TBL. Trzecia z rzędu kompromitacja koszykarzy ŁKS. Tak grać nie można...

Po przegranej 38 punktami z PGE Turowem i 34 punktami z AZS Koszalin koszykarze z al. Unii dostali kolejne lanie - Powinniśmy oddać kibicom za bilety - przyznał po kompromitacji z Siarką Tarnobrzeg trener ŁKS Piotr Zych.
Łodzianie do meczu z Siarką Jezioro Tarnobrzeg przystępowali w fatalnych nastrojach z dwóch powodów: nie dość, że ostatnie dwa mecze przegrali różnicą ponad 30 punktów, to jeszcze w konsekwencji ponownie obsunęli się na dno ligowej tabeli. Wyniki ŁKS znalazły odzwierciedlenie na trybunach - w niedzielny wieczór do Atlas Areny przyszło bowiem około dwóch tysięcy kibiców, co jest najniższą frekwencją w hali w tym sezonie.

Jeśli podopieczni Piotra Zycha chcieli zacząć odzyskiwać tracone z kolejnymi porażkami zaufanie kibiców, to spotkanie z Siarką wydawało się do tego idealną okazją. Siarka jeszcze dwa lata temu grała bowiem z ŁKS-em w pierwszej lidze, a poprzedni sezon zakończyła na ostatnim miejscu w tabeli (w TBL gra dalej tylko dzięki zaproszeniu na specjalnych warunkach).

Niestety, nadzieje gospodarzy zostały zdeptane bardzo szybko. Siarka dziesięciopunktowe prowadzenie przekroczyła już po 5. min gry, gdy po drugiej z rzędu celnej trójce Wojciecha Barycza wygrywała 17:5. Łodzianie po raz kolejny grali fatalnie w obronie i mieli równie fatalną skuteczność. Wystarczy powiedzieć, że w pierwszych 10. min trafili jedynie pięć z 17 rzutów za dwa i zero trójek (na trzy próby). Z taką skutecznością o wygrywaniu w ekstraklasie - zresztą nie tylko - marzyć nie można. Dla porównania Siarka trafiła siedem z 11 rzutów za dwa i cztery z siedmiu trójek.

Równie beznadziejna była druga kwarta, w której przewaga drużyny z Tarnobrzega rosła w zastraszającym tempie. - Nie wiem, co się z nami stało, ale wyglądało to tragicznie. Mnie, jako zawodnika, najbardziej boli to, że się poddaliśmy - przyznał po ostatniej kompromitującej porażce z AZS-em Koszalin (75:109) załamany Filip Kenig, grający właściciel ŁKS-u. Dokładnie te same słowa można było powtórzyć w niedzielę w Atlas Arenie. Na niecałe dwie minuty przed przerwą łodzianie przegrywali już bowiem z Siarką 29:54. ŁKS nie miał po swojej stronie żadnych atutów, grał bez pomysłu, bez wiary, bez agresji. O ile w ogóle grał...

Znów kompletnym zawód sprawiał Jermaine Mallett. Amerykański skrzydłowy, który na początku sezonu był dla rywali nie do zatrzymania, jest cieniem samego siebie. W pierwszej połowie meczu z Siarką trafił jedynie jeden z sześciu z rzutów z gry i drugą połowę przesiedział na ławce.

Podsumowaniem beznadziejnej gry ŁKS-u w obronie była akcja z 4. min trzeciej kwarty, gdy piłkę w ataku zebrał... mierzący 170 cm Josh Miller. Najniższy na boisku rozgrywający Siarki okazał się w tej sytuacji sprytniejszy od najwyższego zawodnika ŁKS-u, czyli mierzącego 205 cm Kirka Archibeque'a, Jeszcze raz - mający 35 centymetrów przewagi center ŁKS przegrywa pod koszem walkę z najniższym graczem na parkiecie.

Gdy w pierwszej akcji czwartej kwarty Miller trafił za trzy przewaga Siarki wynosiła... 32 punkty. Pod koniec meczu rozczarowani kibice krzyczeli do koszykarzy "do roboty". Byłoby chyba jednak lepiej, gdyby po prostu pojechali do domu.

Cztery najbliższe mecze ŁKS rozegra na wyjeździe. Może to i lepiej, bo w takiej formie przed własną publicznością grać nie powinni. - To była katastrofa. Powinniśmy oddać kibicom za bilety - przyznał po meczu zdenerwowany Zych.

ŁKS - Siarka 70:94

Kwarty: 20:30, 12:24, 15:22, 23:18

ŁKS: Sulima, Kenig po 14, Archibeque 13, Szczepaniak 10, Krajewski 8, Kalinowski 6, Holmes 3, Mallett 2, Trepka, Bartoszewicz, Kuczmera.

Siarka: Corbett 24, Miller 18, Barycz, Tiler po 11, Karnowski 8, Wyka, Doaks po 6, Piechowicz 5, Rabka 3, Aniszewski 2, Pyszniak, Walski.

9.128 kibiców w Atlas Arenie! Zobacz zdjęcia z próby bicia rekordu frekwencji