Każdy może mieć swoją opinię o poziomie prezentowanym przez poszczególne zawodniczki, ale te, które obecnie są, prezentują najwyższy poziom sportowy i mają ambicje zagrania na igrzyskach olimpijskich. Dla mnie to jest ten najlepszy wybrany przeze mnie zespół.

Brakuje jednak Katarzyny Skorupy i Katarzyny Zaroślińskiej...

- Kasia Skorupa to najwyższa światowa półka wśród rozgrywających. Rozmawialiśmy wielokrotnie, ale jeśli ktoś nie jest w 100 procentach przekonany do gry w reprezentacji, to nie ma sensu ciągnąć go na siłę i się męczyć. Jeśli chodzi o Zaroślińską, to kibice Atomu Trefla nie powinni się martwić, bo z pewnością będzie gotowa do występów w Orlen Lidze i europejskich pucharach.

W pana głosie czuję ironię. Wynika z tego, że Zaroślińska poświęciła reprezentację dla klubu.

- Rozmawiałem z nią i dowiedziałem się, że nie może być w wysokiej formie z powodu stanu zdrowia.

Na początku grudnia grała w Lidze Mistrzów, czyli wtedy była zdrowa?

- Widocznie tak było. Dla mnie to trudny temat i wolałbym o tym nie mówić. Wysyłając powołania, postawiliśmy na trzy atakujące: Zaroślińską, Kasię Skowrońską i Berenikę Tomsię. Wszystkie prezentują wysoki poziom i rywalizacja byłaby olbrzymia. Teraz zostaliśmy z dwoma.

W kadrze jest znów Aleksandra Jagiełło. Jak udało się ją przekonać do powrotu?

- Sama musiała podjąć decyzję, czy jeszcze raz zechce powalczyć o igrzyska. To bardzo mocny punkt reprezentacji zarówno pod względem sportowym, jak i mentalnym. Ola bardzo dużo wniosła do naszej grupy.

Dla siatkarek udział w przygotowaniach jest wielkim wyzwaniem, bo w grudniu, kiedy są święta, muszą poświęcić domy i rodziny.

- Jak już mówiłem, w drużynie są dziewczyny, które mają wielkie ambicje i wiarę, że są w stanie powalczyć o igrzyska. Względy sportowe wzięły górę nad wszystkimi innymi sprawami. To dla dziewczyn bardzo trudne, bo ponoszą wielkie koszty. Z drugiej strony, podobny problem mają w innych drużynach.

Ile drużyna miała wolnego w święta?

- Ostatni raz trenowaliśmy 23 grudnia, Wigilia i pierwszy dzień świąt były wolne, a w sobotę wieczorem spotkaliśmy się znów.

Udało się zrealizować wszystkie plany?

- Nasza praca była nastawiona na podtrzymanie motoryki wypracowanej w klubach. Nasze zajęcia polegają teraz na zgrywaniu się poszczególnych formacji. Postawiłem na gotowe trójki klubowe, czyli przyjęcie z Polic i Muszyny, środkowe z Łodzi, ważne jest też zgranie rozgrywających z atakującymi.

Już w poniedziałek lecicie do Turcji. Dlaczego tak wcześnie, skoro turniej zaczyna się 4 stycznia?

- Mieliśmy zaplanowane mecze towarzyskie z Turcją i Chorwacją. Gdybyśmy zdecydowali się wrócić, to tylko na jeden dzień. Postanowiliśmy więc zostać, dlatego sylwester będziemy świętować po turecku (śmiech ).

Pierwszy raz będzie pan witał Nowy Rok na zgrupowaniu?

- Nie przypominam sobie sylwestra spędzonego na sportowym wyjeździe.

Teraz chciałbym zapytać o szanse Polek w Ankarze? Faworytkami na pewno nie są.

- Po mistrzostwach Europy powiedziałem, że ósme miejsce, jakie zajęliśmy w mistrzostwach Europy, jest odzwierciedleniem naszego poziomu. Nie oznacza to jednak, że w poszczególnych zawodach nie możemy pokusić się o niespodziankę. Wierzę, że jesteśmy w stanie to zrobić w Ankarze, choć to turniej arcytrudny. Najlepsze europejskie zespoły zmobilizowały wszystko, co mają najlepsze. Nawet Niemki wróciły do składu z poprzednich lat. W kadrze Rosji znów jest Lubow Sokołowa, a chęć zagrania deklarowała Jekatierina Gamowa. To najlepiej pokazuje, jaka jest ranga imprezy.

Przed wyjazdem na igrzyska europejskie do Baku też wydawało się mało prawdopodobne, że Polska będzie w stanie pokonać Turcję i Niemcy.

- Wtedy nie było wielkiej presji, a przy doświadczonym składzie, grając co drugi dzień, łatwiej było regenerować się. Poza tym wśród dziewczyn była świetna atmosfera, która pomogła nam w osiągnięciu dobrego wyniku. Najważniejszy jest jednak odpowiedni poziom sportowy. Dziś jest naprawdę wysoki, ale nie zapominajmy, że zmierzymy się z przeciwnikami bardzo silnymi i równie zdeterminowanymi. Rosjanki, Włoszki czy Belgijki, które są w naszej grupie, w rankingach są od nas wyżej.

Z Rosją trudno będzie wygrać, ale Belgia i Włochy chyba są w naszym zasięgu.

- Możemy zdobyć punkty z wszystkimi, wyjść na boisko i walczyć bez wielkiej presji.

Jakie są największe atuty naszej reprezentacji?

- Na pewno doświadczenie i świadomość dziewczyn, o co grają. Wierzę, że będziemy drużyną zgraną, a naszą silną stroną będzie świetna atmosfera w zespole. Nie pokuszę się jednak o wskazanie silnej formacji: przyjęcia, ataku, środkowych, bo z rywalami tej klasy jak Rosja, Włochy czy Belgia trzeba grać dobrze we wszystkich elementach. Jeden czy dwa mocne nie wystarczą.

Więcej o: