Sport.pl

T-Mobile Ekstraklasa. Beniaminek na dobrej drodze do góry tabeli

Cztery punkty w dwóch meczach to dorobek ŁKS-u pod wodzą Michała Probierza. Jeżeli drużyna utrzyma takie tempo, to jeszcze we wrześniu może odskoczyć od strefy spadkowej.
Po dwóch ostatnich spotkaniach przy al. Unii jest już dużo spokojniej niż na początku rozgrywek. Choć po siedmiu kolejkach ŁKS ma zaledwie pięć punktów, ale w grze zespołu widać skok jakościowy. Niektórzy uważają, że na razie jest dość subtelny. - Poczekajmy z ocenami jeszcze kilka kolejek - uważa Jan Tomaszewski.

O przełomie jeszcze za wcześnie mówić, ale przede wszystkim poprawę widać w dorobku zespołu. Pod wodzą Dariusza Bratkowskiego po pięciu jesiennych kolejkach ŁKS miał jeden punkt (remis z Lechią Gdańsk) i aż 14 straconych goli. Jego następcy wystarczyło 12 dni, żeby tak pozmieniać i zmotywować zawodników, że ŁKS ma już na koncie pięć punków.

Skąd taki skok? Przede wszystkim ze zmiany ustawienia i nastawienia mentalnego drużyny. I co by nie powiedzieć, także z pozyskania czterech nowych graczy, którzy wyraźnie podnieśli rywalizację w drużynie. Szczególnie widać to po Tomaszu Nowaku i Macieju Bykowskim, na początku rozgrywek podstawowych piłkarzach beniaminka. Po przyjściu Probierza obaj mecz w Krakowie oglądali w telewizji, a gdy w sobotę dostali szansę, walczyli ze wszystkich sił. Co prawda Nowak fatalnie zaczął, ale w końcówce do spółki z Sebastianem Szałachowskim był motorem napędowym ataków ŁKS-u.

W sobotę miejsce Nowaka i Bykowskiego zajął na trybunie Marcin Smoliński. To zaskakujące, bowiem w poprzednim sezonie od niego trenerzy zaczynali ustawianie podstawowej jedenastki. Z pewnością jednak za długo poza kadrą nie pobędzie, ponieważ ofensywne formacje beniaminka nie spisują się najlepiej.

Dotyczy to przede wszystkim napastników. Marek Saganowski i Marcin Mięciel dużo biegają, pomagają w defensywie, walczą, ale nie robią najważniejszego - nie strzelają goli, a nawet nie stwarzają zagrożenia pod bramką przeciwnika. Być może gra obronna kosztuje ich tak dużo, że w akcjach ofensywnych brakuje im sił.

Na razie swoje pozycje w pomocy dzielnie bronią Szałachowski, Maladen Kaszczelan, Antoni Łukasiewicz i Agwan Papikyan, choć ten ostatni przeciwko Górnikowi wypadł słabo. Nie wolno jednak zapominać, że ma dopiero 17 lat.

Gorzej wygląda sytuacja w defensywnie. Bramkarz Pavle Velimirović zaliczył średni występ, bo miał też udział przy straconym golu oraz w ostatniej minucie nie zatrzymał piłki, która na szczęście trafiła w słupek. Natomiast Paweł Golański nie ma sił na całe spotkanie, a do tego można odnieść wrażenie, że gra zbyt asekuracyjnie.

Fatalny błąd Michała Łabędzkiego przy stracie gola (zamiast wybić piłkę czekał, aż złapie ją Velimirović) chyba zepchnie go na ławkę rezerwowych. Inna sprawa, że ewentualnych zmienników nie widać. Kto przed sezonem twierdził, że ŁKS-owi najbardziej potrzebny jest drugi stoper i lewy pomocnik, może przyznać się do błędu. Piotr Klepczarek i Marcin Kaczmarek to obecnie najsilniejsze punkty beniaminka ekstraklasy. Ten pierwszy z meczu na mecz jest lepszy. W Bełchatowie miał szansę zdobyć nawet dwa gole, ale po jego uderzeniach głową najpierw Nakoulma wybił piłkę z linii bramkowej, a później bramkarz w ostatniej chwili przerzucił piłkę nad poprzeczkę. Natomiast Kaczmarek, choć nie zagrał już tak błyskotliwie jak tydzień temu w Krakowie, po raz kolejny potwierdził dobrą formę, szczególnie w akcjach ofensywnych. Na razie Probierz dał pograć 15 zawodnikom, ale Robert Szczot z powodu kontuzji będzie pauzować przez cztery tygodnie.

Mimo niezłych wyników trener Probierz wciąż studzi nastroje, bo przed drużyną kolejne trudne mecze. Większy optymizm prezentują piłkarze. - W Lubinie pokonamy Zagłębie - zapowiada Mięciel. Oby!

Więcej o: