T-Mobile Ekstraklasa. Piłkarz ŁKS: Chcę zostać w tym klubie

Dariusz Kłus był jednym z najaktywniejszych zawodników ŁKS-u w spotkaniu z Jagiellonią. Mimo urazu, jakiego nabawił się w pierwszych minutach (rozbita głowa), dotrwał do ostatniego gwizdka.
Jerzy Walczyk: Powrót do wysokiej formy to efekt pracy nowego trenera czy wizyta na stadionie nowego właściciela?

Dariusz Kłus: Myślę, że wszyscy piłkarze chcieli udowodnić, że mimo problemów w klubie cały czas chcemy wygrywać. Nic dziwnego, że każdy chce pokazać się z dobrej strony. Po dwóch porażkach dobra gra należała się naszym wiernym kibicom. Chcieliśmy im pokazać, że nie traktujemy spotkania jak przysłowiowej pańszczyzny. Bardzo szkoda, że jedna sytuacja sprawiła, że zamiast trzech punktów, zdobyliśmy tylko jeden. Biednemu zawsze wiatr wieje w oczy... Nie ma co płakać, lecz kolejne mecze zagrać z ogromnym zaangażowaniem. Problemy zostawimy w szatni, bo doskonale wiemy, o jaką stawkę toczy się gra.

W klubie sytuacja daleka jest od ideału. Chce pan nadal w nim zostać?

- Myślę, że gdyby zapytał pan każdego mojego kolegę, odpowiedź na tak postawione pytanie byłaby zawsze taka sama: przecież ŁKS to klub z tradycjami, występujący w ekstraklasie, w którym większość chłopców odbudowała swoją formę sportową, dlatego wszyscy chcemy tutaj zostać. Szkoda, że nie ma chętnego do sponsorowania, bo z pieniędzy za prawa telewizyjne przy niedużym nakładzie finansowym można utrzymać drużynę na średnim ligowym poziomie. Piłka to największy nośnik reklamowy w Polsce, dlatego czasami zastanawiam się, dlaczego w kluby nikt nie chce inwestować.

Mecz z Jagiellonią zakończył rundę jesienna. Jaka była dla ŁKS-u?

- Słaby początek rozgrywek, bardzo przeciętny koniec, tylko środek był poprawny. Spotkanie z Jagiellonią pokazało, że drużyna posiada potencjał, dlatego wierzę, że trener Tarasiewicz w przerwie zimowej poukłada zespół i będziemy znów - jak za czasów Michała Probierza - groźni dla najlepszych. Myślę, że wiosną jesteśmy w stanie spokojnie się utrzymać w ekstraklasie.

Rycerz Bodzio nie był pierwszy! Zobacz inne szalone maskotki sportowych drużyn [WIDEO]