Sport.pl

Sensacyjna porażka Anilany w Konstantynowie...

...a do tego pewne wygrane Piotrkowianina i MKS-u Wieluń. Za nami 16 kolejka w pierwszej i drugiej lidze piłkarzy ręcznych
<b>MTS Chrzanów - MKS Piotrkowianin Piotrków Trybunalski 26:30 (15:18) </b>

Piotrkowianin: Banisz, Procho - Woynowski 10, Zinchuk 5/1, Pakulski 4, Surosz 4, Swat 4, Góralski 2, Wędrak 1/1, Mróz, Cichocki, Pożarek. Karne: 2/5 Kary: 8 min (Cichocki x2, Pożarek, Zinchuk)

Kolejne punkty Piotrkowianina, chociaż wywalczone w męczarniach. Jedenanasta ekipa grupy B I ligi postawiła liderowi trudne warunki. Od początku w ekipie gospodarzy świetnie spisywali się bramkarze - Marcin Górkowski i Konrad Gil. Drugi z nich obronił aż trzy rzuty karne egzekwowane przez podopiecznych Rafała Przybylskiego. Przez większą część pierwszej połowy wynik oscylował wokół remisu. W końcówce lepiej zaczął bronić grający mimo gorączki bramkarz Piotrkowianina - Artur Banisz dzięki czemu udało się zbudować kilkubramkową przewagę do przerwy. W drugiej odsłonie gospodarze przez prawie 20 minut dotrzymywali kroku faworytowi. Piotrkowianin miał jednak w swoich szeregach doskonale dysponowanego Szymona Woynowskiego, który raz za razem dziurawił defenywę chrzanowian. Trafienia rozgrywającego z Piotrkowa pozwoliły w końcu odskoczyć na kilka trafień i spokojnie dowieźć prowadzenie do ostatniej syreny. Ostatecznie Piotrkowianin wygrał 30:26. Za tydzień rywalem MKS-u będzie grający zdecydowanie poniżej oczekiwań zespół Viretu Zawiercie.

<b>Włókniarz Konstantynów Łódzki - Politechnika Anilana Łódź 19:18 (12:7) </b>

Włókniarz: Brański, Biernat, Superson - Borsuk 5 (2/2), Jencz 4, Kubiak 4, Bartosz Borsiak 2, Lux 2, Włodarczyk 1, Zajc 1, Rutkowski, Michał Borsiak, Pietrzak, Główczyński. Karne: 2/2 Kary: 22 minuty (Kubiak x3, Główczyński x2, Lux x2, Rutkowski x2, Michał Borsiak, Włodarczyk) Czerwona kartka: Kubiak (gradacja kar, 48 minuta), Rutkowski (odepchnięcie rywala, 51 minuta) Anilana: Bartczak, Łukasik, Matulski - Witkowski 6 (6/8), Rutkowski 4, Stępień 2, Wawrzyniak 2 (0/1), Daniel Strzebiecki 2, Bilichowski 1, Kucharski 1, Kamil Strzebiecki, Morąg, Pawlak, Misiak, Gawski. Karne: 6/9 Kary: 6 minut (Morąg x2, Kamil Strzebiecki)

Zgromadzeni w sobotni wieczór w konstantynowskiej hali CSiR kibice byli świadkami bodajże największej sensacji w całym sezonie. Ostatni w drugoligowej tabeli Włókniarz, który z poprzednich 15 spotkań wygrał raptem jedno pokonał mierzącą w awans do I ligi Anilanę, która ostatni raz zeszła z parkietu pokonana w dziesiątej kolejce, a łącznie przegrała tylko 3 razy. Co prawda przed rokiem Anilana również niespodziewanie przegrała w Konstantynowie, jednak w bieżących rozgrywkach jest zespołem mocniejszym i przed meczem słusznie zadawano sobie pytanie jaki będzie rozmiar zwycięstwa ekipy z Łodzi. Goście podeszli chyba jednak do meczu zbyt rozluźnieni i pewni siebie, a nie od dziś wiadomo, że oprócz umiejętności niezwykle ważna jest ambicja i ofiarność. Pod tym względem konstantynowianie byli zdecydowanie lepsi. W łódzkiej ekipie zaś nie było ani jednego zawodnika, który zagrałby na swoim normalnym poziomie, w trudnej chwili zabrakło lidera, który poprowadziłby drużynę do wygranej. Mecz zaczął się od prowadzenia Anilany, dla której bramkę zdobył wychowanek Włókniarza - Daniel Stępień. W kolejnych minutach trwała wymiana ciosów. Od początku spotkania bardzo dobrze w barwach gospodarzy prezentował się rozgrywający Filip Jencz. To on w 14 minucie wyprowadził swoją ekipę na prowadzenie 7:6. Chwilę później po raz pierwszy z rzutu karnego pomylił się Kamil Witkowski, a kolejne trzy gole rzucili gospodarze.

Łodzianie kompletnie nie radzili sobie z agresywną obroną gospodarzy (w całym meczu otrzymała aż 11 wykluczeń) i świetnie dysponowanym sporych gabarytów bramkarzem Włókniarza Grzegorzem Brańskim. W efekcie trzecia drużyna mazowieckiej drugiej ligi w ostatnim kwadransie rzuciła zaledwie jedną bramkę i do szatni zeszła oszołomiona stratą pięciu goli do Włókniarza (12:7). Wydawało się, że przerwa otrzeźwieje nieco łodzian, jednak w pierwszych minutach to gospodarze dalej grali swoje. Po trzech z rzędu bramkach wygrywali już 15:7 i sensacja była na wyciągnięcie ręki. Zdobywanie goli przychodziło Anilanie bardzo ciężko, ale z minuty na minutę przewaga gospodarzy topniała. Gospodarze mieli spore problemy z pokonaniem doskonale znanego w Konstantynowie Tomasza Matulskiego. W 49 minucie trzeciego karnego z rzędu wykorzystał Kamil Witkowski i było już tylko 16:14. Chwilę później bezpośrednią czerwoną kartkę otrzymał filar konstantynowskiej defensywy Tomasz Rutkowski i wydawało się, że Anilanie uda się dopaść gospodarzy. Ci grali jednak wciąż bardzo ofiarnie w defensywie. W 55 minucie kolejny skuteczny karny Witkowskiego sprawił, że Anilana złapała kontakt z Włókniarzem (18:17). Na dwie minuty przed końcem arcyważną bramkę dla gospodarzy rzucił Bartosz Borsiak. Szybko odpowiedział grający poniżej oczekiwań lider Anilany Piotr Rutkowski. Na 60 sekund przed końcem w dobrej okazji nie trafił na remis Dawid Bilichowski i jasne stało się, że Anilana tego meczu już nie wygra. Była jednak szansa na remis. Gospodarze stracili piłkę w ataku i łódzka ekipa miała dwanaście sekund na doprowadzenie do wyrównania. W ostatniej akcji piłkę dostał obrotowy Kamil Strzebiecki, ale trafił w bramkarza. Był jednak faulowany i sędziowie zdecydowali o podyktowaniu rzutu karnego. Już po syrenie końcowej Kamil Witkowski przegrał jednak próbę nerwów z Konradem Supersonem i trafił tylko w słupek. Porażka poważnie skomplikowała szanse łódzkiej ekipy na zajęcie czołowych dwóch lokat, które mogłyby dać upragniony awans do I ligi. Dystans pomiędzy czołowymi ekipami mazowieckiej drugiej ligi jest tak niewielki, że niewykluczone, że strata tych punktów będzie brzemienna w skutkach. Jedno jest pewne - limit wpadek łodzianie już wykorzystali. Dla Włókniarza wywalczone w sobotę dwa punkty mogą być na wagę złota. Pozwoliły one podopiecznym Pawła Kraski opuścić ostatnią lokatę w tabeli, dają też nadzieje, że uda się uratować ligowy byt.

<b>ChKS Łódź - Mazur Sierpc 22:25 (9:14) </b>

ChKS: Łuczyński, Antosik - Fałdrowicz 9 (4/4), Sergiusz Przybylski 4 (2/2), Kaźmierczak 3, Kuśmierczyk 2, Zasada 2, Witczak 1, Stężała 1, Norbert Przybylski, Winiarski, Świątkiewicz, Darnowski, Pietrusiak, Walczak. Karne:8/8 Kary: 14 minut (Pietrusiak x2, Sergiusz Przybylski x2, Zasada, Walczak, Kaźmierczak)

Wciąż bez punktu w rundzie rewanżowej pozostaje Chojeński Klub Sportowy. Gospodarze walczyli ambitnie w meczu z faworyzowaną ekipą z Sierpca, jednak nie byli w stanie urwać rywalom choćby punktu. Sporym problemem dla trenera Walickiego jest brak kilku podstawowych zawodników. Treningów w nowym roku nie wznowił Oskar Kempiński, kontuzjowany jest bardzo obiecujący leworęczny gracz - Artur Urbański. Bez nich w składzie trudno o punkty z drużynami ze ścisłej czołówki drugiej ligi. Mecz od początku ustawili pod swoje dyktando sierpczanie. W 9 minucie prowadzili już 6:1. W drużynie ChKS-u dwoił się i troił Rafał Fałdrowicz, po którego czwartej z rzędu bramce w 18 minucie było juz tylko 6:9. W 23 minucie po golu Sergiusza Przybylskiego ChKS złapał kontakt z drużyną gości (9:10). Niestety ostatnie minuty zdominowali gracze z Sierpca. Cztery gole z rzędu dały im pewne prowadzenie do przerwy 14:9. Podobnie jak w pierwszej odsłonie pierwsze minuty drugiej połowy należały do gości, którzy powiększyli przewagę do stanu 11:19. Gospodarze próbowali grać agresywniej, ale efektem były jedynie liczne wykluczenia. Sierpczanie do samego końca utrzymywali bezpieczną przewagę. Dopiero w ostatnich sekundach, gdy było już jasne, że wygrają, zawodnicy z Łodzi zdołali odrobinę podreperować rezultat. Za tydzień ChKS jedzie do hali przy ul. Sobolowej na derbowy pojedynek z Anilaną. Dla obu ekip będzie to nie tylko bardzo prestiżowe spotkanie, ale również okazja do przełamania.

<b>SPR Pabiks Pabianice - MKS Wieluń 20:28 (9:10) </b>

Pabiks: Oklejak, Olek, Forc - Kiełbasiński 7 (1/1), Gościłowicz 4 (0/1), Pielesiak 3, Walocha 2, Walczak 2, Nowicki 1, Strzelec 1, Stawicki, Dybcio, Zajączkowski, Janczak, Trojanowski, Pieczyński. Karne: 1/2 Kary: 20 minut (Zajączkowski x3, Gościłowicz x2, Trojanowski x2, Kiełbasiński, Walocha, Dybcio) Czerwona kartka: Zajączkowski (gradacja kar, 56 minuta) MKS: Waloch, Wolniaczyk - Paweł Dutkiewicz 9 (3/4), Piwnicki 6, Torchała 3, Młodzieniak 3, Majda 2, Węcek 2, Bernaś 2, Krzysztof Dutkiewicz 1, Głowacki, Mielczarek, Michał Łuczak, Tomasz Łuczak, Pawelec, Klimas. Karne: 4/5 Kary: 6 minut (Węcek x2, Mielczarek)

Kolejne pewne punkty wielunian. Pierwsza połowa co prawda zwiastowała emocje do samego końca jednak drugie trzydzieści minut już bezapelacyjnie należało do przyjezdnych. Mecz zaczął się od dwóch bramek gości. Pierwsze trafienie gospodarze zanotowali dopiero w ósmej minucie. Trzy minuty później bramka Bartosza Gościłowicza dała im wyrównanie (3:3). Kolejne minuty były bardzo wyrównane z lekkim wskazaniem na gospodarzy, którzy grali świetnie w defensywie i po bramce Marcina Walczaka w 21 minucie prowadzili już 9:6. Wtedy o czas poprosił szkoleniowiec MKS. Reprymenda obudziła gości, którzy uporządkowali grę na tyle aby do szatni zejść z jednobramkowym prowadzeniem (9:10). Początek drugiej połowy to popis gry wielunian, którzy szybko powiększyli prowadzenie do czterech trafień. Aktywny w tym okresie był zwłaszcza Paweł Dutkiewicz, który rzucił pierwsze trzy bramki po wznowieniu gry. W kolejnych minutach Pabiksowi udało się jedynie utrzymać 4-5 bramkową stratę z nadzieją na zwrot w końcówce. Pomiędzy 45 a 52 minutą goście rzucili jednak 6 bramek pod rząd i wyszli na prowadzenie 24:14. Stało się jasne, że MKS wygra ten mecz. W końcówce nie było już emocji i Pabiks przegrał ostatecznie 20:28. Po sobotnim zwycięstwie Włókniarza nad Anilaną porażka Pabiksu oznacza, że wrócił na ostatnie miejsce w ligowej tabeli. Co gorsza po trzech meczach nie widać radykalnej zmiany na lepsze w grze drużyny trenera Adama Jędraszczyka.