Łódzkie pływanie na igrzyska olimpijskie czekało aż 64 lata

Władze Łodzi zorganizowały specjalne pływackie spotkanie dwóch pokoleń. Jerzy Boniecki, który startował na igrzyskach olimpijskich w 1952 roku, pogratulował sukcesu Aleksandrze Urbańczyk i Filipowi Wypychowi z AZS UŁ PŁ, którzy popłyną w Rio de Janeiro
- Jesteśmy dumni, że mamy tak wspaniałych sportowców - mówi Tomasz Trela, wiceprezydent Łodzi. - Zarówno Ola, jak i Filip są pełni energii i życzę, by ich wyniki w Rio były jak najlepsze. Jak widać, godziny spędzone na treningach nie poszły na marne i oboje pojadą na najważniejszą imprezę dla każdego sportowca.

Trela, zamiast pieniędzy na dalsze przygotowania, przekazał pływakom drobne upominki. - AZS UŁ PŁ skorzystał z funduszu olimpijskiego, a mam nadzieję, że te małe prezenty przyniosą w Brazylii szczęście - mówi wiceprezydent Łodzi.

Przy okazji o swoich przygotowaniach do igrzysk opowiedział Jerzy Boniecki, łodzianin i olimpijczyk z Helsinek 1952. - Nasz przygotowania były fatalne - nie owija w bawełnę Boniecki. - Cała nasza ekipa została ulokowana w ośrodku milicyjnym z basenem, który był... pęknięty. Pracownicy ciągle dolewali do niego wody, która miała zaledwie 12 stopni, czyli tyle, ile w kranie. Pojechaliśmy na igrzyska kompletnie nieprzygotowani, ale o tym nie było głośno mówić. Wyników oczywiście nie było żadnych. Mieliśmy 2-3 sekundy gorzej, niż rywale. Mieliśmy do dyspozycji basen olimpijski na dwie godziny dziennie, a kadra liczyła 17 osób.

Urbańczyk podziękowała włodarzom miasta. - Czuliśmy wsparcie finansowe z UMŁ, więc jest to nasz wspólny sukces - mówi pływaczka. - Obiecuję, że pokażemy się w Rio z jak najlepszej strony, by łodzianie i Polacy byli z nas dumni.

Filip Wypych, drugi z olimpijczyków na Rio podkreśla, że przygotowania idą zgodnie z planem. - Jest forma, mam nadzieję, że jeszcze przez te 10 tygodni zdołam jeszcze lepiej przygotować się do igrzysk - mówi zawodnik. - Chciałbym złamać wynik 22 sekund. To dałoby awans z eliminacji do półfinału.