Sport.pl

Dariusz Bratkowski: Szkoleniowiec ŁKS-u na wieki

Pierwszą decyzją nowego trenera ŁKS-u było przeniesienie treningu z siłowni na boisko. O zmianach kadrowych Dariusz Bratkowski nie chce się jeszcze wypowiadać
W poniedziałek zarząd klubu z al. Unii postanowił, że Bratkowski zastąpi na stanowisku pierwszego szkoleniowca Andrzeja Pyrdoła. - Dopiero we wtorek rano podjąłem decyzję, że przyjmę ofertę. To będzie moja pierwsza samodzielna praca - mówi i podkreśla, że się wahał. Co przeważyło? - Ambicja - odpowiada po chwili namysłu. - Skoro pojawiła się oferta, trzeba było ją wziąć. To dla mnie ogromna szansa, aby zaistnieć.

Zapowiada, że podejmuje wyzwanie, mimo że na początek pracy czeka go bardzo trudne zadanie. W sierpniu ŁKS zagra z kandydatami do tytułu mistrzowskiego: Śląskiem Wrocław, Polonią Warszawa i Legią. Pierwszym celem, który sobie nakreślił, jest podniesienie morale zespołu po fatalnej przegranej z Lechem Poznań.

Nie jest tajemnicą, że od prawie roku to właśnie Bratkowski prowadził większość zajęć ełkaesiaków. Cieszył się z tego Tomasz Wieszczycki, który przy każdej okazji zapewniał, że stworzył idealnie współgrający tercet trenerski (Bratkowski, Pyrdoł i Krzysztof Adamowicz). Teraz wszystko się zmieniło. - Andrzej Pyrdoł nadal będzie pomagać naszej drużynie. Nie wyobrażam sobie, abym nie korzystał z jego cennych uwag - zapowiada Bratkowski. Jednocześnie zapewnia, że nie będzie nic zmieniał w składzie. - Nie chcę nikogo skrzywdzić. Po prostu będą grać najlepsi - stwierdza.

Nadal zamierza ustawiać drużynę z dwoma napastnikami. Nie ukrywa jednak, że kadra jest bardzo wąska i potrzebuje wzmocnień. Nie chce się jednak wypowiadać o ewentualnym przywróceniu do składu Damiana Seweryna. - Proszę nie zadawać pytań personalnych - odpowiada.

Na razie zmienił tylko plan treningów. Wczoraj rano zamiast ćwiczyć na siłowni, piłkarze mieli intensywne zajęcia na boisku na Zdrowiu. Po południu trenowali na głównej płycie stadionu przy al. Unii. Podczas pierwszego treningu grano też dwa razy po 15 minut. W zespole czerwonym byli piłkarze, którzy mogą liczyć na występ ze Śląskiem, a w ekipie pomarańczowych - dublerzy. Rywalizację oglądał z boku Marcin Smoliński, który od meczu z Lechem ma kłopoty z łydką. - Nawet chodzenie sprawia mi ogromny ból, dlatego mój występ we Wrocławiu stanął pod dużym znakiem zapytania - twierdzi.

Na razie jednak Bratkowski ma większy problem, jakim jest brak licencji UEFA Pro. - Mam za to uprawnienia UEFA A, które pozwalają na otrzymanie warunkowej zgody na prowadzenie zespołu - wyjaśnia. Wczoraj Tomasz Kłos, menedżer ŁKS-u, złożył pismo w PZPN-ie, aby wydział szkolenia wydał Bratkowskiemu zgodę na prowadzenie drużyny w ekstraklasie.

Nie jest tajemnicą, że Bratkowski został pierwszym trenerem beniaminka, bo dobrych, a do tego wolnych i, co najważniejsze, tanich szkoleniowców jest na polskim rynku jak na lekarstwo.

- Bratkowski nie jest zły - mówi jeden z piłkarzy ŁKS-u. - To sympatyczny człowiek, ale bardzo zamknięty w sobie. Bardzo głośno reaguje.

Mimo trudnej sytuacji, Bratkowskiego nie opuszcza humor. Na pytanie, jak długo chce być trenerem ŁKS-u, odpowiada: - Na wieki.

Jeśli po pięciu kolejkach jego drużyna będzie miała na koncie jakieś punkty, to szanse na długą pracę bardzo wzrosną.

Więcej o: