Sport.pl

Rio 2016. Łódź jak cała Polska: Ilość zamiast jakości

Miały być igrzyska przełomu, a były igrzyska straconych szans.
Olimpiada w Rio de Janeiro była drugą z kolei, w której żaden sportowiec z województwa łódzkiego nie stanął na podium. Ostatnim jest wciąż zapaśniczka Agnieszka Wieszczek, wówczas startująca w ZTA Zgierz, która przywiozła brąz z Pekinu. W Brazylii też była, ale już z Grunwaldu Poznań. Zmiana jej nie posłużyła, bowiem przegrała już pierwszą walkę.

Wracając jednak do występu naszych zawodników, to realne medalowe szanse mieliśmy trzy, no może cztery: w biegu na 800 m, w rzucie dyskiem, w siatkówce i strzelectwie. Trudno było liczyć, że pływacy Aleksandra Urbańczyk-Olejarczyk czy Filip Wypych poprawią swoje rekordy życiowe o sekundę, co pozwoliłoby im stanąć na podium. Podobnie było ze skoczkiem wzwyż Sylwestrem Bednarkiem i trójskoczkiem Karolem Hoffmannem. Ten drugi awansował do finału, wyprzedzając kilkudziesięciu rywali. W decydującym konkursie spisał się już dużo słabiej, skacząc tylko 16,31 m. Gdyby powtórzył wynik z kwalifikacji (16,79), zająłby ósme miejsce, rekord życiowy (17,16 m), ustanowiony miesiąc wcześniej w mistrzostwach Europy, dałby mu czwartą lokatę. Występ Bednarka był słaby, jak cały sezon. Szkoda, bo wynik zaledwie 226 cm dawał przepustkę do olimpijskiego finału, co pozwoliłoby uznać start za udany. Na medal szans nie było, ponieważ brąz dawało przeskoczenie 233 cm, a to centymetr więcej od rekordu życiowego lekkoatlety RKS Łódź, ustanowionego siedem lat temu.

Zawiódł Robert Urbanek, także nie awansując do finału. A gdyby poprawił swój rekord życiowy (66,93 m) o 20 cm, mógłby stanąć na podium. Występ dyskobola MKS Aleksandrów był rozczarowujący, ponieważ stać go było na znacznie więcej, nawet na medal, na który lekkoatleci z Łódzkiego czekają już 20 lat.

W lekkiej atletyce spotkało nas największe rozczarowanie, jakim była półfinałowa porażka Adama Kszczota. Nie mam zamiaru znęcać się nad 800-metrowcem RKS, bo nawet największy zawód nas, kibiców, nie może się równać z tym, co przeżył biegacz. Przecież jechał do Rio po medal, nawet złoty. W jego przypadku doskonale widać, ile w sporcie znaczy "głowa". Niektórzy twierdzą, że więcej niż forma fizyczna. Występy Kszczota, Pawła Fajdka czy nawet Piotra Małachowskiego, który niespodziewanie przegrał złoto w rzucie dyskiem, potwierdzają tę teorię. Igrzyska do impreza szczególna, bo największa i najważniejsza, a przez to wywołująca największą presję. I z tą presją trzeba sobie poradzić, co - tutaj będę bronić naszych zawodników - nie jest łatwe, o czym przekonali się słynniejsi sportowcy niż Kszczot. Można też odwrócić sytuację, gdzie najlepszym przykładem są polscy mistrzowie olimpijscy w pchnięciu kulą: Władysław Komar i Tomasz Majewski. Obaj wygrywali konkursy z rywalami mającymi rekordy lepsze o kilkadziesiąt centymetrów, ponieważ znakomicie poradzili sobie ze stresem. Powtórzę więc: medale olimpijskie zdobywa się nogami, rękami i głową. Można to porównać do najważniejszego egzaminu w życiu, podczas którego nie wystarczy sama wiedza, ale jeszcze umiejętność rywalizacji z innymi doskonale przygotowanymi.

Podobnie zawiedziona jak Kszczot może być Agnieszka Nagay, należąca od lat do szerokiej czołówki, jednak niepotrafiąca tego potwierdzić w najważniejszych imprezach. Na więcej liczyli siatkarze, ale Karol Kłos był w takiej samej formie, jak większość drużyny, zaś Bartosz Bednorz pojechał po naukę i doświadczenie. Nie można o nich napisać, że zawiedli, jednak nie wznieśli się ponad przeciętność. Podobnie jak Artur Kozłowski, który ukończył morderczy maraton, ale od najlepszych dzieliło go bardzo dużo.

Wciąż więc czekamy w Łodzi na sportowca wybitnego, takiego jak kiedyś był Artur Partyka, dwukrotny medalista olimpijski. Wierzę, że za cztery lata w Tokio ilość przejdzie w jakość. Niech dla Kszczota, Bednarka, Hoffmanna, Kłosa czy Urbanka przykładem będzie Zbigniew Bródka, który w pierwszym olimpijskim starcie był 27., by w kolejnym zadziwić świat, zdobywając złoto w wieku 30 lat.

Więcej o:
Komentarze (1)
Rio 2016. Łódź jak cała Polska: Ilość zamiast jakości
Zaloguj się
  • spector1

    Oceniono 1 raz 1

    Redaktorku:
    Kszczotowi odcięło prąd w finale.Co robił lekarz kadry i fizjolog ( o ile ten drugi byl ow ekipie medycznej),że do czegoś takiego doszło.
    Czy dr.Ś , lekarz kadry ,ma takie układy w wśród polityków ,że będzie miał dożywotni
    kontrakt , podobnie jak leśne dziadki we władzach sportowych odpowiedzialne
    za zapaść polskiego sportu do poziomu 1956r.

    Spector

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX