Sport.pl

Łatwe zwycięstwo Piotrkowianina. Jak zagrali drugoligowcy?

Piotrkowianin odniósł łatwe zwycięstwo w meczu z MOSiR Bochnia. Jak poradziły sobie inne drużyny piłki ręcznej z Łódzkiego?
I liga, grupa B

MKS Piotrkowianin Piotrków Trybunalski - MOSiR Bochnia 31:18 (15:9)

Piotrkowianin: Banisz, Procho, Pietruszka - Swat 7/4, Iskra 5, Zinchuk 4, Pakulski 3, Góralski 3, Jankowski 2, Pacześny 2, Wędrak 2/1, Mróz 1, Chełmiński 1, Pożarek 1, Szczukocki.

Kary: 4 min (Pożarek x2).

Karne: 5/5

Gładkie zwycięstwo Piotrkowianina odniesione mimo braku liderów - Szymona Woynowskiego i pauzującego od kilku meczów Filipa Surosza. Wynik oscylujący wokół remisu utrzymywał się tylko do 17 minuty. Końcówkę pierwszej odsłony gospodarze rozegrali koncertowo. W efekcie do szatni zeszli przy komfortowym prowadzeniu 15:9. W drugich trzydziestu minutach podopieczni Rafała Przybylskiego kolejny raz pozwolili bochnianom rzucić tylko 9 bramek. W ofensywie byli o jedną bramkę lepsi niż przed przerwą i ostatecznie zwyciężyli 31:18. Warto jeszcze odnotować, że po wielu tygodniach do gry wrócił prawy skrzydłowy Piotrkowianina - Krystian Wędrak. W pierwszym meczu po kontuzji wychowanek Anilany rzucił 2 bramki (jedną z rzutu karnego).

II liga grupa mazowiecka

Politechnika Anilana Łódź - MKS Mazur Sierpc 22:30 (10:18)

Anilana: Łukasik, Grzegorczyk - Rutkowski 5 (1/1), Witkowski 3 (3/3), Daniel Strzebiecki 3, Wawrzyniak 3, Pawlak 2, Kucharski 1, Bilichowski 1, Kamil Strzebiecki 1, Morąg 1, Stępień 1, Skowroński 1, Pałasiak, Misiak, Gawski. Karne: 4/5 Kary: 6 minut (Kucharski, Pałasiak, Witkowski)

W fatalnym stylu Politechnika Anilana kończy tydzień, podczas którego rozegrała 3 mecze z ligową czołówką. Po wygranej w Wieluniu z MKS, środowej porażce z AZS AWF Biała Podlaska, w sobotę łodzianie otrzymali lekcję handball'a od Mazura Sierpc, który tym samym odebrał łódzkiej ekipie resztki szans na awans do I ligi. Anilana mecz rozpoczęła bez dwóch podstawowych bramkarzy - Tomasza Matulskiego i Bartłomieja Bartczaka. Tym razem ich brak był aż nadto odczuwalny. Odbite piłki, przez broniącego przez większą część meczu Michała Łukasika, można było policzyć na palcach jednej ręki. Nieco lepiej spisał się Adrian Grzegorczyk, który nie licząc epizodu w pierwszej połowie bronił ostatnie 10 minut zatrzymując kilka rzutów gości. Pewnym usprawiedliwieniem dla bramkarzy jest jednak fakt, że nie otrzymali należytego wsparcia od całego bloku defensywnego. Już początek meczu zwiastował łatwą wygraną gości. Po 4 minutach było już 0:3. W 11 minucie po bramce Adriana Prątnickiego sierpczanie prowadzili już 7:2. O czas poprosili wówczas szkoleniowcy łodzkiej ekipy - Robert Sobór i Michał Matyjasik. Ich uwagi nie przyniosły jednak pożądanego skutku. Anilana nadal męczyła się w ofensywie, brakowało podań do skrzydeł, szwankowała gra na dwóch kolowych, w dodatku goście zaskoczyli indywidualnym kryciem lidera Anilany - Piotra Rutkowskiego, wobec czego zdobywanie bramek przychodziło gospodarzom jeszcze trudniej. Łodzianie próbowali również zmienić system obrony, najpierw na 5-1 z wysuniętym Adrianem Kucharskim, a później nawet 4-2 z Kucharskim i Kamilem Witkowskim kryjącymi liderów MKS-u - Adriana Prątnickiego i Łukasza Lisickiego. Goście byli jednak przygotowani na takie warianty, Lisicki i Prątnicki zbiegali wówczas do koła, a grę organizowali pozostali gracze. Szczególnie udane były liczne akcje gości z prawego skrzydła, z którego nie zawodził Patryk Przygucki.W 24 minucie po drugiej z rzędu bramce goście wyszli na 6-bramkowe prowadzenie (7:13), które utrzymało się do 29 minuty, gdy z rzutu karnego na 10:16 trafił dla Anilany Kamil Witkowski. Goście zdołali zdobyć bramkę na 10:17. Do końca zostało nieco ponad 20 sekund i wtedy gospodarze w fatalny sposób zgubili piłkę w ataku dając sierpczanom szansę na gola z kontry. Rzucił go równo z syreną kończącą pierwszą połowę Tomasz Kozłowski. Początek drugiej odsłony nie wniósł niczego nowego do obrazu gry. Goście nie zadowolili się ośmiobramkową zaliczką, w 40 minucie wygrywali już 24:13. Łódzka ekipa była oszołomiona i zniechęcona. Anilana nie miała pomysłu na pokonanie golkipera z Sierpca. Pomiędzy 38 a 50 minutą zdobyła tylko dwie bramki. Taki brak skuteczności to pokłosie wielu przestrzelonych rzutów. W efekcie w 49 minucie notowaliśmy zawstydzający dla łodzian wynik 15:29. W końcówce gospodarze poprawili nieco humory licznie zgromadzonej w hali przy ulicy Sobolowej publiczności. Kilka efektownych i prowadzonych w szybkim tempie akcji pozwoliło zniwelować część strat. Ostatecznie Anilana uległa Mazurowi 22:30.

W ostatnich meczach łodzianie zagrają już tylko o obronę wysokiej czwartej lokaty w grupie 3 drugiej ligi. Za tydzień Anilanę czeka równie ciężki mecz co sobotni - piłkarze ręczni z hali przy ul. Sobolowej jadą bowiem na wyjazd do żądnych rewanżu za jesienną porażkę w Łodzi szczypiornistów AZS Uniwersytetu Warszawskiego.

KKS Włókniarz Konstantynów - SPR Pabiks Pabianice 23:24 (13:16)

Włókniarz: Biernat, Brański, Superson - Jencz 7 (0/1), Zajc 4, Borsuk 4, Pietrzak 3, Kubiak 2, Przybysz 1, Michał Borsiak, Lux 1, Knol, Bartosz Borsiak, Główczyński, Rutkowski. Karne: 2/3 Kary: 14 minut (Rutkowski x3, Borsuk, Pietrzak, Lux, Kubiak) Czerwona kartka: Rutkowski (gradacja kar, 59 minuta) Pabiks: Oklejak, Olek, Forc - Trojanowski 5, Kiełbasiński 4 (3/4), Nowicki 4, Gościłowicz 3, Pielesiak 2, Walczak 2, Zajączkowski 1, Walocha 1, Dybcio 1, Orliński 1, Walocha, Cieślik. Karne: 3/4 Kary: 10 minut (Kiełbasiński x2, Walczak, Gościłowicz, Walocha) Czerwona kartka: Walocha (58 minuta za zatrzymanie kontry)

Derbowy pojedynek "za 4 punkty" dla Pabiksu. Sobotnie starcie miało niebagatelne znaczenie dla walki o utrzymanie. Dzięki wygranej Pabianiczanie, kosztem Włókniarza, wydostali się ze strefy spadkowej. Do końca sezonu zostały jednak jeszcze trzy kolejki, żadna z ekip nie może być jeszcze pewna swojego losu. Sobotni mecz lepiej zaczęli goście. W 6 minucie po bramce Marcina Trojanowskiego wygrywali już 3:1. Kolejne 180 sekund należało jednak do gospodarzy, którzy po trzech kolejnych bramkach wyszli na prowadzenie 4:3. Przez kolejny kwadrans żadna z ekip nie potrafiła wyjść na wyższe niż 1-bramkowe prowadzenie. Udało się to w końcu Pabiksowi. Okres pomiędzy 23 a 30 minutą goście wygrali w stosunku 6:2 i do szatni schodzili prowadząc 16:13.

Po paru minutach drugiej połowy wydawało się, że mecz skończy się analogicznie jak pierwszy pojedynek między tymi drużynami, wygrany wyraźnie przez Pabiks. Goście dorzucili bowiem kolejne trzy bramki tracąc tylko jedną i w 36 minucie wygrywali 19:14. Na kwadrans przed końcem było już nawet 22:17 dla Pabiksu. Końcówka była jednak bardzo emocjonująca. Jeszcze w 52 minucie pabianiczanie prowadzili 24:20, kolejne dwie bramki zdobyli jednak konstantynowianie. Gospodarze mieli jeszcze co najmniej dwie wyborne okazje do zniwelowania strat, ale Bartłomiej Zajc, a chwilę później Marcin Kubiak przegrali pojedynki z Mateuszem Oklejakiem. Jeszcze lepszą okazję na zdobycie kontaktowej bramki miał Filip Jencz, który w 59 minucie egzekwował rzut karny po bezpardonowym zatrzymaniu kontrataku przez Jakuba Walochę (pabianiczanin otrzymał za to zagranie zasłużoną bezpośrednią czerwoną kartkę). I tym razem również niezawodny okazał się golkiper gości - pierwszoplanowa postać w całym meczu po stronie Pabiksu. Chwilę później przed podobną szansą na zdobycie gola stanęli goście, ale rzucający Bartłomiej Kiełbasiński trafił najpierw w słupek, a dobitkę wyekspediował nad bramkę. Zostało nieco ponad 60 sekund i w kolejnej akcji sędziowie wykluczyli Kiełbasińskiego, wobec czego zespoły grały mając w polu po czterech zawodników. Gospodarze zdołali zdobyć kontaktowe trafienie na nieco ponad 30 sekund przed końcem. Gol Bartłomieja Zajca był jednak ostatnim jaki zobaczyli tego wieczora kibice w Konstantynowie. Co prawda w kolejnej akcji Adrian Nowicki z Pabiksu popełnił błąd kroków, ale tym samym odpowiedział chwilę później Daniel Przybysz i za chwilę sędziowie odgwizdali koniec meczu.

Na trzy kolejki przed końcem na zdecydowanie lepszej pozycji w walce o utrzymanie jest Pabiks. Podopieczni trenerów Kacpra Żuka i Bartosza Gościłowicza zagrają za tydzień kolejny derbowy pojedynek, tym razem z ChKS, później zmierzą się u siebie z AZS UW Warszawa, a sezon zakończą wyjazdowym meczem ze Szczypiorniakiem Dąbrowa Białostocka, którego pokonali w pierwszej rundzie w Pabianicach. Z tym samym rywalem, i to już w najbliższej kolejce zmierzy się Włókniarz, później podopiecznych Pawła Kraski czekają jeszcze mecze z Trójką Ostrołęka i wyjazdowe spotkanie z Czarnymi Regimin. Warto jeszcze dodać, że sobotnie derby były ostatnim meczem w karierze etatowego obrońcy Włókniarza Konstantynów - Tomasza Rutkowskiego. 45-letni zawodnik jest weteranem drugoligowych boisk i niezwykle zasłużonym zawodnikiem dla Konstantynowa i Pabianic. Niestety ostatniego meczu Rutkowski nie dokończył, dostając jednocześnie dwie bardzo dyskusyjne kary wykluczenia w 58 minucie meczu.

AZS AWF Warszawa - MKS Wieluń 23:37 (10:15)

MKS: Waloch, Wolniaczyk - Paweł Dutkiewicz 12 (3/3), Krzysztof Dutkiewicz 4, Piwnicki 3 (0/1), Bernaś 3, Młodzieniak 3, Famulski 2, Mielczarek 2, Torchała 2, Głowacki 2, Majda 1, Kleszcz 1, Węcek 1, Klimas 1, Tomasz Łuczak. Karne: 3/4 Kary: 12 minut (Kleszcz x2, Majda, Torchała, Piwnicki, Klimas)

Po trzech kolejnych porażkach MKS Wieluń wraca do gry o baraże do I ligi. W Warszawie podopieczni Tomasza Derbisa nie dali najmniejszych szans AZS AWF i pewnie zwyciężyli 37:23. Goście bardzo szybko ustawili mecz. W 9 minucie prowadzili 5:2, siedem minut później nawet 9:4. W 26 minucie po trafieniu Kamila Młodzieniaka ze skrzydła MKS wygrywał już 14:7, końcówkę lepiej zagrali gospodarze, lekko podreperowując rezultat na 10:15. Emocje po przerwie skończyły się w okolicach 45 minuty. MKS prowadził wówczas już 25:15 i jedyną niewiadomą pozostawał rozmiar jego wygranej. Podrażnieni ostatnimi porażkami wielunianie nie zamierzali odpuszczać i do końca dążyli do jak powiększania zdobyczy bramkowej. Ostatecznie zwyciężyli aż 37:22 i w nieco lepszych nastrojach przystąpią do decydujących kolejek. W następnej zmierzą się we własnej hali z AZS UMCS Lublin, później przed MKS-em dwa bardzo ciężkie pojedynki - wyjazdowy mecz z Uniwersytetem Radom i domowy pojedynek z pewnym awansu do I ligi - AZS AWF Biała Podlaska.

ChKS Łódź - AZS UW Warszawa 19:27 (11:15) ChKS: Górecki, Antosik - Sergiusz Przybylski 6 (3/4), Urbański 4 (0/1), Darnowski 2, Pankowski 2, Stężała 2, Zasada 2, Witczak 1, Łuczyński, Norbert Przybylski, Górniak, Walczak, Świątkiewicz, Kaźmierczak, Kuśmierczyk. Karne: 3/5 Kary: 8 minut (Kaźmierczak, Górniak, Świątkiewicz, Stężała) Zasłużona wygrana AZS Uniwersytetu Warszawskiego w hali przy ul. Kosynierów Gdyńskich. ChKS dotrzymywał kroku faworytom ze stolicy tylko do 12 minuty gdy po bramce Artura Urbańskiego prowadził 6:5. Później wiatr w żagle złapali akademicy, którzy rzucili aż 6 bramek pod rząd przejmując całkowicie kontrolę nad wydarzeniami na boisku. ChKS nie radził sobie w ataku pozycyjnym, a gdy udawało się dojść do pozycji rzutowej to nader często szwankowała skuteczność. Do przerwy strata do AZS-u nie była jednak duża (11:15). Nadzieje kibiców z Chojen goście rozwiali już w pierwszych 10 minutach po przerwie, podczas których rzucili 6 bramek pozwalając łodzianom tylko na dwa trafienia. Najwyższe prowadzenie AZS zanotował w 53 minucie gdy po bramce Karola Praskiego było 17:27. Była to jednak ostatnia bramka warszawian. Ostatnie dwa gole rzucili dla ChKS Marcin Pankowski i Hubert Stężała, jednak nie poprawiły one humoru gospodarzom, którzy musieli przełknąć gorycz porażki.

Aktualnie łodzianie z 15 punktami zajmują 11 lokatę w grupie 3 II ligi. Wydaje się jednak, że realne jest zajęcie przez nich 9 miejsca. Warunkiem jest jednak zdobycie kompletu punktów w meczu następnej kolejki, w której rywalem podopiecznych Tomasza Walickiego będzie Pabiks Pabianice.

Więcej o: