Michał Probierz: Z polskich nizin w piłkarskie Alpy [KOMENTARZ]

Michał Probierz dokonał rzeczy niesamowitej. W ciągu dwóch miesięcy zraził do siebie kibiców obu łódzkich klubów - z taką opinią zetknąłem się po informacji, że trener ŁKS-u przystał na ofertę Arisu Saloniki.
Fani Widzewa mają mu za złe, że został trenerem lokalnego rywala. Ci drudzy zaś, że tak szybko porzucił ich drużynę. Nie zgadzam się ani z jednymi, ani z drugimi. Widzewiacy zapomnieli, że z ich klubu Probierz został zwolniony, a właściciel zapowiedział, że nie ma tam powrotu. Trudno mu się więc dziwić, że po krótkim, ale jednak bezrobociu, skorzystał z propozycji szefów klubu z al. Unii. W imię sympatii do Widzewa miał przejadać oszczędności?

Po drugiej stronie Łodzi pracował krótko, ale z sukcesami. Z pewnością, podpisując dwuletni kontrakt, nie przypuszczał, że dwa miesiące później otrzyma ofertę swojego życia. Poza tym, kiedy przychodził do ŁKS-u, trudno było liczyć, że chce się wypromować. Wręcz przeciwnie, przejmując zespół regularnie i mocno obijany przez rywali, zachował się jak saper wchodzący na ogromne pole minowe. Poradził sobie, co z pewnością miało wpływ na decyzję Greków. Aris to obecnie słaby zespół wlokący się w ogonie greckiej ekstraklasy. Ale przy ŁKS-ie czy Widzewie to może nie Himalaje, ale na pewno wysokie Alpy.

O takim kontrakcie jak Probierza marzy 99 proc. polskich trenerów. I nie ma znaczenia, że Grecja przeżywa ogromny kryzys ekonomiczny, bo w tamtejszej lidze pieniądze i tak są kilka razy większe niż u nas. Greckie kluby regularnie występują w Lidze Mistrzów, nie odpadają w eliminacjach Ligi Europy, zatrudniają piłkarskie gwiazdy, a reprezentacja awansowała do Euro 2012. I jeszcze jeden ważny argument - mają gdzie trenować, co u nas jest wielkim problemem (ŁKS w tygodniu ćwiczy w trzech różnych miejscach).

Więc gdy szósta drużyna poprzedniego sezonu złożyła ofertę polskiemu trenerowi, ten nie mógł jej odrzucić. To tak, jakby zrezygnować z zamiany starego fiata na nowego volkswagena. Druga taka szansa może się Probierzowi już nie trafić, bo ostatnio polscy trenerzy co najwyżej trafiali do przeciętnych klubów cypryjskich (teraz nawet tam ich nie chcą) czy na Wyspy Owcze. Czasy, gdy w Grecji nasz szkoleniowiec kojarzył się z sukcesem, skończyły się na Jacku Gmochu i Kazimierzu Górskim.

Zrozumieli to szefowie ŁKS-u, którzy sami byli lub są sportowcami i wiedzą, że na taką szansę czeka się latami. Tomasz Wieszczycki stwierdził, że było to rozstanie z klasą. Tak samo powinni Michała Probierza wspominać kibice, bo dzięki jego pracy i umiejętnościom drużyna nie jest już outsiderem ekstraklasy. A z pracy Probierza w Grecji może skorzystać cała polska piłka.

Powodzenia Michał!

Gdzie się podziewają kibice ŁKS? Dlaczego nie chcą chodzić na mecze?