Pewne zwycięstwo Piotrkowianina. Jak poradzili sobie łódzcy szczypiorniści?

Za nami kolejny weekend z piłką ręczną. Jak poradziły sobie zespoły z Łódzkiego?
I liga, grupa A

MKS Piotrkowianin Piotrków Trybunalski - Nielba Wągrowiec 31:22 (17:14)

Piotrkowianin: Banisz, Procho - Woynowski 6, Surosz 5, Swat 4 (0/1), Zinchuk 3 (3/4), Mróz 3, Pacześny 3, Pakulski 2, Pożarek 2, Iskra 1, Góralski 1, Jankowski 1, Szczukocki, Chełmiński, Cichocki. Karne: 3/5 Kary: 10 minut (Pożarek x2, Chełmiński, Iskra, Surosz) Nadspodziewanie łatwo dwa punkty wywalczył w sobotę Piotrkowianin. Nielba Wągrowiec chociaż przed rokiem grała jeszcze w najwyższej klasie rozgrywkowej dziś jest zespołem w przebudowie i było to widać w hali Relax. W sobotę dotrzymywała gospodarzom kroku niewiele ponad 30 minut. Na początku meczu gospodarze grali nieskutecznie. Znakomicie w bramce Nielby spisywał się Cezary Marciniak, który zatrzymywał zarówno rzuty z drugiej linii, jak i ataki skrzydłowych. Sposób na niego od początku znaleźli za to obrotowi, którzy jeśli tylko łapali piłkę podawaną od rozgrywających to była z tego pewna bramka. Ku zaskoczeniu miejscowych kibiców w 11 minucie goście prowadzili już 6:3. Spora w tym zasługa oprócz broniącego jak w transie Marciniaka, także wysuniętego w obronie Nielby skrzydłowego Bartosza Biniewskiego, który utrudniał płynną grę gospodarzy w ataku. Pierwszą bramkę z drugiej linii Piotrkowianin rzucił dopiero w 13 minucie przy stanie 6:7. Od tamtej chwili gospodarze złapali właściwy rytm gry i w 22 minucie prowadzili już 13:8. Goście opanowali jednak nerwy i do przerwy, głównie dzięki skutecznej grze skrajnych rozgrywających - Roberta Kamyszka i Dariusza Widzińskiego zniwelowali stratę do 3 bramek. Zaraz po przerwie podopieczni Bartosza Świerada dorzucili dwa trafienia i wydawało się, że to początek emocji. Gospodarze jednak szybko wrócili na właściwe tory. Ważne bramki rzucili Filip Surosz, Adam Pacześny oraz Tomasz Mróz, a z karnego nie pomylił się Dmitro Zinchuk i w 37 minucie Piotrkowianin miał znów bezpieczną przewagę - 22:17. Goście nie byli w stanie odrobić tych strat. Aktywna, skoncentrowana defensywa gospodarzy i dobrze broniący Artur Banisz nie pozwalali gościom na wiele. Dlatego też z minuty na minutę rosło prowadzenie gospodarzy. W 49 minucie było już 26:19. Piotrkowianie grali z coraz większym polotem, czego dowodem były piękne bramki Tomasza Mroza i ostatnie w tym meczu trafienie miejscowych - gol Romana Pożarka, który w kontrze ośmieszył wkrętką bramkarza Nielby. Ostatecznie Piotrkowianin zwyciężył 31:22 i przy jednoczesnej porażce Ostrovii Ostrów Wielkopolski powiększył swoją przewagę nad drugim zespołem w tabeli do czterech punktów.

II liga grupa mazowiecka

Politechnika Anilana Łódź - KS Szczypiorniak Dąbrowa Białostocka 31:23 (16:11)

Anilana: Grzegorczyk, Bartczak, Łukasik - Rutkowski 6, Pawlak 4, Kamil Strzebiecki 4, Witkowski 3, Morąg 3, Wawrzyniak 2, Kucharski 2, Pałasiak 2, Misiak, Skowroński, Bilichowski. Karne: 0/0 Kary: 6 minut (Misiak, Morąg, Pałasiak) Planowa wygrana Anilany, która pozwala wciąż realnie myśleć o walce o awans do I ligi. Niespodziewanie w mecz dobrze weszli goście. Dwunasta drużyna mazowieckiej drugiej ligi szybko wyszła na dwubramkowe prowadzenie, które utrzymywała przez kilka kolejnych minut. W tym okresie gry obydwa zespoły zapominały o bronieniu dostępu do własnej bramki, czego efektem był wysoki wynik - w 10 minucie było bowiem 7:8. Gospodarze dali się wyszumieć przyjezdnym i wkrótce całkowicie zaryglowali dostęp do własnej bramki. Pomiędzy 9 a 22 minutą trwała niemoc strzelecka Szczypiorniaka. Anilana zaś spokojnie budowała swoją przewagę wychodząc na prowadzenie 12:8. Goście przełamali się w końcówce pierwszej odsłony zmniejszając straty do dwóch bramek (13:11), ale ostatnie trzy ciosy w tej odsłonie zadali szczypiorniści Anilany, dzięki czemu zeszli do szatni przy bezpiecznym prowadzeniu 16:11. W drugiej połowie gospodarze kontrolowali wydarzenia na boisku. Po kwadransie było już 26:14, więc szkoleniowcy Anilany - Michał Matyjasik i Robert Sobór mogli poeksperymentować. Przewaga łodzian stopniała do ośmiu bramek, ale nie ma to większego znaczenia. Najcięższe mecze dopiero przed Anilaną. Za tydzień łódzki zespół zagra trudny mecz w Ostrołęce z tamtejszą Trójką. Tylko wygrana pozwoli zachować szanse na awans do I ligi.

MKS Wieluń - Czarni Regimin 41:22 (19:14)

MKS: Kolanek, Waloch - Paweł Dutkiewicz 8 (3/3), Torchała 7, Głowacki 6, Pawelec 3, Młodzieniak 3, Mielczarek 3, Krzysztof Dutkiewicz 3, Bernaś 2, Piwnicki 2, Węcek 1, Famulski 1, Tomasz Łuczak 1, Michał Łuczak 1, Majda. Karne: 3/3 Kary: 2 minuty (Pawelec)

Coraz pewniej do I ligi zmierza liderujący grupie 3 II ligi MKS Wieluń. Co prawda z meczów z ligowymi średniakami, jakim jest chociażby drużyna Czarnych Regimin nie można jeszcze wyciągać ostatecznych wniosków, jednak imponuje fakt z jaką regularnością i rozmachem grają podopieczni Tomasza Derbisa. Pierwszy kwadrans sobotniego starcia z regiminianami nie zwiastował jednak gładkiej wygranej. Goście walczyli jak równy z równym i w 15 minucie po trzeciej z rzędu bramce prowadzili już nawet 10:7. Wtedy o czas poprosił Tomasz Derbis i momentalnie jego drużyna zaczęła grać lepiej. W 20 minucie pierwsze prowadzenie dla MKS-u zdobył Dawid Głowacki (12:11). Dopiero jednak w końcówce tej odsłony urosło ono na bezpieczny dystans. Zadecydowały o tym szalone ostatnie dwie minuty, w których MKS zdobył pięć goli, pozwalając gościom tylko na jedną odpowiedź. O pierwszych dwudziestu minutach po przerwie regiminianie chcieliby pewnie jak najszybciej zapomnieć. Przegrali bowiem ten okres gry w stosunku 2:14. Wielunianie bez problemu rozbijali ataki przyjezdnych i karcili ich kontrami. Świetnie w tym czasie spisywali się skrzydłowi MKS-u: Kamil Młodzieniak i Dawid Głowacki. Gola numer 40 rzucił Tomasz Łuczak, chwilę później prowadzenie do 20 bramek podwyższył Łukasz Piwnicki. W ostatniej akcji wynik meczu na 41:22 ustalił regiminianin Rafał Krajewski, brat reprezentacyjnego skrzydłowego Przemysława. Za tydzień przed MKS Wieluń mecz prawdy - wyjazdowe spotkanie z wciąż mającą nadzieję na pozycję barażową drużyną AZS UW Warszawa. Wygrana MKS-u sprawi, że jedną nogą będą już przynajmniej na miejscu barażowym.

KS Uniwersytet Radom - KKS Włókniarz Konstantynów 39:21 (20:11) Włókniarz: Superson, Brański, Biernat - Jencz 11 (6/7), Michał Borsiak 2, Bartosz Borsiak 2, Zajc 2, Kubiak 2 (0/1), Opara 1, Lux, Pietrzak. Karne: 6/8 Kary: 10 minut (Michał Borsiak x2, Jencz, Lux, Pietrzak) Nie było emocji w meczu Włókniarza z Uniwersytetem Radom. Gospodarze przewyższali ambitnych graczy KKS-u pod każdym względem i po opanowaniu nerwów z początku spotkania zaczęli z minuty na minutę powiększać przewagę. Ostatni remis notowaliśmy w szóstej minucie po trafieniu wyjątkowo tego dnia skutecznego Filipa Jencza (aż 11 bramek). W końcowych 10 minutach pierwszej połowy gospodarze wrzucili piąty bieg i odjechali konstantynowianom na 9 bramek. W drugiej odsłonie goście grali tylko o jak najniższy wymiar kary. Udało im się nie stracić 40 bramek, chociaż trzeba przyznać, że akademicy byli blisko jej zdobycia. Jeszcze w 55 minucie prowadzili "tylko" 33:21. W ostatnich blisko 300 sekundach rzucili jednak 6 bramek nie tracąc żadnej (konstantynowianie zmarnowali w tym czasie rzut karny) i ostatecznie wygrali 39:21. W kolejnych dwóch meczach również trudno przypuszczać aby Włókniarz zapunktował, bowiem mierzyć się będzie z czołowymi ekipami AZS AWF Biała Podlaska oraz AZS UW Warszawa. Dopiero później podopiecznych Pawła Kraski czekają mecze o być albo nie być w II lidze.

AZS UMCS Lublin - ChKS Łódź 31:26 (15:11) ChKS: Górecki 1, Antosik - Darnowski 6 (2/3), Fałdrowicz 4 (1/1), Zasada 3, Walczak 3, Kuśmierczyk 2, Winiarski 2, Przybylski 1 (1/1), Urbański 1, Karolak, Zawadzki, Stężała, Pietrusiak. Karne: 4/5 Kary: 0 Udany rewanż AZS UMCS Lublin za wysoką porażkę z ChKS w pierwszej rundzie. Goście fatalnie rozpoczęli niedzielny pojedynek. W siódmej minucie przegrywali już 4:0. Pięć minut później gospodarze wciąż utrzymywali czterobramkowe prowadzenie (6:2), ale za chwilę sędziowie wykluczyli na dwie minuty Miłosza Drozda, z czego skwapliwie skorzystali łodzianie wygrywając grę w przewadze w stosunku 3:0. Warto dodać, że swoją bramkę rzucił nawet golkiper ChKS-u Damian Górecki, który skorzystał z faktu, że lublinianie grając w osłabieniu spróbowali wariantu z wyprowadzeniem bramkarza zostawiając swoją bramkę pustą. W 15 minucie było 8:7, niestety znów lepiej zaczęli grać gospodarze. Prawdziwy "dzień konia" miał w niedzielę skrzydłowy AZS-u Jakub Buksiński, który w całym meczu aż 14-krotnie pokonywał bramkarzy ChKSu. Po jego piątym z rzędu trafieniu akademicy wygrywali w 27 minucie już 14:9. Goście odrobinę poprawili swoją sytuację dzięki bramce Rafała Fałdrowicza, która ustaliła wynik do przerwy na 15:11. ChKS udanie rozpoczął drugie 30 minut. Po blisko 180 sekundach tracił do rywali już tylko dwa trafienia (16:14). W 42 minucie gospodarze znów jednak wygrywali czterema bramkami. Po jednym z fauli z kontuzją boisko opuścił lider drużyny z Chojen - Rafał Fałdrowicz. Zastępujący go - rekonwalescent Artur Urbański spisywał się poniżej oczekiwań, w efekcie gospodarze coraz łatwiej radzili sobie z atakami ChKSu. W 46 minucie było już 24:18, a cztery minuty później nawet 27:20. Dwie kolejne bramki padły łupem łodzian, ale nie zmieniły one losów spotkania. W końcówce gospodarze nie pozwolili już na zniwelowanie strat i ostatecznie pewnie wygrali 31:26. Tym samym lublinianie zbliżyli się w ligowej tabeli na punkt do ChKS-u, który aktualnie zajmuje dziewiątą pozycję ze stratą trzech oczek do ósmej Trójki Ostrołęka.

AZS AWF Warszawa - SPR Pabiks Pabianice 39:28 (19:15)

Pabiks: Oklejak, Forc - Gościłowicz 6, Kiełbasiński 5, Pielesiak 4, Nowicki 4, Orliński 3, Pluciński 2, Zajączkowski 2, Stawicki 1, Walczak 1, Dybcio, Janczak.