Rio 2016. Bardziej doświadczony Sylwester Bednarek celuje w finał

Sylwester Bednarek jest kolejnym olimpijczykiem z Łódzkiego, który wystartuje w igrzyskach w Rio. - W końcu spełnię swoje marzenia - mówi skoczek wzwyż Rudzkiego Klubu Sportowego
Mimo że Bednarek od lat pozostaje najlepszym skoczkiem wzwyż w Polsce, przez ostatnie lata narzekał na kontuzje. Urazy zastopowały jego karierę. Gdy brązowy medalista mistrzostw świata z 2009 roku już się odbudował, zmienił także trenera. I mimo że w tym sezonie tylko raz ustanowił minimum olimpijskie (trzeba je jeszcze potwierdzić), Polski Związek Lekkiej Atletyki postanowił wysłać go na igrzyska do Rio de Janeiro. - W końcu spełnię swoje marzenia - mówi lekkoatleta. - Cztery lata temu się nie udało, bo znów miałem kontuzję. Wcześniej byłem bardzo młody i brakowało doświadczenia.

Co ciekawe, jedyny wynik dający przepustkę na igrzyska (2,29 m) Bednarek wywalczył na stadionie AZS Łódź, podczas Akademickich Mistrzostw Polski. - Potem miałem wahania formy, ale brakowało też trochę mityngów, gdzie mógłbym wystartować - podkreśla Bednarek. - W świetnej formie byłem podczas mistrzostw Polski. Po strasznej ulewie i długim oczekiwaniu na wznowienie zawodów skoczyłem 2,25 m. Szykowałem się na potwierdzenie minimum, ale trochę brakowało siły. Dobrze, że zarząd PZLA puścił mnie tylko z jednym wynikiem - uśmiecha się sportowiec.

Bednarek liczy, że teraz jego forma wzrośnie. W Rio chciałby awansować do finału swojej konkurencji. - O medalach nie wspominam, bo czołówka ostatnio skacze naprawdę wysoko. Z drugiej strony jest sporo kontuzji. Najlepsi się powoli wykruszają, tak jak ja cztery lata temu - śmieje się zawodnik RKS. - Gdybym się znalazł w pierwszej ósemce, to byłoby super. Chciałbym też pobić nowy rekord życiowy [aktualny wynosi 233 cm - przyp. red.], bo trochę długo to już trwa. No, ale było sporo operacji i przeszkód. Teraz czuję, że mam moc w nogach, ale muszę wszystko poukładać technicznie. Po zmianie trenera jestem silniejszy, dlatego pewne elementy się zmieniają.

Teraz Bednarek trenuje w Centralnym Ośrodku Sportu w Spale. Czekają go jeszcze dwa starty kontrolne. - Teraz jeden z czterech moich skoków jest na dobrym poziomie - mówi lekkoatleta. - Chciałbym to zmniejszyć do jednego dobrego na trzy, by na każdej wysokości być pewnym, że ją pokonam. Najbliższe treningi w Spale będą kluczowe, a w Rio muszę mieć po prostu dobry dzień.

By spełnić swoje marzenia o finale, Bednarek będzie musiał skoczyć 2,29 m, czyli wyrównać rekord z tego sezonu. - Wydaje mi się, ze na taki wynik znajdzie się dwunastu zawodników - podkreśla. - Cztery lata temu wyglądało to różnie. Wystarczy przypomnieć sobie postawę Mutaza Essy Barshima, który przed igrzyskami skakał po 2,42 m, a w Londynie już tylko 2,29 m, i to w finale. Ta impreza rządzi się swoimi prawami. Kto ma dobry dzień, ten skacze wysoko. Nie ma się jednak czemu dziwić, bo na igrzyskach wszyscy dają z siebie 150 procent.

Bednarek liczy, że tym razem nic nie zabierze mu już wyjazdu na igrzyska. - Z kontuzjami przez cały sezon był spokój. Nic mi nie dolega - podkreśla. - Mam jakieś bóle po treningach, ale to jest związane z ciężką pracą. Trzeba to wytrzymać. Wkrótce odpocznę, nabiorę świeżości i będzie dobrze. Na pewno jestem już innym skoczkiem, niż w Berlinie. Skaczę bardziej świadomie. Wtedy skoczyłem z finezją, a teraz przez kontuzje mam bariery. Ale jestem pewniejszy na mniejszych wysokościach. Jestem bardziej regularny, ale trzeba jeszcze wystrzelić wyżej. Może właśnie w Rio?

Do Brazylii Bednarek wyleci 5 sierpnia. Jego start zaplanowano na 14 sierpnia (eliminacje), a finał dwa dni później.