Ekstraklasa. Ogromne kłopoty łódzkiego klubu. ŁKS w stanie krytycznym

ŁKS szuka nerwowo nowego właściciela. Jeśli nie znajdzie, może nie przetrzymać zimy i wycofać się z rozgrywek.
POLECAMY! Tomasz Wieszczycki i Tomasz Kłos odchodzą z ŁKS. - Mamy dość - mówią

Z ŁKS dochodzą dramatyczne wieści. Zaczęło się od niespodziewanej rezygnacji trenera Michała Probierza. 4 listopada odszedł do Arisu Saloniki i zabrał asystenta Bartłomieja Zalewskiego. Jaka to strata, okazało się dzień później. Drużyna została rozbita na swoim boisku przez Ruch Chorzów. A przecież zastępujący Probierza Tomasz Wieszczycki wystawił taki sam skład, jaki tydzień wcześniej w Kielcach nie dał szans Koronie.

O tym, że z odejściem trenera popsuła się atmosfera, świadczyła choćby wypowiedź kapitana drużyny Marka Saganowskiego po porażce. Na pytanie, czym wytłumaczyć klęskę, odparł: - Niech się tłumaczą ci na górze.

Wcześniej dobre wyniki beniaminka sprawiły, że wszyscy zapomnieli o problemach finansowych klubu. Przypomniał o nich Wieszczycki, ujawniając, że został trenerem, bo ŁKS nie było stać na wykupienie za 10 tys. zł licencji dla Krzysztofa Adamowicza. Jednak po blamażu z Ruchem zatrudniono szkoleniowca z nazwiskiem, czyli Ryszarda Tarasiewicza.

Kolejny cios spadł na łódzki klub tydzień temu. Śladem Probierza do Grecji pojechał Grzegorz Kurdziel, trener bramkarzy. Zastąpił go Bogusław Wyparło, rezerwowy bramkarz.

Dotychczas atutem ŁKS była niemal rodzinna atmosfera, przez co nawet, jeśli były problemy, to rzadko wychodziły na zewnątrz. A kłopotów nie brakowało, przede wszystkim finansowych. Klub jest po prostu biedny. Nie stać go na transfery, więc wypożycza piłkarzy niechcianych w innych drużynach. Zarobki ma najniższe w lidze. Na dodatek remont stadionu sprawił, że trzy pierwsze spotkania musiał grać w Bełchatowie (60 km od Łodzi). Na mecz przychodziło niespełna tysiąc kibiców. - Tak straciliśmy kilkaset tysięcy złotych - twierdzili szefowie spółki. Ale powrót do Łodzi niewiele zmienił. Mający 5,5 tys. miejsc stadion jeszcze nigdy się nie wypełnił. - Bilety na nasze spotkania kosztują 25 i 15 zł i są najtańsze w Polsce - mówi bezradnie "Gazecie" Filip Kenig, właściciel ŁKS.

Andrzej Grajewski zostanie właścicielem ŁKS?!

Kenig, który jest też właścicielem drużyny koszykarzy, nigdy nie ukrywał, że chce sprzedać piłkarską spółkę. - Kiedyś nazwano nas cieniasami, więc szukamy grubasów, którzy by nas wsparli albo przejęli klub. Mojej firmy [Tilia - wykładziny boisk sportowych] nie stać na utrzymywanie zespołu. Według nieoficjalnych informacji przez dwa lata zainwestował w ŁKS około 8 mln zł. Latem negocjował z warszawskim biznesmenem Markiem Profusem, ale ten się wycofał.

Bomba wybuchła w czwartek wieczorem. Drużynę chce kupić Andrzej Grajewski, wcześniej m.in. współwłaściciel Widzewa, gdy ten grał w Lidze Mistrzów, a także gdy z hukiem przestał istnieć. Grajewski, wówczas mieszkający w Niemczech [teraz w Poznaniu], zasłynął z tego, że pożyczał pieniądze własnej spółce na lichwiarski procent. - Rozmowy z właścicielami ŁKS były owocne, jestem po nich syty - powiedział "Gazecie".

Dzień później z pracy w klubie zrezygnowali byli gracze ŁKS-u: Tomasz Wieszczycki i Tomasz Kłos. Obaj odpowiadali w spółce za sprawy sportowe. Wieszczycki tłumaczył się zmęczeniem. Kłos był szczery: - Jak długo można pracować za darmo.

Piłkarze od dwóch miesięcy nie dostają pensji. Nieoficjalnie mówi się jednak, że byli reprezentanci Polski odeszli na znak protestu przeciwko planom sprzedaży klubu Grajewskiemu.

- Ile mam odbierać telefony od ludzi domagających się uregulowania zaległości. Nasza sytuacja jest zła, ale lepsza niż wtedy, gdy przejmowaliśmy klub. Pilnie potrzebujemy jednak pieniędzy - powiedział "Gazecie" Kenig. Mówi też, że rozmawia jeszcze z dwiema firmami. - Wszystko rozstrzygnie się do końca tygodnia - uważa Jarosław Turek, szef rady nadzorczej ŁKS.

W sobotę pojawiła się jeszcze informacja, że jeśli szybko nie znajdzie się inwestor, to ŁKS może nawet wycofać się z rozgrywek. Podobno działacze sondowali taki wariant z PZPN. A rozbita drużyna przegrała 0:3 z PGE GKS Bełchatów i ma już tylko punkt przewagi nad strefą spadkową. Zanosi się, że dla dwukrotnego mistrza Polski nadchodzi najtrudniejsza zima w ostatnich latach. Może jej nie przeżyć.

Rycerz Bodzio nie był pierwszy! Zobacz inne szalone maskotki sportowych drużyn [WIDEO]


Więcej o: