Sport.pl

Zwycięstwa ChKS i Anilany, czyli wyniki II ligi piłki ręcznej

W ostatni weekend grali tylko drugoligowcy, jeśli chodzi o piłkę ręczną. Jak poradziły sobie drużyny z Łódzkiego?
II liga, grupa 3 MKS Wieluń - Politechnika Anilana Łódź 26:33 (14:16)

MKS: Kolanek, Waloch - Węcek 7, Majda 6, Piwnicki 3 (1/1), Paweł Dutkiewicz 3 (1/2), Bernaś 2, Torchała 2, Głowacki 1, Famulski 1, Mielczarek 1, Krzysztof Dutkiewicz, Klimas, Młodzieniak, Tomasz Łuczak, Pawelec. Karne: 2/3 Kary: 10 minut (Mielczarek x2, Bernaś, Famulski, Łuczak)

Anilana: Bartczak, Grzegorczyk - Witkowski 11 (4/5), Rutkowski 7 (1/1), Wawrzyniak 6, Daniel Strzebiecki 3, Pałasiak 2, Pawlak 2, Morąg 2, Stępień, Gawski, Misiak, Bilichowski, Kucharski, Kamil Strzebiecki. Karne: 5/6 Kary: 6 minut (Morąg, Rutkowski, Pałasiak)

Pierwsza w tym sezonie porażka we własnej hali MKS-u Wieluń sprawiła, że gospodarzom pozostaje już tylko walka o drugie miejsce gwarantujące grę w barażach. Wciąż za to pozostaje w grze o pierwsze miejsce Anilana, chociaż ma w tej chwili dwa punkty mniej od MKS-u.

Przed meczem zdecydowanym faworytem mimo dwóch porażek z rzędu byli gospodarze. We własnej hali MKS nie zwykł przegrywać, w ciagu dwóch ostatnich sezonów zszedł tam pokonany z drugoligowym rywalem tylko raz i miało to miejsce półtora roku temu, w październiku 2014 roku (porażka jedną bramką z AZS UW Warszawa). Sobotni pojedynek rozpoczął się zgodnie z życzeniami miejscowych kibiców. Co prawda wynik z rzutu karnego otworzył Kamil Witkowski, jednak dobrze dysponowany tego dnia obrotowy MKS-u Radosław Majda odzyskał prowadznie po dwóch z rzędu bramkach, a chwilę później po golu prawego rozgrywającego Michała Bernasia było już 4:2. Anilana nie pozwoliła jednak gospodarzom rozwinać skrzydeł i po bramkach Damiana Wawrzyniaka i dwóch trafieniach z rzutów karnych Kamila Witkowskiego znów była na prowadzeniu (4:5). Za chwilę gospodarze wyrównali, ale kolejne trzy bramki padły łupem przyjezdnych. Trener gospodarzy - Tomasz Derbis poprosił o czas, ale jego uwagi na niewiele się zdały. W 19 minucie po bramce Bartosza Pawlaka goście prowadzili już bowiem 12:7. Bardzo dobrze w łódzkiej bramce spisywał się Bartłomiej Bartczak, który doskonale zastępuje zawieszonego na 6 meczów po awanturze w Ostrołęce doświadczonego Tomasza Matulskiego. W końcówce pierwszej odsłony Bartczak doznał jednak kontuzji, na szczęście dla łodzian godnie zastąpił go wracający do wysokiej formy Adrian Grzegorczyk. Gospodarze nie dawali za wygraną i w 28 minucie po trafieniu najskuteczniejszego tego dnia środkowego rozgrywającego Krzysztofa Węcka tracili do ekipy z Łodzi już tylko dwie bramki (12:14). Taki dystans utrzymał się do syreny kończącej pierwszą połowę (14:16). Zaraz po przerwie karnego nie wykorzystał grający znakomity mecz Kamil Witkowski, ale mimo wszystko Anilana zdołała powiększyć prowadzenie do trzech bramek po golu Damiana Wawrzyniaka (16:19). Wtedy gospodarze wrzucili piąty bieg i po trzech z rzędu bramkach wyrównali stan mecz na 19:19. 3 minuty później po golu Krzysztofa Węcka było już 21:20 i wydawało się, że wielunianie złapali wiatr w żagle. Za chwilę dwuminutowe wykluczenie otrzymał jednak Michał Bernaś, a jego absencję bezlitośnie wykorzystali łodzianie. Gdy Bernaś wrócił na boisko było już 23:21 dla Anilany, za niedługo potem znów goście grali w przewadze i ponownie ją wygrali. W 48 minucie było już 26:21 dla podopiecznych Michała Matyjasika i Roberta Sobóra, ale to nie był koniec popisu łódzkiej ekipy. Po bramce Macieja Torchały kolejne trzy bramki w odpowiedzi rzucili Daniel Strzebiecki, Damian Wawrzyniak i jeden z najlepszych na boisku Piotr Rutkowski. Było 22:29 i stało się jasne, że Anilana zdobędzie bezcenne dwa punkty. W szczytowym momencie przewaga łodzian wzrosła do ośmiu bramek (24:32), ostatecznie skończyło się siedmiobramkową wygraną 33:26. Zwycięstwo nad dotychczasowym wiceliderem otwiera nowe możliwości przed łódzką ekipą. W tym tygodniu , w środę, Anilana rozegra zaległy mecz z liderującym AZS AWF Biała Podlaska (początek spotkania o godzinie 17:30) oraz pojedynek 23 kolejki z Mazurem Sierpc. Mecze te dadzą odpowiedź na pytanie czy łodzianie są w stanie wygrać mazowiecką drugą ligę. O wygrane będzie bardzo ciężko, ale w formie jaką Anilana zaprezentowała w Wieluniu nie są one niemożliwe.

ChKS Łódź - KKS Włókniarz Konstantynów 25:20 (11:10)

ChKS: Antosik, Łuczyński - Przybylski 6(4/4), Urbański 5, Darnowski 4(2/3), Karolak 3, Zasada 2, Kuśmierczyk 2, Łuczyński Ł. 1,Walczak 1, Rokicki 1, Górniak, Świątkiewicz, Stężała, Kaźmierczak, Pankowski.

Karne: 6/7

Kary: 14min (Świątkiewicz x2, Kaźmierczak x2, Rokicki x2, Walczak)

Włókniarz: Biernat, Brański, Superson - Jencz 5 (3/3), Borsuk 4 (2/2), Zajc 3, Bartosz Borsiak 2, Lux 2, Przybysz 2, Michał Borsiak 1, Pietrzak 1, Knol, Drelich, Opara, Kubiak, Główczyński. Karne: 5/5 Kary: 12 minut (Michał Borsiak x2, Główczyński, Knol, Lux, Kubiak).

Bez taryfy ulgowej potraktowali rywali z Konstantynowa zawodnicy Chojeńskiego Klubu Sportowego. Drugoligowy byt Włókniarza wisi zatem dalej na włosku. O być albo nie być szczypiornistów z Konstantynowa zadecydują dwa najbliższe mecze z Pabiksem Pabianice oraz Szczypiorniakiem Dąbrowa Białostocka. Sobotnie derby lepiej rozpoczęli goście. W 16 minucie po bramce Michała Borsiaka prowadzili 5:3. Podopieczni Tomasza Walickiego zdołali jednak szybko zniwelować straty i już do samego końca pierwszej połowy zespoły rzucały bramka za bramkę. Do przerwy o jedno trafienie lepsi byli łodzianie (11:10).

Pierwsze minuty po przerwie wciąż były bardzo zacięte. W 38 minucie przy stanie 14:13 dwuminutowe wykluczenie otrzymał Michał Borsiak co skrzętnie wykorzystali gospodarze rzucając trzy bramki z rzędu i odskakując na 17:13. Goście mieli problem ze zdobywaniem bramek z gry, jedyne trafienia w tym okresie zaliczali z rzutów karnych, które bezbłędnie egzekwował Filip Jencz. Po trzech kwadransach ChKS prowadził 20:15, pięć minut później, po dwóch kolejnych trafieniach Sergiusza Przybylskiego, gospodarze wygrywali już 22:16 i stało się jasne, że tylko kataklizm mógłby odebrać im wygraną. Ten jednak nie nastąpił i gospodarze spokojnie dowieźli wysokie prowadzenie zwyciężając ostatecznie 25:20.

SPR Pabiks Pabianice - AZS AWF Biała Podlaska 20:29 (11:14)

Pabiks: Olek, Oklejak, Forc - Gościłowicz 4, Walocha 3, Nowicki 3, Zajączkowski 3, Pielesiak 2, Kiełbasiński 2, Domagalski 1, Cieślik 1, Dybcio 1, Pietrzykowski, Szymański.

W ubiegłym tygodniu doszło w Pabianicach do zmiany trenera. Adama Jędraszczyka, który zdobył z Pabiksem zaledwie cztery punkty, zastąpił inny łodzianin, były środkowy rozgrywający m.in. Anilany Kacper Żuk, którego wspierał będzie pabianicki weteran - Bartosz Gościłowicz. Zmiana na ławce trenerskiej nie przyniosła póki co skutku. Ale przynieść nie mogła, bowiem debiut nowego duetu trenerskiego przypadł na mecz z liderem - AZS AWF Biała Podlaska. Mecz był wyrównany przez blisko 25 pierwszych minut. Od stanu 9:9 skuteczniej zaczęli grać goście i już do przerwy uzyskali bezpieczną przewagę (11:14). W drugiej połowie znakomicie w bramce AZS-u spisywał się wychowanek łódzkiej Anilany - Damian Chmurski, który obronił m.in. dwa rzuty karne i liczne kontry Pabiksu. W efekcie po 10 minutach drugiej odsłony prowadzili już 20:13. W końcówce nie było już emocji. Ostatecznie gospodarze ulegli liderowi 20:29. W następnej kolejce przed pabianiczanami mecz ostatniej szansy przeciwko Włókniarzowi Konstantynów.