Ryszard Tarasiewicz przed debiutem w ŁKS: Będą zmiany w składzie!

- Myślę, że uda mi się dobrać odpowiednich wykonawców do wygrania meczu w Bełchatowie - mówi Ryszard Tarasiewicz, który w sobotę zadebiutuje na trenerskiej ławce ŁKS
Rywalem drużyny z al. Unii w 14. kolejce T-Mobile Ekstraklasy będzie PGE GKS Bełchatów. Gospodarze zajmują 14. miejsce i do 13. ŁKS tracą dwa punkty.

Rozmowa z Ryszardem Tarasiewiczem

Jerzy Walczyk: Czuje pan tremę?

Ryszard Tarasiewicz: Oczywiście, że nie. Wiedziałem przecież, na co się piszę, wiedziałem też, z kim zmierzę się w moim pierwszym meczu. Martwię się raczej tym, że część zawodników jest zagrożona pauzą za żółte kartki w kolejnych meczach. Po sobotnim spotkaniu zostaną do rozegrania jeszcze trzy ważne spotkania i boję się, czy nie będziemy musieli zmieniać składu.

Kiedy pracę w ŁKS przyjmował Michał Probierz, to od razu zastrzegł, że trzeba zrobić piłkarzom szczegółowe badania. Pan tego nie zrobił.

- Mam wgląd w wyniki wcześniejszych badań, a poza tym na cztery kolejki przed końcem rozgrywek trudno poprawić coś w przygotowaniu fizycznym. Dla mnie ważniejsza jest zmiana mentalności piłkarzy, spowodowanie, by lepiej zrozumieli taktykę. Nie wykluczam też zmiany ustawienia niektórych piłkarzy.

Ostatnio drużyna ćwiczy mniej, niż za czasów Probierza. Dlaczego?

- W ubiegłym tygodniu mieliśmy dość ciężkie zajęcie techniczno-taktyczne, dlatego lepiej teraz odpuścić jeden czy nawet dwa treningi. Do końca rozgrywek zostały raptem cztery mecze, a piłkarze są w dobrej dyspozycji motorycznej. Doszedłem więc do wniosku, że lepiej podtrzymać, to co zawodnicy wcześniej wypracowali, niż na koniec zepsuć coś, co funkcjonuje naprawdę dobrze.

W ostatnim meczu ŁKS stracił aż cztery gole, obrona to w ogóle najsłabsze ogniwo ŁKS.

- Budowę drużyny zaczyna się od obrony. Jeżeli defensywa szwankuje, to potrzeba zmian. Mogę tylko ujawnić, że u mnie Mladen Kaszczelan nie będzie prawym obrońcą.

A inne zmiany?

- Należy się ich spodziewać w obronie i pomocy. Na razie nie ujawnię, jakich planuję dokonać roszad, bo do meczu zostały trzy dni, a nas czekają dwa ważne taktyczne treningi.

W klubie jest pan od półtora tygodnia. Dowiedział się pan już wszystkiego o piłkarzach?

- Po pierwsze - dość szybko łapię na treningach, co konkretny piłkarz może zaprezentować na boisku. Po drugie - oglądałem wiele spotkań ŁKS w telewizji i choć przekaz telewizyjny czasami zawęża obraz, to pewne wnioski też można wyciągnąć.

Poznał pan już słabe i mocne strony GKS Bełchatów?

- Analizowaliśmy te mecze GKS, w których nie występował Kamil Kosowski. Przeciwko nam nie zagra, a to przecież kluczowy zawodnik, który do tej pory wykonywał większość stałych fragmentów gry. Myślę, że uda mi się dobrać odpowiednich wykonawców do wygrania meczu w Bełchatowie.

Kilka dni temu do Arisu Saloniki za trenerem Probierzem podążył pracujący z bramkarzami Grzegorz Kurdziel. Skomplikowało to panu pracę?

- Myślę, że propozycja z Grecji była z tych nie do odrzucenia. Wcześniej nie odmówił trener Probierz, dlaczego więc miał to uczynić jego bliski współpracownik? Moim zdaniem większość trenerów postąpiłaby podobnie. Poza tym nie znam Grześka na tyle, aby go osądzać. Jego odejście nie spowodowało jednak żadnych komplikacji, bo Bodzio Wyparło doskonale powinien połączyć rolę piłkarza i trenera bramkarzy. Dodatkowo w czwartek dołączy do nas mój nowy współpracownik [Waldemar Tęsiorowski - przyp. red.] i wszystko wróci do stanu sprzed kilku dni.