Sport.pl

ŁKS powrócił w wielkim stylu! Święto na parkiecie, święto na trybunach. "Coś niesamowitego"

Szok i niedowierzanie to uczucia, które najlepiej oddają to, co w sobotni wieczór stało się w Atlas Arenie. Nie dość, że ŁKS odniósł sensacyjne zwycięstwo nad Anwilem, to jeszcze dokonał tego przy wsparciu niemal siedmiu tysięcy kibiców!
- Czeka nas piekielnie trudne zadanie - nie ukrywali przed sobotnim meczem trenerzy, zawodnicy i szefowie ŁKS-u. - Dobrze będzie, jak na spotkanie z Anwilem przyjdzie trzy tysiące kibiców - dodawali. Prawda okazała się zupełnie inna. Jeśli jednak w klubie z al. Unii mają mylić się w ten sposób, to chyba nikt nie będzie miał nic przeciwko temu. Sobotnie spotkanie w Atlas Arenie przerosło bowiem najśmielsze oczekiwania ełkaesiaków, zarówno te sportowe, jak i kibicowskie.

Święto na parkiecie

Na powrót do koszykarskiej elity kibice ŁKS-u musieli czekać długie 30 lat. Gdy już do niej awansowali, los od razu przydzielił im jednego z najtrudniejszych rywali. Celem Anwilu, który latem nie szczędził pieniędzy na transfery, jest zdetronizowanie Asseco Prokomu i zdobycie drugiego złota w historii klubu.

I to właśnie rola zdecydowanego faworyta była chyba tym, co zgubiło gości w sobotnim spotkaniu. Nieoczekiwanie już pierwsza kwarta - a jak się później okazało cały mecz - należała do gospodarzy. Grający jak stare wygi koszykarze ŁKS-u na minutę przed końcem pierwszej kwarty prowadzili nawet 27:16. Anwil dwukrotnie rzucił się do odrobienia strat, ale gdy tylko udało mu się podgonić gospodarzy, ci odpowiadali seryjnie zdobywanymi punktami. Tak było w drugiej kwarcie, gdy włocławianie doprowadzili do remisu 33:33, by za chwilę stracić 11 kolejnych punktów. Tak było też kilka minut później, gdy ŁKS od stanu 47:44 powiększył prowadzenie do 14 punktów.

W drużynie beniaminka nie było praktycznie słabego ogniwa. Gospodarze grali tak, jakby w TBL występowali od lat - dojrzale, bez żadnego respektu dla silniejszego na papierze rywala i nie bojąc się ryzykownych zagrań. Z kolei Anwil wyraźnie zlekceważył łodzian, za co zapłacił najwyższą cenę. - Byliśmy bardzo zdeterminowani i nastawieni na zwycięstwo, choć może nie do końca w nie wierzyliśmy - przyznaje Bartłomiej Szczepaniak, skrzydłowy ŁKS-u. - Nie odczuwaliśmy jednak żadnego stresu i nie wystraszyliśmy się gry przeciwko Szubardze czy Berishy.

- Chyba nikt nie spodziewał się, że pierwszy mecz, i to z drużyną, która ma aspiracje mistrzowskie, zakończy się naszą zdecydowaną wygraną - dodaje Piotr Zych, trener ŁKS-u. - Być może Anwil nas nieco zlekceważył, ale najważniejsze, że pierwsze po 30 latach nieobecności zwycięstwo w ekstraklasie stało się faktem. Jesteśmy z tego powodu bardzo szczęśliwi.

Święto na trybunach

Sensacyjna wygrana ŁKS-u jest tym piękniejsza, że obejrzała ją równie sensacyjna liczba kibiców. W sobotni wieczór do Atlas Areny przyszło bowiem blisko 7 tys. osób! - Byłem pod sporym wrażeniem tego, jak wielu ludzi chciało nas dopingować. Nie mogłem się napatrzeć, jak z każdą minutą do hali przychodzi coraz więcej i więcej ludzi. To było wspaniałe doświadczenie - nie ukrywa B.J. Holmes.

- Jesteśmy bardzo zadowoleni, że udało się przenieść atmosferę z dawnej hali do Atlas Areny - dodaje Jakub Urbanowicz, prezes ŁKS-u. Kapitan Piotr Trepka: - To, co się dziś działo na hali, i tyle osób, ile tam zobaczyliśmy... żaden z nas się tego nie spodziewał.

Organizacyjny i marketingowy sukces klubu potwierdzają statystyki. Frekwencja z sobotniego meczu jest bowiem drugą w historii ligowej koszykówki w Polsce. Siedem tysięcy osób na trybunach to także dwukrotnie więcej niż... na ostatnim meczu piłkarzy. Zainteresowanie kibiców było tak duże, że trzeba było otworzyć cztery dodatkowe sektory.

- Marzy nam się, by kiedyś zapełnić Atlas Arenę - mówił Filip Kenig, koszykarz i właściciel ŁKS-u. Marzenie, które jeszcze w sobotę rano wydawało się nierealne, dzisiaj jest możliwe do spełnienia.

Koszykarzy i kibiców ŁKS-u kolejny test czeka już we wtorek. Tego dnia w Atlas Arenie zmierzą się bowiem z czwartą drużyną poprzedniego sezonu - Treflem Sopot.

Piękne cheerleaderki ŁKS w akcji! Tak będzie na każdym meczu! [GALERIA]


Więcej o: