Pabianicki Półmaraton, czyli gorące rozpoczęcie sezonu

Blisko 1100 zawodników ukończyło szóstą edycję półmaratonu w Pabianicach
Pierwszy na mecie zameldował się Ukrainiec Paweł Olijnyk z czasem godzina i siedem minut, wśród kobiet tryumfowała Zuzanna Mokros z Pabianic z wynikiem godzina i dwadzieścia dwie minuty. Półmaraton w Pabianicach zainaugurował tegoroczną edycję Cyklu Biegów o Puchar Marszałka Województwa Łódzkiego.

By opisać atmosferę dzisiejszego biegu można by sparafrazować piosenkę Kultu "Parada wspomnień" i napisać kwietniowe słońce tak praży, chłodzą nas wody strumienie. Niestety tylko pierwsza część cytatu się sprawdziła w Pabianicach. Słońce prażyło niemiłosiernie, przez co część zawodników szybko musiała przystosowywać swoje zimowe stroje do lata, które zawitało do Pabianic w pierwszy weekend kwietnia. Na bok leciały czapki, opaski na uszy, kurtki a nawet rękawiczki. Kto mógł zamieniał długie spodnie na krótkie by tylko uniknąć przegrzania.

Tak jak w zeszłym roku impreza zorganizowana była na bardzo wysokim poziomie. Pakiety startowe można było odbierać od wczoraj, stąd też organizatorom udało się uniknąć tłoku w biurze zawodów. W pakietach startowych tradycyjnie już znalazły się ręczniki z nazwą biegu oraz kilka innych przydatnych biegaczom gadżetów. Nowością w tym roku było utworzenie parkingu na terenie ośrodka MOSiR skąd startował bieg - udało się przez to uniknąć problemów z parkowaniem, które w poprzednich latach były zmorą przyjezdnych.

Ale wróćmy do biegu. W tegorocznej edycji utrzymano tę samą, atestowaną, trasę co rok temu. Prowadziła ona w całości asfaltem, co przypadło do gustu tym, którzy niedzielny bieg potraktowali jako ostatni sprawdzian przed zbliżającym się wielkimi krokami łódzkim maratonem.

- Biegam od roku, a to był mój piaty półmaraton - opowiadał spotkany w kolejce do posiłku regeneracyjnego pan Krzysztof z Łodzi. - Mam bardzo ambitny plan: za dwa tygodnie maraton w Łodzi, a tydzień po naszym maraton w Warszawie. Nie nastawiam się na żaden czas, oba chcę po prostu ukończyć. Dzisiaj biegło mi się bardzo dobrze, lubię jak trasa w całości prowadzi asfaltem, jak nie ma piachu wtedy można pobiec szybciej i osiągnąć lepszy wynik. Dzisiaj poprawiłem swoją dotychczasową życiówkę i od teraz to 1 godzina 44 minuty i 9 sekund. W Pabianicach bardzo mi się podobało i na pewno wrócę tu za rok.

Pomimo trudnych warunków, do Pabianic za rok wróci też Pani Julia, która jest stałą bywalczynią tej imprezy.

- Ledwo żyję. Ubrałam się za grubo no i się zagotowałam na trasie - mówiła na mecie Julia Kalenbach, i dodaje: - Liczyłam, że pobiegnę trochę szybciej, ale na przedostatnim kilometrze zrobiło mi się słabo i musiałam iść. Półmaraton ukończyłam w 2 godziny i 16 minut. To nie jest mój najlepszy wynik. Biegam od dawna, zarówno półmaratony jak i maratony. Najdalej na maratonie byłam w Sydney w Australii. W Pabianicach podoba mi się sympatyczna atmosfera i to, że trasa jest praktycznie płaska.

Upał dawał się we znaki wszystkim zawodnikom, nie pomagała też trasa, która w większości prowadziła odsłoniętą drogą. Na trasie biegu na uczestników czekały trzy punktu odżywcze, gdzie największym powodzeniem cieszyły się kubeczki z wodą, a w dalszej kolejności banany, czekolada i cukier w kostkach. Część biegaczy pierwsze co robiła po złapaniu kubeczka z wodą to oblewała nią sobie głowę by choć trochę się ochłodzić. Niestety pomimo dużego wsparcia ze strony strażaków na trasie nie znalazła się żadna kurtyna wodna.

Na mecie na wszystkich uczestników czekały pamiątkowe medale, a w rozstawionych namiotach gorący posiłek oraz chleb ze smalcem i ogórki. Piękna pogoda sprawiła, że po zaspokojeniu pragnienia i odebraniu posiłku regeneracyjnego impreza zamieniła się w piknik. Długo po zakończeniu zawodów w okolicy namiotów zawodnicy rozmawiali i wymieniali się wrażeniami z ukończonego biegu.

Kolejny półmaraton w Pabianicach już za rok, a wyniki tegorocznego można znaleźć na stronie: http://wyniki.datasport.pl