Sport.pl

Napastnik Podbeskidzia po meczu z ŁKS: Nad stadionem przy al. Unii wisi fatum.

Adam, Cieśliński przed kilku laty grał w ŁKS. Mimo porażki w piątek, uważa że jego drużyna grała dobrze i miała kilka dobrych sytuacji.
- Już w pierwszej akcji miałem swoją okazje, ale bramkarz był sprytniejszy - opowiada były elkaesiak. Na domiar złego przy strzale Cieśliński podkręcił staw skokowy, dlatego w przerwie zszedł z boiska.- Później idealną okazję miał Sylwek Patejuk, ale nie trafił też do bramki. Chyba zabrakowało trochę wiary i odwagi, że można wywieźć komplet punktów ze stadionu przy al. Unii. Prowadziliśmy 1:0, ale straciliśmy znów gola po rzucie rożnym, co jest chyba naszym fatum.

Według Cieślińskiego po zmianie stron gospodarze byli szybsi, skuteczniejsi, bardziej chyba zdeterminowani. - Szkoda punktów, bo generalnie nie byliśmy drużyną gorszą, od łodzian. Porażka mocno boli, bo ŁKS to nasz bezpośredni rywal w walce o utrzymanie. Nasza przewagą przy wygranej wzrosłaby do siedmiu punktów, a tak mamy tylko punkt więcej. W następnej kolejce z Carcovią musimy stanąć na głowie, aby wygrać i utrzymać znów przewagę nad strefą spadkową - zapowiada Cieśliński.

Więcej o: