Sport.pl

Radosław Mroczkowski o szkoleniu: "Łódź to piłkarska III liga"

- Jest takie powiedzenie, że zły trener nie nauczy dziecka gry nawet na najlepszym boisku, a dobry stworzy gwiazdę na kartoflisku - mówi Radosław Mroczkowski, trener Sandecji Nowy Sącz, a wcześniej m.in. Widzewa i młodzieżowych reprezentacji Polski
Łódź piłkarską białą plamą w rozgrywkach młodzieżowych

Jarosław Bińczyk: Od ilu lat jest pan trenerem?

Radosław Mroczkowski: Od 1992 roku.

Przez większą część swojej kariery zajmował się pan dziećmi i młodzieżą.

- Tak, zaczynałem od najmłodszych grup. Ale jedno chciałem sprostować: w 1992 roku zacząłem pracę z dziećmi, ale nie można powiedzieć, że od razu byłem trenerem. Najpierw byłem adeptem, a trenerem stałem się po blisko dziesięciu latach.

Pracował pan z reprezentacjami województwa. Pamięta pan rok, żeby żadna z nich nie zakwalifikowała się do ogólnopolskich finałów? Że w młodzieżowych reprezentacjach Polski jest tylko jeden łodzianin? Pisaliśmy o tym w środowej "Wyborczej".

- Zawsze pojawiał się ktoś ciekawy i uzdolniony, a reprezentacje grały w turniejach finałowych. Sam prowadziłem takie drużyny, były medale, czołowe miejsca. Przede wszystkim jednak byli zawodnicy, reprezentanci. Było ich widać we wszystkich rocznikach. Jak czytam, że dziś Łódź ma swojego przedstawiciela w kadrze na mistrzostwa Europy, to czegoś nie rozumiem. Przecież Mariusz Stępiński to już prehistoria, bo obecnie jest w Ruchu Chorzów, a u nas nie ma go od wielu lat.

Co jest przyczyną takiego regresu? Czy może słabość wiodących klubów, czyli Widzewa i ŁKS?

- Na pewno... Ale najpoważniejszy problem jest ten sam od wielu lat: to infrastruktura. Co prawda pojawiły się orliki, jednak wciąż nie ma dużych, trawiastych. Często pięć grup musi zmieścić się na jednej płycie, więc wszyscy wyrywają sobie te godziny czy nawet minuty. Podobnie jest w innych miejscach, co teraz obserwuję. Jednak w Łodzi to wielki kłopot. Nie ma też silnych Widzewa i ŁKS, czyli klubów przez lata nadających ton w szkoleniu. ŁKS kiedyś robił to w sposób wybitny, a Widzew się starał konkurować. Była też trzecia siła, czyli Łodzianka. Jak ktoś nie dostał się do tych najsilniejszych klubów, to szedł właśnie do niej. Zresztą drużyna juniorów rywalizowała z ŁKS i Widzewem. Silne były Start, Boruta. Dzisiaj ośrodka treningowego nie ma ani Widzew, ani ŁKS. Żeby dobrze szkolić, trzeba mieć gdzie...

Ale kłopoty z boiskami były w Łodzi niemal od zawsze. A reprezentanci pojawiali się znacznie częściej.

- Dziś w Łodzi nie ma wybitnych trenerów pracujących z młodzieżą. Kiedyś w ŁKS byli panowie Gutowski, Chojnacki, Pegza czy Tylak, w Widzewie: Dzieniakowski, Tąder, Westfal, Domagała, a w Łodziance pan Bilewicz. Od nich można było wiele się nauczyć. Nie chcę, żeby zabrzmiało, że się wymądrzam, ale brakuje dziś w Łodzi wykształconych trenerów. Szkółkę może założyć każdy, byli piłkarze idą na skróty: zagrali kiedyś w reprezentacji czy silnym klubie, robią szybkie kursy i stają się wielkimi trenerami. A praca z młodzieżą jest szczególna, bo trzeba uczyć i wychowywać. Jest takie powiedzenie, że zły trener nie nauczy dziecka gry nawet na najlepszym boisku, a dobry stworzy gwiazdę na kartoflisku. Powtarzam, że za dużo jest dróg na skróty. Coraz częściej jednak rodzice zwracają uwagę, kto będzie szkolił ich syna. Bo to tak jak w szkole, jeśli nauczyciel matematyki był słaby, to były problemy z tym przedmiotem, tak samo z wuefem.

Może jednak dzieci nie chcą tak chętnie jak kiedyś zapisywać się do klubów, zwłaszcza że wyniki Widzewa i ŁKS do tego nie zachęcają?

- Pamiętam, że gdy Widzew awansował do Ligi Mistrzów, akurat robiliśmy nabór. Miałem wtedy na treningu stu Marków Citków biegających w jednakowych koszulkach. Wtedy można było przeprowadzić selekcję.

Obecnie nam to nie grozi, bo nasze sztandarowe kluby będą grać w trzeciej lidze. Można jakoś odwrócić tę piramidę i zachęcić dzieci w inny sposób?

- Na kimś trzeba się wzorować, a przecież w Polsce jest kilku wybitnych zawodników. Znów jest moda na piłkę, ale trzeba umieć to wykorzystać. Brakuje nam jednak takich łódzkich idoli.

Trudno, żeby do gry w piłkę przyciągały wyniki ŁKS i Widzewa w III czy IV lidze.

- Na pewno jest to problem.

Władze Łodzi deklarują, że wybudują centra treningowe dla obu największych klubów, czyli jeden kłopot niedługo powinien zniknąć.

- Mam nadzieję. Ale jak już mówiłem, że gdy już będzie gdzie trenować, potrzebni będą kompetentni ludzie. Kiedyś w ŁKS wiadomo było, kto szkoli dziewięciolatków, kto 14-latków, bo taki był system. Od razu przychodzą na myśl nazwiska ich wychowanków: Marka Saganowskiego, Łukasza Madeja czy innych. Trzeba wiedzieć jednak, jak szkolić. Powstanie narodowy program szkoleniowy, ale ja widzę w tym dużą rolę łódzkiego związku. Mam wrażenie, że dziś panuje tam minimalizm. Uważam, że w ostatnich latach nie wychował się przy nim żaden wartościowy trener. Nikt, kto prowadził reprezentację regionu, nie poszedł dalej.

Wychowywanie trenerów jest rolą ŁZPN?

- Jeśli jakiś trener pracuje w związku wiele lat, to się w niego inwestuje, daje szansę, pcha się dalej. Dziś nikogo takiego nie widzę.

Słyszałem nawet opinie, że większość trenerów, powołując kadry, nie jeździ na mecze, a jedynie dzwoni do szkoleniowców klubowych i pyta o najzdolniejszych zawodników.

- Oczywiście, słyszałem, że tak się to często odbywa. Kiedyś szukając chłopaków do reprezentacji Łodzi, spotykałem się z trenerami na boiskach. Do dziś mogę wymienić nazwiska ludzi, którzy za moich czasów pracowali w klubach z danym rocznikiem. To właśnie jest ten minimalizm. Jeśli ktoś nie ma wyników, to znaczy, że się nie nadaje.

Ryszard Polak, odpowiadający w ŁZPN za szkolenie, uważa, że dzieci nie trenują w ŁKS, bo jego baza jest na Minerskiej, a to za daleko.

- To tylko wymówka. Od lat powtarzam, że z młodzieżą powinni pracować najlepsi, a tak nie jest.

Dlaczego?

- Ambitny trener, prowadzący przez kilku lat juniorów, pójdzie do IV ligi i zarobi kilka razy więcej.

Mówi się o tym od lat, ale nic się nie zmienia. Czy pana zdaniem mogłoby się do takiego programu włączyć miasto? Przecież ma budżet na szkolenie młodzieży.

- Może to trochę absurdalny pomysł, ale może miasto mogłoby opłacać ośmiu czy dziesięciu trenerów. Oczywiście musiałby powstać jakiś ranking, lecz wtedy taki szkoleniowiec miałby spokojną pracę, na której mógłby się skoncentrować. Dzisiaj wielu trenerów jest uzależnionych od rodziców, przez co nie mogą być prawdziwymi wychowawcami.

Na czym polega to uzależnienie?

- Choćby od składki, z której ma wynagrodzenie. Czasami trenerzy są więc nieobiektywni, starają się unikać konfliktów, bo inaczej mogą stracić robotę.

Ale tego nie da się uniknąć bez silnych i bogatszych klubów.

- Z pewnością tak. Przykładem tej degradacji jest nawet łódzka Szkoła Mistrzostwa Sportowego. Gdy zaczynałem w niej pracę, były tam bardzo mocne nazwiska, a selekcja była naprawdę ostra. Nikt od razu po szkole czy karierze nie zostawał trenerem. Przykładem jest Bogusław Pietrzak, który kiedyś szukał zdolnych zawodników dla szkoły, a dziś robi to dla Ruchu Chorzów. Trafiłem tam jako młody trener i miałem się od kogo uczyć. Dziś poziom jest niższy, co też ma wpływ na wyniki reprezentacji wojewódzkich.

Przyjeżdża pan do Łodzi z Nowego Sącza i często jeździ na mecze juniorów. Spotyka pan tam innych trenerów?

- Tak, oczywiście, ale w rozmowach słyszę tylko narzekanie.

Mówi pan o coraz gorszej jakości trenerów, ale przecież ŁZPN często organizuje kursy, konferencje.

- Chodzę na nie, czasami się czegoś dowiem. Ale generalnie służą one spotkaniu się ludzi. Merytorycznie nie stoją na najwyższym poziomie.

Od kogo najwięcej nauczył się pan w swojej karierze?

- Miałem szczęście zetknąć się z wieloma świetnymi trenerami, musiałbym ich po kolei wymieniać. W Widzewie podglądałem szkoleniowców prowadzących pierwszy zespół, w SMS byli Mirosław Westfal, Zygmunt Gutowski, Mirosław Dawidowski i inni. Najwięcej dały mi jednak reprezentacja Polski u Leo Beenhakkera i drużyny w łódzkim związku. Prowadziłem przez pięć czy sześć lat kadrę Łodzi, w której selekcji uczył mnie Bogusław Felczak. Jeśli przez wiele lat ma się okazję współpracować z trenerem, który zdobył mistrzostwo Europy do lat 16, to jest to wielka korzyść.

Chodzi o Andrzeja Zamilskiego?

- Tak, był zawsze dla mnie wzorem i stale to podkreślam.

Uchodzi pan za trenera, który nie boi się dawać szansy młodym zawodnikom.

- Prowadziłem drużyny od najmłodszej do ostatniego szczebla, dlatego niewiele mnie może zaskoczyć. To były dobre doświadczenia.

A ten mityczny system szkoleniowy. Mamy go w Polsce czy nie?

- Trzeba wiedzieć, jak szkolić. Inaczej szkolą Hiszpanie, inaczej Niemcy, inaczej Belgowie czy Holendrzy. Ale jest w tym jeden wspólny mianownik: wszystko robią skutecznie. Polacy nie mogą więc powielać systemów niemieckich czy angielskich, choćby ze względu na mentalność.

Na koniec chciałem zapytać, czy i kiedy łódzkiej piłce uda się wyjść z kryzysu?

- Wiele obiecuję sobie po oddaniu do użytku baz treningowych ŁKS i Widzewa. Utalentowanych dzieciaków nam nie brakuje, ale gdzieś po drodze się gubią. Cała sztuka polega, by ich nie tracić. Wzory mają choćby w reprezentacji. Boli, że Łódź ma problem. Mogę to podsumować w jeden sposób: tam, gdzie mamy dwa zespoły, jest cała nasza piłka. Nie ma się co oszukiwać: Łódź to dziś piłkarska trzecia liga.

Więcej o:
Komentarze (5)
Radosław Mroczkowski o szkoleniu: "Łódź to piłkarska III liga"
Zaloguj się
  • aussieozz

    Oceniono 12 razy 4

    Zatrudnic Mroczka jako derektora szkolenia z godziwym budzetem i wolna reka do zorganizowania sztabu i bedzie gitarka

  • 8c

    Oceniono 13 razy 3

    Jeszcze jeden parking zamiast boiska a co, kto zabroni, przecież mamy klakierów w gazetce klubowej którzy wszystko odwrócą na swoją modłę.
    Najpierw wszystko zniszczyć a potem wylewać krokodyle łzy to potraficie dziennikarzyny z "łódzkiego" dodatku, banda hipokrytów z Sienkiewicza!

  • 7abc7

    Oceniono 18 razy 2

    w dzienniku łódzki piszą że CBA sprawdza Urząd miasta w Łodzi jak się dopatrzą korupcji w amfiteatrze to już po AP.

  • oklodz61

    Oceniono 16 razy 2

    Wreszcie jakieś artykuły poruszające bardzo istotny temat. Chociaż, nie w pełni oddajace meritum sprawy.
    Znów w artykułach daje się zauważyć stronniczość klubową. Ale Gazeta od lat skutecznie "buduje" podział między klubami i robi wszstko, by tak pozostało ( m.in. obsesyjne redagowanie gazetki klubowej, bliskiemu im klubowi ). A to bardzo nie sprzyja odbudowie futbolu w Łodzi.
    Mam pomysł, co zrobić by zachęcić uzdolnionych chłopaków do trenowania w klubie. Wiem też, co zrobić by nic nie było przeszkodą skutecznie czynić to na Minerskiej. Jednak podpowię to tylko tym, co powinni wiedzieć.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX