Sport.pl

ŁKS jedzie na mecz do Wrocławia. Żeby zmazać plamę

- Podjąłem wyzwanie, dlatego na mecz ze Śląskiem jadę z podniesioną głową - zapowiada Dariusz Bratkowski, nowy szkoleniowiec beniaminka ekstraklasy.
Tydzień temu drużyna z al. Unii na inaugurację rozgrywek została rozbita przez Lecha Poznań. Konsekwencją przegranej była zmiana na stanowisku pierwszego trenera - Andrzeja Pyrdoła zastąpił jego asystent Bratkowski. Nowy szkoleniowiec zadeklarował, że pierwszym celem będzie przywrócenie wiary zawodnikom. - Muszę dotrzeć do głów i serc piłkarzy - zapowiadał tuż po nominacji.

Według Tomasza Wieszczyckiego, doradcy zarządu ds. sportowych, najważniejsze, żeby stworzyć zespół. Nowy trener chce postawić na tych samych piłkarzy, którzy zagrali przeciwko Lechowi. - Nie widzę potrzeby radykalnych korekt, bo mamy drużynę walczącą i potrafiącą zaskoczyć rywala. Będę wybierać do składu zawodników nie tylko pod względem umiejętności, ale też z wolą zwycięstwa - zapowiada.

W inauguracyjnym pojedynku nie zachwycili nowi ełkaesiacy. Tomasz Nowak miał być liderem drugiej linii, ale zaliczył bardzo przeciętny występ. Nie lepiej spisali się Cezary Stefańczyk i Radosław Pruchnik. W niedzielę wszyscy będą mieli szansę na rehabilitację, chyba że znajdą się na ławce rezerwowych.

Z pewnością ŁKS musi poprawić grę w defensywie. Tydzień temu zawiedli stoperzy, więc niewykluczone, że miejsce Michała Łabędzkiego może zająć Piotr Klepczarek. Inna sprawa, że ten ostatni na treningach był ustawiany w roli defensywnego pomocnika. Piłkarz jest jednak ostrożny w prognozach, bo już wielokrotnie był blisko miejsca w pierwszym składzie. - Ale na marzeniach najczęściej się kończyło - zdradza.

Bratkowskiego najbardziej martwi jednak forma fizyczna Marina Smolińskiego. Doświadczony pomocnik trenował w tym tygodniu rzadko z powodu bólu łydki. - Najważniejsze jest zdrowie, dlatego decyzję o ewentualnym występie Marcina podejmę dopiero po sobotnim treningu - zaznacza trener ŁKS-u.

Na debiut czeka Przemysław Kita, napastnik pozyskany z Włókniarza Pabianice. Zdaniem Jarosława Dziedzica, trenera drużyny Młodej Ekstraklasy, młody napastnik może być brany pod uwagę przy ustalaniu składu. Szkopuł w tym, że po powrocie do Łodzi Marka Saganowskiego szkoleniowiec ŁKS-u ma nadmiar zawodników do gry w ataku. Pewny miejsca w jedenastce może być Saganowski, a oprócz niego są jeszcze Marcin Mięciel i Maciej Bykowski.

- Zdobycie nawet punktu będzie miało większe znaczenie niż nasz styl gry - uważa Wieszczycki. I on, i Bratkowski obiecują, że we Wrocławiu zespół wypadnie dużo lepiej niż w spotkaniu z Lechem. Na korzyść łodzian powinno działać zmęczenie piłkarzy Śląską czwartkowym spotkaniem pucharowym z Lokomotivem Sofia. Wicemistrzowie Polski awansowali do czwartej rundy Ligi Europy, ale dopiero po rzutach karnych. W pierwszej kolejce drużyna z Wrocławia zremisowała u siebie z Górnikiem Zabrze 1:1.

- Szczególną opieką musimy otoczyć Sebastiana Milę, który potrafi niekonwencjonalnie uderzyć z rzutu wolnego - przestrzega Grzegorz Kurdziel, szef banku informacji klubu z al. Unii.

Niedzielne spotkanie rozpocznie się o godz. 14.30.

Prawdopodobny skład ŁKS-u: Wyparło - Stefańczyk, Adamski, Łabędzki, Romańczyk - Smoliński, Kłus, Nowak (Klepczarek), Bykowski - Saganowski - Mięciel.

Więcej o: