Trener ŁKS Michał Probierz nie doczekał się prezentu urodzinowego. Pierwsza porażka

Mimo niezłej gry ŁKS wraca do Łodzi bez punktów. Mimo gola Marka Saganowskiego i niezłej gry, beniaminek przegrał pierwszy raz pod wodzą Michała Probierza
Po raz pierwszy w tym sezonie ŁKS grał z drużyną niżej sklasyfikowaną od niego, bo Zagłębie przed ósmą kolejką zajmowało przedostatnie miejsce, a w jej trakcie spadło na ostatnie. Dlaczego? Bo zamykająca tabelę Cracovia pokonała Górnika Zabrze i wydostała się ze strefy spadkowej.

Ełkaesiacy zaczęli fatalnie. Mieli problemy z powstrzymaniem Arkadiusza Woźniaka. Jego pierwszy strzał głową był niecelny, ale w 9. min po dośrodkowaniu z rzutu wolnego pięknym uderzeniem przelobował Pavle Velimirovicia. Czy Czarnogórzec zawinił przy stracie gola? Być może był za daleko wysunięty, ale z drugiej strony napastnikowi Zagłębia wyszło kapitalne uderzenie.

Po tym wydarzeniu gospodarze przejęli inicjatywę i tylko dzięki świetnej interwencji Velimirovicia przegrywali tylko jedną bramką. Bramkarz ŁKS wygrał bowiem pojedynek sam na sam z Darvydasem i Sernasem. Zagłębie przeważało, lecz łódzka obrona grała dość pewnie.

Po spotkaniu z Górnikiem wiele mówiono o nieskuteczności napastników beniaminka. Szansę na przełamanie widziano w tym, że stadion w Lubinie to ulubione miejsce Marka Saganowskiego. Zdobył tam aż dziewięć ze swoich 77 goli w ekstraklasie. Po raz 78. też pokonał bramkarza. Najpierw jednak zmarnował świetną szansę, kiedy miał przed sobą tylko Bojana Isailovicia. Kiedy zaczynała się ostatnia minuta pierwszej połowy ŁKS przeprowadził akcję lewą stroną. Po pierwszym dośrodkowaniu Marcina Kaczmarka Reina uprzedził Marcina Mięciela. Ale piłka znów trafiła do Kaczmarka, a ten wykonał coś pośredniego między strzałem na płaską centrą. Saganowski uprzedził obrońców i z bliska wyrównał.

Podbudowani odrobieniem strat łodzianie drugą połowę zaczęli odważniej. Starali się długo utrzymywać przy piłce, wysoko atakowali rywali. Gra stała się bardziej wyrównana i ciekawsza. Co chwila pod jedną i drugą bramką było gorąco. W ŁKS znów kapitalnie spisywał się Velimirović, zwłaszcza odbijając piłkę kopniętą z ok. dziesięciu metrów. W 58. min łódzki bramkarz był już bez szans, po rzucie rożnym kopnięta przez Sernasa piłka już go minęła. Ale za nim stał Kaczmarek i wybił piłkę z linii bramkowej.

Zdeterminowane Zagłębie coraz mocniej przeważało. Na szczęcie dla ŁKS grało nieskutecznie, a jak już jego gracze trafili w bramkę, był tam Velimirović. Jednak gol wisiał w powietrzu, bo ogromne kłopoty mieli boczni obrońcy. Przesunięty na prawą stronę Mladen Kaszczelan coraz gorzej radził sobie z Szymonem Pawłowskim, a David Abwo wręcz ośmieszał Pawła Golańskiego. Były reprezentant Polski ma ogromne braki szybkościowe, co w prosty sposób wykorzystywał lubiński skrzydłowy. Wreszcie w 77. min nie zdążył, Abwo dośrodkował, a Woźniak popisał się kapitalnym zagraniem, zmieniając piętą kierunek lotu piłki. Byli przy nim łódzcy stoperzy i bramkarz, ale nie dali rady.

Naprawdę bramka dla Zagłębia była tylko kwestią czasu, bo ełkaesiacy bronili się coraz bardziej rozpaczliwie. Przede wszystkim cofnęli się za głęboko i nie potrafili dłużej utrzymać się przy piłce. A że potrafią grać, pokazali w końcówce. Wtedy znów okazało się, że naciśnięci gospodarze gubią się. Dwie czy trzy szanse miał najgroźniejszy w ŁKS Saganowski, lecz zwykle brakowało mu chwili wolnego na oddanie strzału, albo - jak w 79. min - jego uderzenie obronił Isailovic. W ostatnich minutach obudził się Marcin Mięciel, który kilkakrotnie strzelał głową, jednak za każdym razem tuż obok.

Zagłębie - ŁKS 2:1 (1:1)

Gole: Woźniak (9., 77.) - Saganowski (45.)

Zagłębie: Isailović - Rymaniak, Reina, Hanek, Costa (87. Telichowski) - Pawłowski, Rakowski, Rachwał Ż, Abwo (83. Dąbrowski) - Sernas Ż (71. Gancarczyk), Woźniak Ż

ŁKS: Velimirović - Golański, Łabędzki Ż, Klepczarek, Kaczmarek Ż - Nowak (80. Bykowski), Kaszczelan, Łukasiewicz Ż, Szałachowski Ż - Mięciel, Saganowski

Sędziował Marcin Borski z Warszawy