"Szefowie ŁKS wiedzę o piłce nożnej czerpali chyba z komiksów" - rozmowa z Andrzejem Grajewskim

- 12 lat temu Widzew prowadziłem twardą ręką, ale nie wiem, czy obecni piłkarze pozwolą, bym był znów dyktatorem. A w innej roli siebie nie widzę.- przyznaje w rozmowie z lks.sport.pl Andrzej Grajewski, który złożył ofertę zakupu ŁKS.
POLECAMY! Tomasz Wieszczycki i Tomasz Kłos odchodzą z ŁKS. "Mamy dość"

Rozmowa z Andrzejem Grajewskim*

Jerzy Walczyk: Informacja o rozmowach z szefami ŁKS-u pojawiła się w czwartek. Dziś jest pan bliżej czy dalej sfinalizowania umowy?

Andrzej Grajewski: Trudno odpowiedzieć, bo nadal toczą się rozmowy. Z Filipem Kenigiem i jego kolegami rozmawia teraz mój adwokat. Nie wiem, kiedy dojdziemy do porozumienia, dlatego do całej sytuacji podchodzę dość chłodno. Przede wszystkim cała operacja wiąże się z wielkimi nakładami finansowymi. Wszyscy myślą, że przyjdzie Grajewski i spłaci zadłużenie obecnych właścicieli, ich poprzedników i ich poprzedników, itd. Oświadczam więc, że nie ma takiej możliwości. Trójka szefów ŁKS-u to przemili młodzi ludzie, ale wiedzę o piłce nożnej chyba czerpali, czytając komiksy. Muszą sobie zdać sprawę z tego, że nie odzyskają zainwestowanych pieniędzy. To ich strata w źle zarządzanym biznesie. Muszą się pogodzić, że ich pieniądze przepadły.

To brutalnie stwierdzenie.

- Jarosław Turek [szef rady nadzorczej ŁKS-u SSA - przyp. red.] przyznał, że do tej pory nikt tak szczerze z nimi nie rozmawiał. Nikt im nie uświadomił, że żaden budżet klubu piłkarskiego, nawet największy, nie będzie wystarczający. Będzie to 10 mln - okaże się za mało, zostanie podwojony - też zabraknie. Piłka nożna to studnia bez dna. Dlatego przede wszystkim musi być zrobiony rzetelny audyt, abyśmy mieli świadomość, na czym stoimy. Następnym krokiem powinno być szybkie wzmocnienie drużyny, której grozi spadek z ekstraklasy. 12 lat temu Widzew prowadziłem twardą ręką, ale nie wiem, czy obecni piłkarze pozwolą, bym był znów dyktatorem. A w innej roli siebie nie widzę. Nigdy nie ingerowałem w skład, w prowadzone treningi. Chociaż nie... Przed laty prowadziłem Widzew w sparingu. W mojej drużynie byli gracze niechciani przez Andrzeja Kretka i Tomka Łapińskiego. I z tym lepszym Widzewem wygraliśmy 4:1. Zawsze jednak stosowałem zasadę, którą zaszczepiłem Frankowi Smudzie: dobra atmosfera w szatni ma odzwierciedlenie w wynikach na boisku. Widzi pan sam, ile trzeba włożyć pracy, by uratować klub. Nie wiem, czy będę miał tyle sił witalnych, aby doprowadzić wszystko do końca.

Nie obawia się pan niechęci kibiców ŁKS-u? Przecież wcześniej był pan związany z Widzewem.

- Nie ukrywałem, że zawsze byłem kibicem całej sportowej Łodzi. Dziś być może wiele osób nie pamięta, że przed laty Grajewski organizował mecze oldbojów ŁKS-u i Widzewa, po których wszyscy świetnie się bawili przy grillu. Zdaję sobie sprawę, że na początku może być spory opór materii, ale jeżeli wygramy dwa, trzy mecze, a wiosną będziemy w środku tabeli, animozje znikną.

Rycerz Bodzio nie był pierwszy! Zobacz inne szalone maskotki sportowych drużyn [WIDEO]

Ma pan tyle pieniędzy, żeby uratować ŁKS? A może ma pan inny pomysł?

- Proszę pamiętać, że przy dobrze opracowanym planie działania zawsze znajdą się pieniądze. Przecież to proste, gdybym nie miał zabezpieczenia finansowego, nie składałbym oferty kupna.

Kiedy można się spodziewać zakończenia rozmów?

- Pierwszy mecz wiosną zostanie rozegrany chyba w lutym. W ciągu tygodnia, najwyżej dwóch, powinniśmy dojść do porozumienia. Pod warunkiem, że Kenig i jego koledzy w tym czasie nie znajdą innego, lepszego ode mnie inwestora. Muszą zdawać sobie jednak sprawę z tego, że nikt nie przyjedzie z pieniędzmi, nie żądając w zamian pakietu kontrolnego spółki. Czasy darczyńców bezpowrotnie minęły.

Andrzej Grajewski chce kupić ŁKS. Oto wszystkie twarze słynnego "Grajka" [ZDJĘCIA]


*Andrzej Grajewski był udziałowcem Widzewa. Za jego czasów drużyna dwa razy zdobyła mistrzostwo Polski oraz awansowała do Ligi Mistrzów, ale i z hukiem spadła do II ligi