Sport.pl

Rio 2016. Ruben Limardo, były mistrz olimpijski w szermierce: "Łódź to fajne miasto" [WYWIAD]

Szpadzista Ruben Limbardo nie obronił w Rio de Janeiro złotego medalu z igrzysk w Londynie. Wenezuelczyk, który mieszka i trenuje w Łodzi, liczy jednak na podium w drużynie.
Ruben Limardo zakończył turniej indywidualny na 1/8 finału. W pierwszej walce rozbił 15:9 Brazylijczyka Nicolasa Ferreirę, następnie pokonał po dramatycznym pojedynku Francuza Daniela Jerenta, jednak w walce o ćwierćfinał uległ Estończykowi Nikołajowi Nowosjołowowi. Złoto wywalczył Koreańczyk Park Sang-young.



Maciej Nowocień: Jak najlepszy szpadzista świata znalazł się w Łodzi?

Ruben Limardo: Dzięki mojemu wujkowi Rupertowi Gasconowi, który osiedlił się właśnie w Łodzi. Przyjechał do Polski do pracy. Treningi szermiercze zacząłem z nim jeszcze w Wenezueli, ale nie było dobrych warunków i pieniędzy. A my chcieliśmy być coraz lepsi. Wujek skończył studia na Ukrainie, jeszcze za czasów Związku Radzieckiego, i przyjechał do pracy w Łodzi. W 2001 roku wspólnie z bratem przylecieliśmy do Polski, ale trenowaliśmy w Piaście Gliwice. Wujek nie miał czasu, by do nas dojeżdżać. Musieliśmy wrócić do swojego kraju, by skończyć szkołę. Po trzech miesiącach ponownie wsiedliśmy do samolotu, ale tym razem przyjechaliśmy już do Łodzi. Nauczyłem się polskiego, poszedłem na studia wychowania fizycznego. W Łodzi nie jesteśmy sami, bo mieszka z nami jeszcze kuzynka i dwóch braci. W Łodzi jest fajnie, spokojnie. Wszystko mi tutaj pasuje. To po prostu fajne miasto.

Co w nim takiego fajnego?

- Ulica Piotrkowska, Manufaktura... To takie dwa nowoczesne miejsca. Byliśmy też w zoo i ogrodzie botanicznym. Bardzo nam się podobało. Jak tylko jest fajna pogoda, to większą grupą lub po prostu z żoną chodzimy na spacery. Najbardziej podoba mi się jednak ta Piotrkowska, szczególnie latem. Można usiąść w ogródku, pogadać, wypić kawę...

Świetnie mówisz po polsku...

- Nauka nie była łatwa. Teraz też brakuje mi słów. Gdy studiowałem, to mówiłem dużo lepiej, bo przecież musiałem pisać, rozmawiać z kolegami. Teraz trochę mi tego brakuje. Dużo mi daje współpraca z Rafałem Gilewskim i Kamilem Serwachem, bo mogę z nimi porozmawiać.

To dwaj łódzcy trenerzy, z którymi przygotowywałeś się w ostatnich miesiącach przed igrzyskami.

- Pracowaliśmy bardzo profesjonalnie, bo to świetni trenerzy. Byli odpowiedzialni za ćwiczenia stabilizujące, siłowe i rozciąganie. Mamy też wenezuelskiego trenera od przygotowania fizycznego, ale na cztery miesiące przed igrzyskami rozpoczęliśmy współpracę z Rafałem i Kamilem. Rezultaty są widoczne gołym okiem. Miałem sporo kontuzji, bo zerwałem więzadła w obu kolanach, a do tego miałem operację na przepuklinę. Dlatego kondycja momentalnie spadła. Musieliśmy ciężko popracować, ale czuję, że jestem przygotowany na sto procent. W ogóle mamy duży sztab szkoleniowy, bo przecież jest trener typowo od szermierki, psycholog oraz trenerzy personalni. Ale to dobrze. Teraz, gdy walczę czy trenuję, nie czuję zmęczenia. Między innymi dzięki pracy, którą wykonałem z chłopakami z Łodzi.

Słyszę, że bardzo im zaufałeś.

- To prawda. Choć znaliśmy się dużo wcześniej, cztery miesiące temu rozpoczęliśmy stałą współpracę. Po to, by na igrzyskach prezentować się jak najlepiej. Trenujemy w siłowni Evergym, gdzie mamy świetny sprzęt. A gdy pracujemy w godzinach 14-16, nie ma w klubie dużo ludzi. Przez trzy miesiące trenowaliśmy po trzy razy dziennie. W ostatnich dniach przed wylotem zajęć było trochę mniej, choć cały czas trzeba było pracować nad kondycją, wytrzymałością czy pracą nóg. Mieliśmy też z Kamilem, który zna się na lekkiej atletyce, zajęcia w parku 3 Maja. Rafał z kolei skupił się na rehabilitacji, masażu i rozciąganiu.

Masz fundację, która pomaga młodym zawodnikom.

- Tak, ale na razie tylko w Wenezueli. Chcemy ją przenieść też do Polski, ale ostatnio nie miałem na to czasu ze względu na przygotowania do igrzysk. A wiadomo, że trzeba skompletować wszystkie dokumenty. Będziemy chcieli przygotowywać zawodników pod kątem Igrzysk Olimpijskich w Tokio w 2020 roku. Chcemy sprowadzić do Łodzi zawodników w wieku 19-26 lat, zapewnić im mieszkanie i jedzenie. W Polsce są dużo lepsze warunki do treningu, lepsze szkoły. Ja również będę chciał przygotowywać się do Tokio, choć nie wiem, czy nie skończę wcześniej kariery. Wkrótce będziemy mieli także swoją salkę. Będą jeszcze lepsze warunki, bo teraz wynajmujemy pomieszczenie. Przez to musimy trenować wyłącznie rano, a to czasem koliduje z zajęciami na uczelni.

Planujesz zostać w Łodzi na stałe?

- Jeszcze nie wiem... Na razie na pewno zostanę. Chcę też sprowadzić trenerów, którzy zrobią odpowiednie kursy. Cały czas latam też do Wenezueli, jestem tam razy w roku. Tam mieszkają mój tata, babcia i żona, która przyjeżdża do mnie tylko na wakacje. Chcielibyśmy być razem w Polsce, ale ona nie mówi w waszym języku.

W Rio de Janeiro niestety nie obroniłeś złota w turnieju indywidualnym.

- Nikt w męskiej szpadzie jeszcze nie wygrał igrzysk dwa razy z rzędu. Chciałem być pierwszy i to byłoby fantastyczne uczucie. Może powalczymy o krążek drużynowo, bo razem trenujemy w Łodzi. Nie będzie jednak łatwo, bo w pierwszej rundzie zmierzymy się z Brazylią. Niby jesteśmy faworytami, jednak trudno się walczy z gospodarzami. Potem trafiamy na Francję, a ona jest pierwsza w rankingu. Zyskaliśmy doświadczenie i wiemy, że się nas boją.

Więcej o: