Grajewski po rozmowach z szefami ŁKS. - Były owocne i wyszedłem z nich syty

Były ekscentryczny właściciel Widzewa Andrzej Grajewski chce znów zaistnieć w piłce nożnej i kupić Łódzki Klub Sportowy. - Sytuacja jest tak trudna, że rozmawiamy z każdym, kto może nam pomóc - mówi właściciel klubu z al. Unii. Czy człowiek, który wyniósł na szczyt, a później doprowadził do upadku Widzew, uratuje ŁKS?
Andrzej Grajewski chce kupić ŁKS. Oto wszystkie twarze słynnego "Grajka" [ZDJĘCIA]


">POLECAMY. Andrzej Grajewski na zdjęciach

Szefowie ŁKS-u nie ukrywają, że nie stać ich na utrzymywanie drużyny piłkarskiej. Awans do ekstraklasy i związane z tym dochody ze sprzedaży praw telewizyjnych niewiele zmieniły. Klub ma wielkie problemy finansowe, a powodów do optymizmu nie ma. Nawet powrót z Bełchatowa do Łodzi niewiele zmienił, bo jeden z najmniejszych stadionów w lidze nie wypełnia się kibicami.

Dlatego firma Tilia, należąca do Filipa Keniga, od ponad pół roku szuka inwestora lub nowego właściciela. Latem bliskie finalizacji były rozmowy z warszawskim biznesmenem Markiem Profusem, ale do podpisania umowy nie doszło. - Nam nie chodzi o sprzedaż ŁKS-u za wszelką cenę, ale o znalezienie gotówki na działalność - deklaruje Kenig.

Bomba wybuchła w czwartek wieczorem. Jak dowiedziała się "Gazeta", tego dnia w Łodzi był Grajewski. Tym razem przyjechał na rozmowy z szefami ŁKS-u.

Według naszych informacji w imieniu Grajewskiego z Kenigiem skontaktował się Roman Stępień, dyrektor łódzkiej Szkoły Mistrzostwa Sportowego, a wcześniej prezes klubu z al. Unii. - Nie ukrywam, że byłem na spotkaniu z Romanem Stępniem i trójką udziałowców ŁKS-u. Było ono owocne, wyszedłem z niego syty. Ale o szczegóły proszę zapytać przy al. Unii - powiedział "Gazecie" Grajewski.

Kenig potwierdza, że prowadzi negocjacje w sprawie sprzedaży klubu. - Było to już drugie spotkanie z Grajewskim. To pierwszy człowiek, który sam się do nas zgłosił z ofertą odkupienia spółki - opowiada. Dodaje też, że są jeszcze dwie firmy zainteresowane wejściem do ŁKS-u lub przejęciem go, ale tu negocjacje są dużo mniej zaawansowane niż z Grajewskim.

Informacja o ofercie złożonej przez Grajewskiego wzburzyła kibiców ŁKS-u. Przyczyn jest kilka. Po pierwsze, przez całą dotychczasową karierę Grajewski był kojarzony z Widzewem. Sam mówił, że urodził się i wychował obok jego stadionu, był też udziałowcem SPN Widzew SSA w czasach, gdy drużyna odnosiła największe sukcesy. Przyczynił się do awansu Widzewa do Ligi Mistrzów, sprowadzając kilku znanych piłkarzy (m.in. Sławomira Majaka, Jacka Dembińskiego, Pawła Wojtalę) i trenera Franciszka Smudę. Ale z drugiej strony sympatycy drużyny z al. Piłsudskiego pamiętają, że to za jego kontrowersyjnych rządów w spółce zespół z hukiem spadł do II ligi.

Gdzie się podziewają kibice ŁKS? Dlaczego nie chcą chodzić na mecze?


">Gdzie są kibice ŁKS?

Po drugie, Grajewski zasłynął nietypowymi wypłatami dla piłkarzy i pracowników Widzewa. Pieniądze przywoził w walizce, a za kasę robił często bagażnik jego samochodu. Był i jest także menedżerem piłkarskim. Reprezentował m.in. Artura Wichniarka, a obecnie reprezentanta Polski Sławomira Peszkę z FC Köln. Oprócz Widzewa działał także w Lechu Poznań, a całkiem niedawno w Polonii Słubice. Ostatnio razem ze Stępniem finansują Tura Turek.

Odnosił sukcesy jako promotor bokserski. Przez pewien czas organizował walki Dariusza Michalczewskiego. W Łodzi stworzył żużlową drużynę Orła, której gwiazdą był mistrz świata Sam Ermolenko. Zasłynął na początku lat 90., ubierając premiera Jana Krzysztofa Bieleckiego w koszulkę z reklamą Müllermilch (pracował w dziale marketingu tej firmy (później miał swoją - JAG Sportmarketing). Był też menedżerem piłkarskiej reprezentacji Rosji. Po problemach z niemieckim fiskusem przeniósł się do Polski.

Dlaczego chce przejąć ŁKS? - Bo jest bardzo ambitny - opowiada jeden z jego dawnych znajomych (prosił o anonimowość). - Lubi błyszczeć w mediach, tymczasem ludzie o nim zapomnieli. Nie zapraszają go do telewizji, rzadko jest w gazetach, nie dostaje biletów na ważne mecze, tak jak kiedyś. Chciałby udowodnić ludziom, że coś znaczy w sporcie. Ma znajomości i naprawdę dużą wiedzę na temat sportu. A ŁKS jest znany w Polsce.

Kenig twierdzi, że do pozytywnego zakończenia rozmów z Grajewskim jest jeszcze daleko. Z drugiej strony jest zdeterminowany w poszukiwaniu inwestora, bo sytuacja klubu jest ciężka.

- Zainwestowaliśmy już tyle własnych pieniędzy, że na więcej nas nie stać - dodaje Kenig. Jego zdaniem najważniejsze jest teraz funkcjonowanie klubu. A zimą nie będzie nawet niewielkich dochodów z biletów. - Dlatego rozmawiamy z każdym, kto może pomóc. Także z Grajewskim - kończy.

Rycerz Bodzio nie był pierwszy! Zobacz inne szalone maskotki sportowych drużyn [WIDEO]