Rio 2016. Filip Wypych rozpoczął już swoją olimpijską przygodę. Pływak już w Brazylii [WYWIAD]

Filip Wypych z AZS UŁ PŁ jest pierwszym łódzkim sportowcem, który już rozpoczął swoją olimpijską przygodę. W sobotę pływak poleciał do Brazylii, a aktualnie przebywa na obozie w Aracaju, skąd pojedzie już do Rio
Rozmowa z

Filipem Wypychem

olimpijczykiem, pływakiem AZS UŁ PŁ

Maciej Nowocień: Po piątkowym ślubowaniu już oficjalnie zostałeś olimpijczykiem.

Filip Wypych: To była bardzo miła uroczystość i czuję się wyróżniony. Coraz bardziej czuję, że jestem olimpijczykiem i wreszcie zdaję sobie sprawę, że jadę na igrzyska. Podczas ślubowania Paweł Korzeniowski czytał przysięgę olimpijską, a my w zasadzie musieliśmy powiedzieć tylko jedno słowo. Zostały nam wręczone nominacje olimpijskie i podpisaliśmy się na fladze, jak to jest w tradycji.

Z łódzkich sportowców do Brazylii wyleciałeś jako pierwszy.

- Pływacy byli pierwszą grupą, która została zaprzysiężona. Pierwsi też polecieliśmy do Brazylii. Kadra z naszego województwa rzeczywiście jest spora, bo z Łódzkiego o medale będzie walczyć aż 12 osób. Myślę, że godnie będziemy reprezentować nasz region.

Jak wyglądał okres pomiędzy mistrzostwami Europy a wylotem do Rio?

- Najpierw spędziliśmy dwa tygodnie na zgrupowaniu na Teneryfie. Treningi w Hiszpanii były najcięższe w całym okresie przygotowawczym. Po powrocie do Polski cały czas przebywałem w Warszawie, gdzie wspólnie z Pawłem Korzeniowskim trenowaliśmy pod okiem szkoleniowca Roberta Białeckiego. Ostatnie zajęcia różniły się od tych, które robiliśmy przed mistrzostwami Europy. Nie było czasu, żeby zrobić "bazę", czyli wytrzymałość, szybkość i tak dalej. Trzeba było wymyślić ciekawy plan, żebym pływał szybciej. Sądzę, że na razie się udaje. Aktualne wyniki wskazują na to, że powinienem w Rio pływać bardzo szybko.

Ważne, że obyło się bez kontuzji.

- Mogę odpukać, bo na całe szczęście na razie nie było większych kontuzji czy chorób. Pod względem przygotowania fizycznego ten sezon wygląda naprawdę dobrze. Jedynie podczas mistrzostw Europy w Londynie miałem problem z zębem, a to odbija się na całym organizmie. Myślę, że to miało wpływ na moje wyniki. W Szczecinie dawałem sobie już lepiej radę, co zresztą było widać po rezultatach.

W ostatnich dniach przed wylotem byłeś wyjątkowo zajęty. Trudno było się z tobą umówić na rozmowę.

- Miałem co robić. Byłem m.in. w Łodzi, by wesprzeć fundację Swim for a Dream, którą prowadzi mój przyjaciel Adam Jerzykowski. Z grupą 14 osób przez ostatnie dni walczyli z rzeką Wartą (śmiech). Pokonali w wodzie 500 km, by wesprzeć rozbudowę Instytutu Onkologii w Poznaniu. To bardzo fajny cel, bo chcą zrobić coś dobrego poprzez pływanie. Ja również staram się ich wspierać.

Stosowałeś jakieś specjalne metody, by przygotować organizm pod starty na innej półkuli?

- W Polsce nic takiego nie robiliśmy. Będziemy się przestawiać dopiero w Brazylii. Na razie nie było sensu, by stosować takie treningi. I tak musieliśmy zmienić strefę czasową aż o sześć godzin. Nie chcieliśmy obciążać naszych organizmów jeszcze w Polsce. Stwierdziliśmy, że lepiej będzie się przestawić już na miejscu, w Brazylii. Będziemy trenowali wieczorami. Eliminacje wyścigu na 50 m kraulem zaplanowano na godz. 13, ale półfinały i finały już po godz. 22. Dla pływaków są to godziny zupełnie abstrakcyjne, ale dla mnie akurat dobre. Nie jestem osobą, która wcześnie kładzie się spać. O 22 jestem w stanie bardzo szybko pływać, ale przede wszystkim będę chciał mieć taką możliwość. Nigdy nie miałem okazji pływać o tej porze, ale zawsze wieczorami mam dużo energii. Jeżeli uda mi się awansować do półfinału czy finału, to pora tych wyścigów nie będzie dla mnie problemem.

Do Rio leci także twój trener Robert Białecki, co na pewno będzie dla ciebie sporym wsparciem.

- To prawda, choć będzie mi brakowało mojego klubowego trenera Marcina Babuchowskiego. Niestety on nie został uwzględniony w kadrze olimpijskiej. Do Brazylii lecą tylko szkoleniowcy kadrowi oraz ci, którzy sami opłacą sobie przelot. W Rio będzie Bartosz Olejarczyk, trener mojej klubowej koleżanki Aleksandry Urbańczyk, ale jemu bilet opłaci AZS UŁ PŁ.

Czujesz, że jesteś w wysokiej formie?

- Pływam szybko, więc liczę na dobry wynik. Po to przecież trenuję. Być może znów uda się pobić rekord życiowy i coś osiągnąć na igrzyskach. Chcę wejść do finału i zrobię wszystko, by tego dokonać. Już teraz jestem usatysfakcjonowany, bo sam wyjazd na igrzyska jest dla mnie sporym wyróżnieniem. Ale zawsze pozostaje niedosyt. Półfinał będzie dla mnie osiągnięciem i da sporo satysfakcji. Ale nie można mierzyć nisko, dlatego celuję w finał.

Byłeś już kiedyś w Brazylii?

- Nigdy nie byłem w Ameryce, ani Północnej, ani Południowej. To jest taki mój pierwszy wyjazd na zachód. Lubię zwiedzać, więc chciałbym zobaczyć jak najwięcej. Nie wiem jednak, jak to będzie wyglądało podczas igrzysk i czy w ogóle będziemy mieli czas na takie rzeczy. Jeśli będzie jednak taka możliwość, to na pewno z niej skorzystam.

Siatkarze plażowi opowiadali mi kiedyś, że w Brazylii mieli zakaz wychodzenia z hotelu. Bezpiecznie tam nie jest.

- Naprawdę nie wiem, jak to będzie wyglądało. Może będziemy mieli jakieś specjalne strefy, gdzie można pójść albo jakieś zorganizowane wycieczki do najważniejszych punktów miasta? W każdym bądź razie chciałbym zobaczyć miasto.

Ktoś leci ci kibicować?

- Ani moja dziewczyna ani rodzice nie będą wspierać mnie na miejscu. Na pewno będą jednak ściskali kciuki przed telewizorami. Szkoda, ale wyprawa do Brazylii w okresie olimpijskim nie jest tanią wycieczką. Chciałbym, żeby wszyscy byli ze mną w Rio, ale niestety nie jest to możliwe. Będę jednak czuł wsparcie najbliższych z Polski. Przed i po starcie na pewno będą pierwszymi, którzy się do mnie odezwą.