Michał Probierz: Gdyby nie kryzys, nie byłoby mnie w Grecji

- Nie wiem, co się stało, ale zapewniam, że gdybym ja prowadził drużynę, na boisko wyszłaby taka sama jedenastka jaka zaczęła grę przeciwko Ruchowi - mówi były trener ŁKS, a obecnie Arisu Saloniki
Jarosław Bińczyk: W czwartek jeszcze prowadziłeś trening ŁKS-u. W sobotę zabrakło cię na ławce rezerwowych w meczu z Ruchem Chorzów, przegrany przez ełkaesiaków aż 0:4. Jak przez dwa dni drużyna może się tak zmienić?

Michał Probierz: W piłce tak bywa.

Jak to bywa? Z drużyny walecznej, poukładanej taktycznie robi się grupa piłkarzy biegających po boisku bez koncepcji. Może zawodnikom zabrakło twoich ciągłych podpowiedzi z boku?

- Trudno mi się wypowiadać na ten temat, bo mnie tam nie było. Naprawdę nie jestem w stanie odpowiedzieć na to pytanie.

Marek Saganowski schodząc z boiska po meczu z Ruchem powiedział, że o przyczynę porażki trzeba "spytać tych na górze". Podobno część drużyny miała pretensje do szefów klubu, że pozwolili ci odejść?

- Nie wierzę w to, bo rozmawiałem z Markiem osobiście. Jeśli tak powiedział, to na pewno nie to miał na myśli.

Czy to prawda, że to ty wystawiłeś skład na mecz z Ruchem?

- Dzień przed wyjazdem do Grecji podałem mój skład Tomkowi Wieszczyckiemu. Zapewniam, że gdybym ja prowadził drużynę, na boisko wyszłaby taka sama jedenastka jaka zaczęła grę przeciwko Ruchowi. Przecież ci sami ludzie tydzień wcześniej pewnie pokonali Koronę w Kielcach.

Może jednak pokusisz się o podanie przyczyny porażki ŁKS?

- Nie widziałem nawet kawałka meczu, więc nie mogę podać przyczyny.

W takim razie przenieśmy się do Grecji. Masz już mieszkanie w Salonikach?

- Na początku zatrzymaliśmy się [z Bartłomiejem Zalewskim, drugim trenerem - przyp. red.] w hotelu. Teraz mam już mieszkanie i samochód, załatwiono to bardzo szybko.

Pracę zacząłeś gorzej niż w ŁKS, bo od porażki 2:3 z Olympiakosem Pireus. Była chyba wkalkulowana, bo to najlepsza grecka drużyna.

- Mimo to jestem wkurzony, bo za łatwo traciliśmy gole. Dwa pierwsze padły po stałych fragmentach - rzucie wolnym i rożnym. Jestem wkurzony, bo w naszej obronie mamy czterech zawodników ma 190 cm wzrostu. Wszyscy zdawali sobie sprawę, że każdy punkt zdobyty w spotkaniu z takim rywalem będzie sukcesem. Nie udało się, ale z gry momentami można być zadowolonym. Przegrywaliśmy już 0:2, lecz dwa razy się podnieśliśmy. Muszę przyznać, że gdy w 23. min straciliśmy drugiego gola, pomyślałem o wyniku ŁKS z Ruchem.

Była szansa na remis?

- W końcówce mieliśmy rzut rożny, po którym było groźnie. Gdybyśmy nie stracili w głupi sposób dwóch pierwszych bramek, to różnie mogło to wyglądać.

Przegrana z tak silnym rywalem nie jest powodem do wstydu.

- To prawda, ale punktów szkoda. Wiemy jednak, co trzeba szybko poprawić.

To ty wybierałeś kadrę, czy drugi trener, jak pisano na oficjalnej stronie klubu?

- Mieliśmy do dyspozycji 20 zawodników, ale wspólnie rozmawialiśmy o zmianach.

A wyjściową jedenastkę kto wyznaczył?

- Ja wybrałem. Byliśmy osłabieni, bo nie mógł grać Brazylijczyk Neto.

Dużo ludzi było na trybunach?

- Stadion był pełny, przyszło 25 tys. ludzi. Atmosfera była bardzo gorąca.

Z kim gracie następny mecz?

- Mamy dwa wyjazdy: z OFI Kreta i Panioniosem, a później u siebie z Panathinaikosem. Jak widać terminarz nas nie rozpieszcza.

A jakie cele postawili przed tobą szefowie Arisu?

- Co można mówić o celach, gdy drużyna jest trzecia od końca i jeszcze nie wygrała meczu. Przede wszystkim trzeba poprawić grę, a wyniki powinny przyjść.

Zawsze powtarzałeś, że w polskich klubach wielkim problemem jest baza treningowa. A jak jest w Arisie?

- Dwa razy w tygodniu możemy korzystać z głównej płyty, mamy też dwa boiska treningowe plus dwa pola - jedno dla bramkarzy, drugie do rozgrzewek. Generalnie jest nieźle.

W Polsce dziwiono się, że wyjeżdżasz do kraju, w który jest ogromny kryzys gospodarczy. Widać go w Salonikach.

- Gdyby w Grecji nie było kryzysu, to nie wzięliby trenera z Polski. Wcześniej zatrudniali Hiszpanów czy ludzi z silniejszych piłkarsko krajów. Trzeba powiedzieć prawdę, że dzięki temu dostałem szansę. Wyjechać do Grecji to jedno, ważne, żeby czegoś tam dokonać.

A co będzie ze współpracownikami poprzedniego szkoleniowca? Wszyscy odchodzą?

- Nie, kilku zostaje. Odejdą dwie osoby, m.in. trener odpowiedzialny za przygotowanie fizyczne.

A jak Aris wygląda się na tle polskiej ligi.

- Trudno powiedzieć coś po jednym meczu. Trzeba jednak przyznać, że nasz ostatni przeciwnik Olympiakos to bardzo dobry zespół, co pokazał już w Lidze Mistrzów.

Trener Widzewa o reakcjach trenerów na ławce. - Pewną klasę trzeba zachować